Znajdź haka na Owsiaka!

owsiak
Zbliża się XXII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Już w przyszły weekend odbędzie się ogólnopolska zbiórka na zakup specjalistycznego sprzętu dla dziecięcej medycyny ratunkowej i godnej opieki seniorów. W praktyce oznacza to, że wychodząc na ulice będzie można spotkać wolontariuszy kwestujących z puszkami ozdobionymi charakterystycznym czerwonym serduszkiem. Towarzyszyć temu będą interesujące wydarzenia kulturalne, koncerty i ogrom innych atrakcji. 

I chociaż brzmi to zachęcająco, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest niczym innym, jak kolejnym punktem zapalnym w wojence polsko-polskiej. Wielkie czerwone serce Owsiaka wyraźnie cierpi na arytmię, bo Typowy Polak zawsze znajdzie coś, co osłabia puls lub przeciwnie – zwiększa ryzyko zawału.

Jako pierwsi wysuwają się tak zwani eksperci od zeznań majątkowych, czyli ci, którzy uważnie śledzą zbiórki i analizują ich efekty. Przeważnie podają zebraną kwotę co do grosza, co więcej, wiedzą także, w jaki sposób została rozgospodarowana – również co do grosza. Często powołują się na to, że wszelkie reklamy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz same transmisje finału są opłacane z pieniędzy abonentów. Pomyśl zanim coś powiesz. Nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu. Bez odpowiedniego PR Owsiak nie miałby szans zaistnieć, a informacja o dacie, przebiegu i celach kolejnej zbiórki nie dotarłaby do potencjalnych darczyńców. Warto też zwrócić uwagę na to, że z propozycji reklamy w mediach korzysta niemalże każdy podmiot poważnie myślący o perspektywie zarobku lub promocji. Zirytowany abonencie: obawiam się, że płacisz abonament nie tylko za Owsiaka, ale także (jeśli nie w głównej mierze) za inne podmioty i przedmioty przebywające na wizji. To, za co oraz ile płacisz, co roku ustala Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Obawiam się, że najbardziej dochodowe elementy ramówek są na stale wpisane w programy oferowane przed telewizję naziemną (durne show rodem z Wawy), niż jednorazowa impreza charytatywna. Nie jest więc niczym dziwnym, że część pieniędzy trafia na konto Fundacji, bo organizacja imprez też kosztuje. Część kwoty jest przeznaczana na cele statutowe. Spróbujcie zorganizować jakąś imprezę. Trzeba ją zareklamować, zrobić plakaty, banery, ulotki, znaleźć miejsce, opłacić lokal, scenę… Nie mówię tego z braku doświadczenia. Sama współpracuję z fundacją charytatywną i widzę, jak wiele rzeczy finansuje się „z własnej kieszeni”, bo zwyczajnie brakuje chętnych, którzy wsparliby działania na szczeblu organizacyjnym. Są jednak złote wyjątki – kiedy szłam wydrukować plakat informujący o świątecznej zbiórce, pan z punktu ksero nie wziął ode mnie pieniędzy, gdy zobaczył na wydruku słowo „Fundacja”. Był wówczas o złotówkę do tyłu, bo chodziło o jedną zbiórkę w jednym miejscu. Pomyślcie, ile trzeba nakładu na promowanie orkiestry we wszystkich miastach Polski.
Seks, ćpanie i kąpiel w błocie jako jedno z obliczy „Przystanku Woodstock”
Wątpliwości co do działań Jerzego Owsiaka podzielają także obrońcy moralności znani także jako „sumienie narodu polskiego”. Przy okazji Orkiestry wytykają showmanowi „Przystanek Woodstock” oraz związany z nim łatwy dostęp do alkoholu i narkotyków. Jako że w Kostrzynie nad Odrą nigdy nie byłam, posłużę się jedynie opinią znajomych, którzy wiernie odwiedzają festiwal co roku. Owszem, narkotyki są, piwo się leje, a po polu śmigają nadzy ludzie korzystający z kąpieli błotnej. Są jednak strefy „bezpiecznej zabawy”, gdzie można bezpiecznie postawić namiot i kulturalnie spędzać czas z zaufanymi znajomymi. Pomyśl. Oblicze masowej imprezy wygląda tak, jak Ty chcesz ją zapamiętać. Oczywiście, nie na wszystko masz wpływ. Jeśli na Woodstocku pojawi się szaleniec z granatem, to niewiele możesz zmienić, jednak jeśli dobrze kojarzę, to takich przypadków jeszcze nie odnotowano. Mówię jednak o rzeczach bardziej przyziemnych. Nikt Ci nie karze brać narkotyków i śmigać na golasa. Miłość, przyjaźń, muzyka – to są hasła przewodnie imprezy i mają odzwierciedlenie w tym, co tam się dzieje. Tylu sympatycznych, uśmiechniętych i pomocnych ludzi nie spotkałam jeszcze nigdzie. Wśród WIELOTYSIĘCZNEGO tłumu oczywiście są też te czarne charaktery, a że zło głośniej krzyczy, cóż… Szczerze mówiąc, bardziej przerażają mnie dyskoteki czy jakieś „Sanrajsy”, gdzie też jest wielu młodych, naćpanych i odwalających czasem takie rzeczy, że aż strach pomyśleć. Tylko że ta „kultura” nikomu nie przeszkadza jakoś – mówi Alo, jedna z uczestniczek. Wszystko tkwi bowiem w wychowaniu, zasadach i korzystaniu z rozumu uczestników imprez masowych. Jeśli biorą w nich udział dzieciaki spuszczone ze smyczy – złe rzeczy mogłyby się dziać nawet na spotkaniach młodych w Lednicy.
Miłośnicy historii… cudzej oraz specjaliści od biografii
 
Są też tacy, którzy zadają sobie trud szperania w życiorysie showmana. Jedni zarzucają mu, że nic nie zrobił przeciwko komunie, jednak bardzo chętnie prezentuje siebie jako jej zagorzały krytyk i przeciwnik. Specjaliści od biografii Owsiaka lubują się w przypominaniu światu o akcji „Uwolnić słonia”, która miała na celu poprawę sytuacji zwierząt wykorzystywanych w zoo. Był rok 1988. Komentatorzy uważają, że Owsiak w ten sposób poszedł na rękę komunistycznej władzy skupionej wokół resortu spraw wewnętrznych. W tym samym czasie strajkowali bowiem w kopalniach, hutach, stoczniach i na wyższych uczelniach młodzi robotnicy oraz studenci. Organizując w tym samym czasie strajk na rzecz zwierząt, Owsiak odwrócił uwagę od tak zwanych prawdziwych problemów Polskiej Republiki Ludowej. Ludzie, nie dajmy się zwariować! Czy dzisiaj przypadkiem też nie mówi się o prawach zwierząt? Czy zawsze jest to próba odwrócenia uwagi? Nie. Demokracja dała ludziom prawo walki o ważne dla nich sprawy, niech nie dziwi więc fakt, że w mediach zaczną pojawiać się grupy różnego interesu. Dlatego trzeba przyjąć do świadomości fakt, że równolegle strajkować będą pielęgniarki w białych miasteczkach, feministki, ekolodzy, wegetarianie, weganie, samotni ojcowie, czy zwolennicy gender. Czy oznacza to, że przyćmiewają prawdziwe problemy? Każdy z nich ma jakiś problem, który uważają za palący, a ja mam święte prawo mieć gdzieś ekologów, którzy nie pozwalają wybudować obwodnicy, bo w tym samym miejscu zamieszkuje rodzina saren, kretów czy innych ssaków. Za odwracanie uwagi od prawdziwych problemów uważam natomiast wybory organizowane co cztery lata, bo wówczas wmawia się człowiekowi, że WŁAŚNIE TERAZ NADESZŁY zmiany. Jestem za młoda, by wyrokować, co się zmieniło, natomiast czytając podręczniki od historii śmiem twierdzić, że nic lub niewiele.
Wracając do Owsiaka. Przeciwnicy jego akcji zarzucają mu sympatyzowanie z liberalno-lewicowymi postaciami polityki oraz to, że dzięki nim zbudował sobie silny PR, przez co stale znajduje się w zasadzie poza zasięgiem krytyki i kontroli. Przeciwnicy mają go za osobę amoralną z dewizą życiową „RÓBTA, CO CHCETA!” Nośne hasło ma jednak trochę dłuższą historię i nie jest zachętą do nierządu, w myśl zasady, że każdy ma swój rozum. Taką samą nazwę nosił bowiem autorski program Jerzego Owsiaka emitowany w telewizyjnej „Dwójce” w latach dziewięćdziesiątych. W tym samym czasie TVP wyświetliła film dokumentalny o dzieciach z wadą serca, które umierają w polskich szpitalach przez brak odpowiedniego sprzętu. Po obejrzeniu go, Jerzy Owsiak zadeklarował, że nagłośni tę sprawę w swoim programie, który niefartem nazywa się „Róbta, co chceta!” Cel szczytny, jednak w społeczeństwie przypinającym łatki, nietrudno o krytykę. Intencje showmana poszły na drugi plan.  W 1992 roku na ten cel kwestowano w czasie koncertów w Jarocinie. Udało się wtedy zebrać milion siedemset tysięcy dolarów. Fundacja wówczas jeszcze nie istniała. Powstała rok później i od razu zaczęto Owsiakowi zarzucać nawoływanie do hedonistycznego stylu życia i relatywizmu moralnego. Mała prywata. Czy to, że mam w tytule bloga słowo „lewo” i czasem skrobnę jakiś nieprawicowy artykuł, odbiera mi prawo do wspierania potrzebujących? Ten sam problem ma chyba Pani Radomska, którą swoją drogą szalenie lubię czytać, choć jej blog już u progu zawiera ostrzeżenie o treściach „dla dorosłych”. Blogerka często nie przebiera w słowach, bynajmniej stroni od dosadnych wypowiedzi, jednak chyba właśnie dzięki temu z uwagą śledzę jej wpisy, bo czyta się dobrze. Radomska również zaangażowała się w działalność charytatywną. W sieci niejednokrotnie widziałam falę krytyki na jej temat, bo przecież ktoś „tak skrajnie wulgarny nie powinien pomagać dzieciom”. Kolejny dowód na to, że łączenie ze sobą akcji z prywatnymi przekonaniami ich autorów jest pomyłką.
Starcie gigantów czyli „WOŚP” kontra „Caritas”
 
Na koniec zostawiłam najczęściej słyszane zestawienie, czyli porównywanie „świeckiej” Orkiestry Owsiaka z „kościelnym” Caritasem. Zbiórki na „potrzebujących Owsiaka” odbywają się również w niedzielę. Opozycjoniści (głównie ci skupieni wokół Frondy i Tomasza Terlikowskiego) uważają, że jest to zabieg celowy i „odbieranie kasy Kościołowi”. Często wysuwanym argumentem jest też fakt, że Caritas działa cały rok, a Owsiak tylko jednorazowo. Pole do popisu mają tutaj również specjaliści od zeznań majątkowych wymienieni na początku artykułu, którzy twierdzą, że część datków Orkiestry nie trafia do potrzebujących, zaś Caritas rozdaje potrzebujących niemal wszystko.
Mimo podanego źródła nie wiem, kto jest autorem tej statystyki, stąd też nie zweryfikowałam prawdziwości.

A ja nie widzę problemu w jednoczesnym wspieraniu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jak i Caritasu. Uważam, że obie spółki robią coś naprawdę wielkiego i byłoby dobrze, gdyby dzięki nim całą Polskę ogarnęła wielka mania pomagania. Zastanawiam się, ile razy autorzy podobnych zestawień, pomyśleli o tych, do których faktycznie trafiła pomoc. Nieważne, czy dostali „od Kościoła” czy „od Owsiaka”. Ważne, że ktoś usłyszał głos o pomoc, że udało się uratować życie i ulżyć w cierpieniu. Stwierdzenie, że Owsiak leczy polskie dzieci, jest oczywiście nadużyciem, bo to, co robi jest tylko kroplą w morzu potrzeb. Często jednak potrzeba właśnie kropli, by rozproszyć falę. Niestety, w polskim wydaniu jest to zazwyczaj fala krytyki.
Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze