Zdążysz człowieku! Życie w rytmie slow.

Żyć powoli w wielkim mieście – oto jest wyzwanie. Tutaj metrum wyznaczane jest przez rozkłady jazdy tramwajów, godziny otwarcia bibliotek i urzędów oraz wyroki wydawane przez parkometry. Czy Ty także myślałeś o redukcji biegów?

Czym jest slow life?

Ostatnio za sprawą pewnej blogowej wycieczki spotkałam się z terminem slow life. Refleksją, która wyłoniła się na mój myślowy pierwszy plan, było przekonanie o nieadekwatności tempa tej filozofii do rytmu życia, jaki narzuca współczesność. Carl Honore, autor książki Pochwała powolności zachęca do tego, by trochę zwolnić (dygresja: ostatnio wszystko zajeżdża mi Erazmem z Rotterdamu), dokonać redefinicji czasu, która pozwoli czerpać z życia to, co najlepsze.

Ostatnio w swojej pracy zadałam sobie (no dobrze, nie tylko sobie) pytanie: Co jest ważniejsze? Ilość czy jakość? Jesteśmy świadkami sytuacji, w których większość branży wkracza w model fabryczny, bo obecność licznej konkurencji zmusza do zwiększenia obrotów silnika. W efekcie zarabiamy pieniądze, których nie mamy czasu wydawać, a urlop potrafi zamienić się w piekło z powodu jednego telefonu służbowego, który teoretycznie nie powinien wówczas dzwonić. W praktyce bywa jednak inaczej.

Lekarstwem na wszechobecny kult prędkości jest filozofia slow. Motywem przewodnim tej idei jest przekonanie, że mniej znaczy więcej. Model ukierunkowany jest na życie w zgodzie ze swoimi marzeniami i pragnieniami przy optymalnej redukcji frustracji, która naturalnie wkrada się w momencie, kiedy tempo jest zbyt szybkie.

Jak zwolnić?

Sposobów na zwolnienie tempa jest mnóstwo. Są one uzależnione od wykonywanej profesji. Najprościej byłoby rzucić to wszystko i jechać w Bieszczady. Z pewnością nie jest to jednak optymalne rozwiązanie dla pracowników branży turystycznej, dla których za chwilę zacznie się pełnia sezonu i będą musieli poświęcić znaczne nakłady energii życiowej na organizowanie urlopów tym, którzy może właśnie usłyszeli o slow i zdecydowali się pomedytować w pięknej Grecji. Innym rozwiązaniem może być uprawa ogródka, ale przecież nie zaproponujemy takiego rozwiązania studentowi architektury krajobrazu wyczerpanego sesją. Dostrzegacie na pewno, że trudno o uniwersalną receptę.

Omawiany styl życia wiąże się także z uważnością, refleksyjnością i otwarciem na otoczenie. Zagadnieniem utożsamianym ze slow life często bywa zapominany w czasach przepychu minimalizm. Zdarza się, że gromadzimy mnóstwo niepotrzebnych przedmiotów, które być może przydadzą się na czarną godzinę. Trudno jednak cieszyć się chwilą, jeśli przyszłość postrzegamy w tak ciemnych barwach. Konsumpcyjne zbieractwo sprawia, że wydajemy pieniądze na rzeczy, które niewiele mają wspólnego z pierwszą potrzebą, czemu sprzyja nielimitowana niczym poza zdrowym rozsądkiem i wysokością pensji, ilość środków na karcie płatniczej.

Być może część z Was znacznie lepiej niż ja pamięta erę przedbankomatową. Pieniądze trzymano wówczas w portfelu lub w przysłowiowej skarpecie, a na zakupy zabierało się określoną sumę pieniędzy. Dzisiaj wyruszając na podbój centrów handlowych wystarczy zabrać magnetyczny kartonik, który sprawia, że możemy całkowicie popuścić hamulce. W efekcie stajemy się nabywcami rzeczy, bez których spokojnie moglibyśmy się obejść.

Take it slowly!

Może opowiem, jak było ze mną. Pierwszą nieśmiałą redukcję biegu podjęłam w weekend majowy. Poszłam do sklepu zabierając ze sobą drobne monety, a nie cały portfel, w którym mam dwie karty bankomatowe, jedną już praktycznie rozmagnesowaną, co często wprawia mnie w niemałą konsternację podczas zakupów. W koszyku znalazło się mało ambitne czasopismo przedstawiające historie kobiet oraz butelka wody. Niczego więcej na ten moment nie potrzebowałam, oprócz natury. Podążyłam za tą potrzebą i poszłam czytać na świeżym powietrzu. Była to doskonała alternatywa dla codzienności, która powoli męczy mnie nadmiarem mocnej kawy i poważnego tekstu czytanego z pobudek zawodowych.

Wspomniałam już, że nie ma jednej uniwersalnej recepty na slow life. Dlatego zebrałam kilka wariantów, które mogą Ci się spodobać:

  • powstrzymaj się od notorycznego przeglądania poczty i mediów społecznościowych,
  • zabierz się na randkę – do kina, restauracji, nad jezioro,
  • zacznij gotować, nawet, jeśli robisz to tylko dla siebie. Zupki chińskie i pierogi z paczki nie są sprzymierzeńcem zdrowia. Spróbuj zamienić suszone przyprawy na świeże zioła – kup doniczkę z bazylią czy rozmarynem – nawet nie wiesz, jak ożywisz swoje potrawy.
  • usiądź czasem sam na sam ze sobą i pozwól sobie nie robić nic,
  • wyciszaj się bez udziału bodźców zewnętrznych, (muzyka, lampka wina, środki nasenne),
  • ogranicz częstotliwość spoglądania na zegarek,
  • zadbaj o kontakty z ludźmi – przenieś je z „Fejsa” do kawiarni,
  • spróbuj zamienić tramwaj czy samochód na pieszy spacer, a jeśli to niemożliwe, wysiądź przystanek wcześniej lub zaparkuj z dala od biura,
  • nie bierz telefonu do łóżka,
  • nie przeglądaj przepełnionych jadem dyskusji Internautów pod kolejnym postem o walce opozycji. Przeglądaj bloga Na lewo i na prawo 🙂

Jeśli doczytałeś do końca, mam nadzieję, że nie masz poczucia straconego cza… A może przeżyjmy ten dzień bez zegara?

Przeczytaj jeszcze

  • Przydatne wskazówki! Nawet nie wiedziałam, że nieświadomie do wielu się stosuję – zabieram się na randki, chodzę z przyjaciółmi do kawiarni, gotuję obiady, nie używam telefonu w łożku! Czas wdrożyć kolejne punkty 😉

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    To prawda:)

  • Ja ostatnio podjąłem taką slow decyzje dotyczącą blogowania. W końcu każdy ma też swoje życie oprócz tego 🙂

  • Muszę zacząć walczyć z tym telefonem w łóżku. To ma zły wpływ. Chyba zacznę go po prostu kłaść jak najdalej od łóżka, niby potrzebuję budzika, ale nie muszę go mieć tuż obok.

  • U mnie dobrze sprawdza się długa kąpiel z książką w dłoni 🙂 No i oczywiście czytanie książek, z dala od komputera, komórki i całego świata social mediów 🙂

  • Robię ostatnio takie ćwiczenie – ustawiam budzik na godzine w ciagu dnia, kiedy wiem, ze mam juz troche wiecej czasu I kiedy zadzwoni, staram sie na 5 minut osadzic w tu I teraz i rozejrzec wokol siebie – polecam 🙂

    • Ciekawa technika. Pozdrawiam, a bloga dołączam do listy lektur obowiązkowych! 🙂

  • Marlena Fredo

    Absolutnie zgadzam się z efektem ery bankomatowej. Od kiedy mam kartę większość pieniędzy trzymam na koncie więc gdy idę do supermarketu oglądam wszystko i kupuję rzeczy, które chciałam kupić dawno temu (choć teraz nie są mi tak bardzo potrzebne). Bardzo podoba mi się artykuł, z pewnością będę tu częściej zaglądać. ^_^

  • Mój ulubiony temat. Wszystko wiem, tylko nie jestem w stanie do wszystkiego się ustosunkować, ale generalnie koncepcja slow life do mnie przemawia i lubię i potrzebuję korzystać z jej założeń.