Zbuntowany anioł? Ksiądz Wojciech Lemański.

Chociaż świat usłyszał o sprawie księdza Wojciecha Lemańskiego już jakiś czas temu, postanowiłam odkopać temat i przyjrzeć się kwestii bezwzględnego posłuszeństwa, którym zostaje „namaszczony” każdy wyświęcany kapłan. Sprawa niewiernego księdza z Jasienicy wywołała oburzenie w Kościele katolickim, zaś dla jego przeciwników stała się amunicją, którą codziennie ładowano medialny pistolet. 

Próżno jednak wyrokować, kto na codziennej strzelaninie ucierpiał bardziej. Kościół katolicki czy media o lewicowym odchyleniu, które, choć w praktyce bardzo antyklerykalne, postanowiły związać się z księdzem Lemańskim i z nim dyskutować na temat problemów w Kościele.
Historia niepokornego księdza rozpoczęła się, kiedy przed laty w jasienickiej szkole wybierano patrona. Został nim Janusz Korczak. Pani Dyrektor zaprosiła proboszcza na uroczystość poświęcenia tablicy. Ten postawił warunek: przyjdzie, ale w obecności rabina.  Przecież u nas nie ma nikogo, kto by był wyznawcą judaizmu, a Korczak nie dlatego został patronem szkoły, że był Żydem, tylko wzorem pedagoga – komentowali ludzie.
Zanim ktoś zacznie zastanawiać się, na ile ekumeniczny jest Kościół (komu przeszkadza rabin na uroczystości poświęcenia placówki oświatowej, przecież Jan Paweł II rozpoczął dialog międzywyznaiowy) oraz posądzi dyrekcję jasienickiej szkoły o antysemityzm, zwrócę uwagę na inny problem. Ta z pozoru błaha sytuacja przerodziła się w otwarty konflikt między proboszczem a panią dyrektor Elżbietą Sobiesiak. Jasienica to wieś, w której żyje nieco ponad 5000 mieszkańców. W takich społecznościach autorytetem lub po prostu osobą respektowaną zazwyczaj jest proboszcz, dyrektor szkoły oraz sołtys. Ksiądz Lemański skrzętnie wykorzystał swoje stanowisko do „politycznej” (bo w końcu o wpływy we wsi chodziło) walki. Zaczął organizować spotkania z wiernymi, na których krytykował panią Sobiesiak, ponadto pisał listy do kuratorium oświaty, w którym zwierzał się, że w szkole nie ma miejsca dla niego jako katechety. Sytuacja podzieliła mieszkańców, jednak to był dopiero początek. Kiedy lokalne władze zastanawiały się, czy wybudować ogródek jordanowski czy skate park (której to koncepcji ksiądz Lemański był zwolennikiem) w Jasienicy zawrzało. Działacze oświaty postanowili zwrócić się z prośbą o interwencję do arcybiskupa Henryka Hosera. Wyraźnie zmienił się rywal księdza Lemańskiego, jednak swoim starym oponentom chciał jeszcze „dokopać”. Postanowił podać dyrektor szkoły oraz dwóch innych jej współpracowników do sądu o przestępstwo przeciwko „czci i nietykalności cielesnej”. Nie było to powództwo cywilne, a prywatne. Lemański naruszył w ten sposób jedno z kościelnych postanowień, które stanowi, że bez zgody biskupa kapłani nie mogą wnosić żadnych spraw do sądu świeckiego. Proces trwa.
Blogujący ksiądz Lisa
 
Duchowni, którzy kończą swoją karierę jako wikariusze, otrzymują od arcybiskupa misję sprawowania pieczy nad daną parafią jako proboszczowie. Ten wielki moment związany jest ze zmianą statusu określaną przez prawo kanoniczne. Określa ono proboszcza w sposób następujący: Własny pasterz zleconej sobie parafii pod władzą biskupa (kan. 519). Pozorne wrażenie władzy, bo przecież jako proboszcz piastuje swego rodzaju „rząd dusz” wyraźnie oślepiło księdza Lemańskiego. Ponownie przypomniał o sobie w 2011 roku, kiedy skierował list otwarty do biskupa włocławskiego Wiesława Meringa. Pismo to było polemiką z odezwą Meringa, w której krytykował redakcję „Tygodnika Powszechnego”, zwłaszcza księdza Adama Bonieckiego, który w oczach Episkopatu Polski został obrońcą Nergala, przeciwko któremu wystąpili widzowie telewizyjnej „Dwójki”, bo nie chcieli, aby satanista zasiadał w jury talent-show „The Voice of Poland”. Adam to miły, mądry, spokojny człowiek – mówił o muzyku Boniecki. Wprawił tym samym Kościoł w niemałe zakłopotanie, zwłaszcza, że miał naganę w postaci ograniczenia wystąpień publicznych za wywiad, którego udzielił Monice Olejnik w „Kropce nad i”. Wtedy poszło o krzyż w Sejmie, ksiądz uważał, że jego umieszczenie tam było niefortunne, zaś obecność Janusza Palikota w polityce uznał za „nie taką złą”. Spłynęła na niego fala krytyki. Nie dziwne więc, że Lemański dołączył do jego obozu.
Proboszcz Jasienicy postanowił spróbować swoich sił jako bloger. Powierzchnią jego publicystycznych rozważań został portal Tomasza Lisa natemat.pl, który słynie z ataków na Kościół. Co więc robił tam katolicki ksiądz? Łagodził. Tonował język debaty publicznej, nie odstępując tym samym od nauk Kościoła. Gromy posypały się jednak po jego telewizyjnym występie w programie „Tomasz Lis na żywo”, do którego zaproszono także małżeństwo Terlikowskich. Debatowali o in vitro. Lemański ostro starł się z Terlikowskim, choć oboje byli przeciwko tej metodzie zapłodnienia. Ksiądz podkreślał, że nie powinno się w tej sprawie nikogo potępiać (ani rodziców, którzy zdecydowali się na in vitro, ani ich dzieci poczętych tą metodą). Ciężko mu jednak było dokończyć zdanie, bo Terlikowski z pasją mu przerywał. – Przed końcem programu ksiądz może być ekskomunikowany – ostrzegał księdza Tomasz Lis. – Na szczęście pan Terlikowski nie ma takiej władzy – odpowiedział ks. Lemański. Powtarzam, nie jestem za metodą in vitro, ale nie można używać takiego języka – dodał po tym, jak Terlikowski mówił o mordowaniu dzieci.
Komentowano to różnie, wielu uważało, że ksiądz Lemański zaprzeczył nauce Kościoła o in vitro. W którym miejscu? Upominając Terlikowskiego, żeby nie używał tak ostrej retoryki? Mhm.
Lemański musiał odpierać wiele ataków za powierzchnię, którą wybrał sobie do publikacji. Lis często mówił o nim „nasz ksiądz bloger”. Współpraca z antyklerykalnym dziennikarzem wzbudzała coraz większe zastrzeżenia władz kościelnych. W czerwcu 2013 roku dostał „ojcowską radę”, aby dobrowolnie zrezygnował z funkcji proboszcza. Miesiąc później wydano oficjalny dekret odwołujący go z tego stanowiska. W uzasadnieniu napisano, że przyczynił się do tego jego brak posłuszeństwa oraz szacunku do biskupa diecezjalnego, a także głoszenie sprzecznych z Kościołem prawd bioetycznych. Oznaczało to dla niego przejście na kapłańską emeryturę.
Typ niepokorny chroniony przez owce
 
Kilka dni później napisał oświadczenie prezentujące konflikt z jego perspektywy. Bynajmniej nie zamierzał zastosować się do nakazu biskupa. W wywiadzie, którego udzielił w toku tych wydarzeń miał zdradzić fragmenty rozmów z Hoserem na temat dialogu polsko-żydowskiego, w który intensywnie zaangażował się Lemański (nie tylko sprawa ze szkołą, ale także założenie Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich oraz przystąpienie do Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów). Arcybiskup miał wówczas zapytać Lemańskiego, czy… jest obrzezany. Proboszcz z Jasienicy początkowo odmówił przejęcia władzy nad parafią administratorowi wyznaczonemu przez abpa Hosera. Postanowił odwoływać się nawet w Watykanie, jednak Sygnatura Apostolska odrzuciła jego żądania. Lemański najpierw został pozbawiony prawa do nauczania religii, później odebrano mu także parafię. Co jednak znamienne, owczarnia byłego proboszcza pozostaje mu wierna do samego końca. Napisali nawet list do nuncjusza apostolskiego Celestino Migliore. Oskarżyli w nim arcybiskupa Hosera o to, że nie interesuje się losami parafian z Jasienicy. Nie odpisywał na listy z prośbą o przywrócenie proboszcza, nikt też nie reagował na głosy uczniów lokalnej szkoły, którzy domagali się powrotu katechety.
Cóż żeś uczynił katolikom, Wojciechu?
 
Bardzo dobrze, że pojawił się Lemański, który pokazał, jak działa świat oparty na hierarchii, w której zamyka się usta nawet „starym i zasłużonym”, jak uczyniono to z Bonieckim. Pedofilstwo w Kościele, chciwość i oszukaństwo. A jak się jeden dobry pasterz wśród czarnych owiec znalazł, to zaraz chcą się pozbyć. Ale ja wierzę, że nowy papież Franciszek nam pomoże – mówi cytowany przez „Gazetę Wyborczą” parafianin ks. Wojciecha Lemańskiego. Sprawa już nieco przycichła, Lemański spasował i zajął miejsce wśród innych księży emerytów. Prawo kanoniczne jest dla księży bezwzględne i bardziej przypomina komendy wojskowe, niż zalecenia dla pasterzy wiodących swoje owce. Trzeba przy tym jednak zaznaczyć, że jest trochę niesprawiedliwe: wobec księży podejrzanych o pedofilię stosuje się swego rodzaju kordon ochronny, a wobec wojowników o prawdę zapada wyrok: niemalże natychmiastowy ostracyzm. Chyba źle rozplanował swoją karierę zawodową ksiądz Lemański. Niepotrzebnie został księdzem. Nawet najsilniejsze powołanie nie zmienia faktu, że przecież musiał wiedzieć, jak ta machina działa: Albo jesteś posłuszny albo ciebie nie ma. Doceniam jego rolę jako wierzącego w Boga publicysty, którzy reperuje stosunki polsko-żydowskie, uspokaja agresywny język przeciwników in vitro i innych kwestii natury bioetycznej. Zapomniał chyba jednak o tym, że w walce z arcybiskupstwem nikt chyba jeszcze nie wygrał, o czym świadczy chociażby sprawa Leszka Sławoja Głodzia.
 
Nie wiem, jaką drogę rozwoju zaproponowałabym księdzu Lemańskiemu teraz. Lewicowe media, które lansowały się na wewnętrznych problemach Kościoła, nie pomogły mu ani trochę. W oczach katolików (z wyjątkiem jasienickich parafian) jest on heretykiem, który nie posłuchał arcybiskupa, a więc pewnie nie ma prawa mówić o Bogu, bo to co głosi, z założenia jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Może faktycznie nie powinien zostać księdzem, skoro zabrakło mu pokory? Może jego miejsce jest w mediach i zasłużył na swoje miejsce antenowe na multipleksie? Obok ojca Rydzyka i Telewizji TRWAM. Tutaj jakoś kontrowersyjni księża w mediach nikomu nie przeszkadzają.
Wojciech Lemański zaproponował parafianom, że jeśli mają cokolwiek do powiedzenia w jego sprawie, to niech to będzie… różaniec. To chyba najlepsza postawa, jaką mógł wybrać wierzący człowiek, bo w tej sprawie od początku było najmniej tego, z czym związany powinien być Kościół. Bóg.
Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze