Wygnane z Polski!

Okładka Newsweeka, czyli twórcę chyba poniosło.

Mały Julian słodko spał, a kobiety dopijały wieczorną herbatę. Z telewizji wybrzmiewała melodia z jakiegoś wiecznie powtarzanego filmu, dość szybko przerwana zresztą przez głośne reklamy. Kamila postanowiła wyprasować jeszcze parę ubrań na nadchodzący tydzień. Nagle w mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. U progu stała posłanka Pawłowicz i ksiądz Oko. Bez ceregieli wyrecytowali: wynoście się!

Powyższe słowa z pewnością nadałyby się jako element scenariusza do „Trudnych spraw” albo innej „Ukrytej prawdy”. Nijak mają się do historii Kamili, Beaty oraz Juliana opisywanej na łamach ostatniego „Newsweeka”. Jeśliby jednak zapowiedź umieszczoną na okładce uznać za streszczenie całego artykułu, mój wstęp nie byłby żadną przesadą.

Okładka Newsweeka, czyli twórcę wyraźnie poniosło.
Okładka Newsweeka, czyli twórcę wyraźnie poniosło.

Okładka sugeruje, że dwie panie uciekły z psem i małym chłopcem, bo zostały wygnane przez Krystynę Pawłowicz i księdza Dariusza Oko. Słownik Języka Polskiego PWN definiuje bezokolicznik uciekać jako: 1. oddalić się szybko z jakiegoś miejsca, aby uniknąć niebezpieczeństwa kłopotów lub nieprzyjemności, a także: 2. uwolnić się od kogoś lub wydostać się skądś. W kontekście tych filologicznych formalności najnowsze dzieło Newsweeka wydało mi się na tyle nieprawdopodobne, że postanowiłam zajrzeć do środka.

Artykuł Renaty Kim jest bardzo dobrze napisany. Próżno w nim szukać jakiejkolwiek namiastki słów o wygnaniu kobiet. W skrócie: Beata i Kamila są homoseksualną parą i razem wychowują Juliana – syna drugiej z pań. Mają także psa, Appę. Nie jest to ich „pierwszy raz” na łamach jednego z najpoczytniejszych polskich tygodników. Wcześniej pojawiły się na okładce dwa lata temu, na co zareagowali politycy Solidarnej Polski, składając skargę do Rady Etyki Mediów. Ostatecznie uznano, że projekt nie narusza „norm prawnych i obyczajowych” i był to chyba początek burzy, jaka rozpętała się wokół tego tematu, który redakcja Lisa postanowiła nam zaserwować ponownie po dwóch latach.

Życie kobiet po głośnym coming oucie znacznie się zmieniło. Przede wszystkim postanowiły opuścić Polskę i zatrzymać się w Anglii. Ta decyzja była spowodowana niechęcią, którą Beata i Kamila odczuwały ze strony prawicowo zorientowanych polityków. Czytamy:

Że w Polsce są niechciane (…) poczuły, gdy na początku zeszłego roku w Sejmie odbywała się debata nad projektami ustaw o związkach partnerskich. Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz krzyczała z mównicy, że społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których nie ma żadnego pożytku. (…) – A potem dostałyśmy zaproszenie do programu publicystycznego w telewizji, gdzie ksiądz Oko powiedział, że większość gejów to pedofile – denerwuje się Kamila. – To przelało czarę goryczy, postanowiłyśmy wyjechać. (cytat z Newsweeka)

Właśnie przez jedną z bohaterek reportażu zostało wypowiedziane słowo-klucz. Wyjechać, nie: uciec. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten artykuł posiada nieco inne dyskretne przesłanie. Otóż autorka wyraźnie skupia się na tym, jak wyglądało życie kobiet przed i po przeprowadzce. Nie chodzi mi w tym miejscu o homofobiczne nachylenia prawicy i skupionych wokół niej mediów. Ten sprawny dziennikarsko (i tego będę bronić, dobra realizacja!) artykuł, jest po trosze kroniką emigrancką. Skrupulatnie udokumentował, że w Anglii znalazły mieszkanie, którego właściciel zrzekł się kaucji, usłyszawszy historię lesbijek o tym, jak bardzo źle żyło się w Polsce. We wszystkim pomógł agent nieruchomości – przedstawiciel zawodu, który w naszym społeczeństwie uznawany jest za jeden z tych, co to „zdziera grube pieniądze za nic”. Kolejnym punktem opowieści jest to, że początkowo Beata (Kamila powróciła do Polski w sprawie rodzinnej) żyła za funta dziennie. To i tak lepiej niż w Polsce, gdzie przez ostatnie cztery miesiące jadły zupę na kości i żyły za 2 złote. Na szczęście Julian miał posiłki w przedszkolu. W Anglii udało im się przytyć.

W tym artykule „na cześć emigranta w obcej ziemi” poznajemy także wypowiedź Gosi i Ewy – pary, która wzięła ślub w chmurach na pokładzie samolotu SAS. Dopiero od nich padają słowa o planach emigracji spowodowanych „ordynarnymi, homofobicznymi i seksistowskimi hasłami” posłanki Pawłowicz i księdza Oko. Jednak i one nie używają terminu ucieczka. Niestety, nieudolny redaktor, bo jak inaczej go nazwać, przypisał je Kamili i Beacie, wkładając je już na okładce w ich usta. Ja się ich nie doszukałam, a według wszystkich egzaminów – od sprawdzianu szóstoklasisty począwszy – zawsze najwyżej punktowałam z czytania ze zrozumieniem. Wróć! To Polska, tu nawet szkolnictwo jest złe i pewnie mnie oszukali.

Mam wrażenie, że ten artykuł wyrządził kobietom większą szkodę niż pożytek. Trzeba być bardzo słabo zorientowanym medialnie, żeby nie wiedzieć, iż Tomasz Lis nie jest najlepszym „spowiednikiem”. Przekonał się o tym chociażby ksiądz Wojciech Lemański, którego okrzyknięto „naczelnym blogerem Lisa” czy Katarzyna Figura, która postanowiła wyjawić na antenie dramatyczną historię o przemocy ze strony męża. Media połknęły haczyk i zrobiły z historiami, co chciały, czyli, przepraszam za wyrażenie: gnój. W przypadku „lesbijek z Newsweeka” też nie trzeba było długo czekać. Jako jeden z pierwszych odezwał się poseł Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Pięta, który dla portalu Fronda.pl powiedział:

Gdyby te nieodpowiedzialne osoby nie wyjechały z Polski, to warunkami życia chłopca zainteresowałbym opiekę społeczną i właściwy sąd rodzinny. Przypuszczam jednak, że chłopiec jest obywatelem polskim, niezwłocznie po ustaleniu jego tożsamości i miejsca pobytu, poproszę o zbadanie jego położenia przez polskie placówki dyplomatyczne w Wielkiej Brytanii.

Nie będę odkrywcza. Polska prasa jest bardzo sformatowana. W "Newsweeku" lesbijki, u konkurencji "tęcza" wciśnięta w okulary Kaczyńskiego. Szczucie tęczą sprawia, że pod warszawskim obiektem robi się znowu gorąco. Po co to komu?
Nie będę odkrywcza. Polska prasa jest bardzo sformatowana. W „Newsweeku” lesbijki, u konkurencji „kolorki” wrysowane w okulary Kaczyńskiego. Szczucie tęczą sprawia, że pod warszawskim obiektem znowu robi się gorąco, a media podgrzewają atmosferę. Po co to komu?

I jak przystało na społeczno-polityczne realia Rzeczypospolitej, mamy drugi kabaret. Skoro dla pana posła los dzieci jest tak istotny, dlaczego nie zainteresował opieki społecznej i właściwego sądu rodzinnego wówczas, gdy Kamila, Beata i Julian przebywali jeszcze w kraju? Jest to dowód na to, że nasi politycy potrafią tylko pięknie mówić i stwarzać pozory troski o obywateli. Chce pan ustalać jego położenie za pośrednictwem polskich placówek dyplomatycznych? Ja pomogę: Dartford, stutysięczne miasto w hrabstwie Kent. Pół godziny pociągiem od Londynu. Może pan się przejechać i załatwić sprawę po swojemu, a nuż słupek zaufania wzrośnie. W końcu poseł Twojego Ruchu, Artur Dębski, wyjechał na Wyspy, by żyć jak przeciętny polski emigrant. Jak by nie było, każdy z panów ośmiesza „sprawę polską” zagranicą i jest to kompletna kpina z prawdziwego emigranta, który opuścił Polskę „za chlebem”. Reszty nie trzeba, napiwków nie potrzebuję.

Bardzo szybko głos zabrał także poseł Polski Razem Jarosława Gowina, Jacek Żalek. Jest to ten sam pan, który jeszcze dwa lata temu chwalił się: Mam gotowy własny projekt ustawy o związkach partnerskich! Było to jeszcze za czasów, gdy przebywał w szeregach Platformy Obywatelskiej. Praca nad projektem była kontrą konserwatywnej frakcji Jarosława Gowina – wtedy również jeszcze członka Platformy bardzo wówczas podzielonej przez kwestie etyczne. Dziś Gowin i Żalek należą do nowej partii „z jabłuszkiem” i wypowiadają się znacznie radykalniej:

Według mnie lesbijki wychowujące dziecko to taka sama dysfunkcja, jak rodzic alkoholik – powiedział Jacek Żalek w wywiadzie dla „Bez autoryzacji”.

Jestem przekonana, że należąc do Platformy Obywatelskiej Jacek Żalek nie wypowiedziałby się w taki sposób, bo to nie spodobałoby się europoprawnemu Donaldowi Tuskowi. Przy Jarosławie Gowinie, który z Tuskiem oficjalnie się pokłócił i przez to utracił stanowisko Ministra Sprawiedliwości, może pozwolić sobie na więcej. Tak to leciało: Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one.

Słówko na koniec. Jeśli mam wypowiadać się w duchu artykułu z Newsweeka i optować za tym, że w Polsce jest tak bez sensu, aż trzeba emigrować, zrobię to. Tu wszystko jest beznadziejne: politycy bez wyraźnie zarysowanego światopoglądu, którzy wypowiadają się zależnie od loga partii, do której obecnie należą, a za chwilę ją zmienią, bo słupek poparcia drastycznie spada, media manipulujące wypowiedziami rozmówców i zachłanni projektanci okładek, którzy chcą zafundować nośny tytuł – byle się sprzedało. Jednak nawet to nie są dostateczne powody, by uciekać z tego kraju, a co dopiero czyjeś poglądy na nasze życie prywatne. Uciekajmy się do tumiwisizmu, bo media istnieją już chyba tylko po to, by wzbudzać sztuczny niepokój wokół sztucznych problemów. A nawet jeśli problem jest istotny, nie podważając powagi historii bohaterek tekstu Renaty Kim, media i tak zrobią z nim swoje. Ponownie przepraszam za wyrażenie: gnój.

Przeczytaj jeszcze

  • Gdy widzę chamstwo posła Krychy Pawłowicz, logikę posła Pięty, lub schizofrenię ksiundza Oko to sam mam chwilami ochotę emigrować. W tym kraju nigdy niestety nie będzie normalnie jeśli będą rządzić tu chorzy z nienawiści psychopaci.

    Prawda leży gdzieś pomiędzy. Z jednej strony nie dziwię się tym kobietom, że wypierniczyły z Polski ponieważ jak pokazuje casus tego artykułu prędzej czy później ktoś z ramienia „obrońców moralności” zacząłby im utrudniać życie. Z drugiej strony trudno się dziwić takim reakcjom jeżeli ląduje się na rozkładówce poczytnego tygodnika. Gdyby nie artykuł S. Pięta pewnie nigdy nie dowiedziałby się o istnieniu tej rodziny.