Wszyscy jesteśmy Ukraińcami

ukraina-golos.com_.ua_-600x375
Na ukraińskim Majdanie dzieje się bardzo źle i co do tego nikt nie ma wątpliwości. Sytuacja z godziny na godzinę staje się coraz bardziej dramatyczna, wzrasta prawdopodobieństwo wprowadzenia stanu wyjątkowego. Media donoszą nam o kolejnych rannych i zabitych, a portale społecznościowe organizują akcje solidaryzujące z naszymi sąsiadami. Jest to zatem najlepszy moment, by zapytać: po co?
 
Oczywiście, nie podlega dyskusji to, że trzeba współczuć bliźniemu, który znalazł się w dramatycznej sytuacji politycznej. To samo mogło wydarzyć się w Polsce, a przecież typowy polski dziennikarz donosząc o krwawym zamachu zza granicy obwieszcza na koniec, że „wśród ofiar nie było Polaków”. Czy to naprawdę aż tak ważne?

Jesteśmy narodem hiperpoprawnym politycznie. Słusznie dostrzegamy, że należy przestrzegać prawa, respektować Konstytucję i innych reguł regulujących życie społeczne. Bardzo sprawnie spostrzegamy, gdy jakaś propozycja nowej ustawy jest niekonstytucyjna, a sąsiad złamał prawo, ponieważ nie rozliczył się z Urzędem Skarbowym. Dlaczego więc umyka naszej świadomości fakt, że Wiktor Janukowycz i Partia Regionów to władza wybrana legalnie przez Ukraińców? Nie żyjemy w czasach, w których podły uzurpator sam zasiada na tronie i doprowadza własny naród do upadku. Naród sam wybrał i Janukowycza i Tuska, dlatego nie rozumiem, skąd w Polakach eksponujących niemalże na każdym kroku niechęć do własnego rządu, chęć obalenia tego, co ustanowione tak zwanym głosem większości.
Sprawa ukraińska stała się dla nas polem do popisu, jacy to nie jesteśmy poprawni i pomocni. Popieram akcje humanitarne, które docierają do Kijowa z zapasami żywności, lekarstw i opatrunków. Nie są to puste słowa – podobne paczki były wysyłane także z Poznania, więc mogę to potwierdzić. Nie rozumiem jednak, jaki cel mają akcje zmieniania zdjęć profilowych na Facebooku na czarne tło z ukraińską wstęgą, przesyłania łańcuszków i innych, które swoje miejsce mają jedynie w sieci. Znak solidarności? Ukrainie nie potrzeba znaków. Dlaczego zbliżyliśmy się do niej tylko wtedy, gdy przynosiło to profity, czyli podczas Euro 2012? Friends with benefits? Nawet jeśli macie w „znajomkach” mieszkańców Kijowa, to znikome prawdopodobieństwo, że zobaczą Wasze „wspierające” zdjęcia. Prawdopodobnie nie mają już dostępu do Internetu…
Całkowicie straciliśmy orientację polityczną. Boimy się Putina i tańczymy to, co nam zagra. Jednocześnie jednak bijemy go Janukowyczem, co w przyszłości może odbić się na naszą niekorzyść. Ceny gazu? Ukraińscy nielegalni imigranci? Włodarz Rosji na pewno coś wymyśli, ale podczas Igrzysk Olimpijskich mu nie wypada, bo musi odegrać rolę gospodarza tej imprezy.
Jest jeszcze druga kwestia. Jesteśmy narodem, dla którego historia jest wyznacznikiem ówczesnych stosunków międzynarodowych. Ciągle nie możemy zapomnieć Niemcom i Rosji roku 1939. Może warto by w tym miejscu także wspomnieć zbrodnie ukraińskich nacjonalistów na Polakach? Wszystko zaczęło się od Ukraińskiej Organizacji Wojskowej założonej w 1920 roku przez pułkownika Jehwena Konowalca. Dziewięć lat później powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. To ona entuzjastycznie witała wojska niemieckie w roku wybuchu wojny (ukraińskie dziewczęta miały wręczać kwiaty niemieckim żołnierzom). Do krwawych starć doszło w Wołyniu na przełomie zimy i wiosny w 1943 roku. Kresem była dopiero akcja „Wisła”. Celem Ukraińców była depolonizacja i oderwanie od Polski terenów walk.
Nie chodzi mi, broń Boże, o to, aby teraz odwracać się od Ukrainy i wypominać jej historyczną przeszłość. Apelowałabym raczej o konsekwencję w historycznych wspomnieniach i świadomość ówczesnej sceny politycznej. Jeśli możemy coś ofiarować sąsiadom, to niech to będzie minuta ciszy, modlitwa i pomoc materialna w odbudowie zniszczonego państwa. Z resztą Ukraina sobie poradzi. Zobaczmy, ile do naprawienia jest na naszym politycznym podwórku.

Przeczytaj jeszcze