Wspomnienia? Nie tylko na Fejsie.

Facebook każdego dnia przypomina, czym dzieliliśmy się rok, dwa, trzy czy nawet cztery lata temu. Dobre narzędzie, bo pozwala powrócić do zapomnianej muzyki, artykułów czy zdjęć. Gorzej, kiedy są to inne rzeczy.

O części z nich chciałbyś zapomnieć, część ukryć na osi czasu, a jeszcze innych nigdy nie udostępnić. W życiu jednak nie ma takich opcji. Nie można rozwiązać problemu jednym kliknięciem, przenieść elementu do kosza, zmienić lokalizację pliku z pamięci podręcznej na niepamięć wieczną. Wspomnienia wiążą się z miejscami, ludźmi, ulubionymi rzeczami. Przywołują chwile, które już nie wrócą. Czasem jest nam ich żal, innym razem cieszymy się, że było, minęło. Facebook jest w tym wypadku kumplem bez wyczucia, który nie pyta, czy chcemy pamiętać. Po prostu przypomina.

W erze przed Facebookiem taką opcję pełniły pamiętniki. Wracało się czasem do swoich notatek z uśmiechem lub zażenowaniem wobec tak trywialnych, nastoletnich problemów. Kiedy media społecznościowe zaczęły ściągać przed ekrany coraz większe rzesze ludzi, forma papierowa odeszła w zapomnienie, a kartki zastąpione zostały wirtualnymi postami. Można mówić nawet o formach internetowego ekshibicjonizmu. Udokumentowaniu zaczęły podlegać nie tylko podróże, ale także zjedzone podczas nich potrawy, wypite kawy, odwiedzone miejsca czy poznani ludzie. Powstało już mnóstwo artykułów na ten temat, a mój bynajmniej nie jest kolejnym. Bardziej bowiem interesuje mnie fenomen pamięci „bez Facebooka”. Czy to, co umieszczamy w sieci, faktycznie zasługuje na formę wspomnienia?

Psychologia wyróżnia wiele typów wspomnień. Wśród nich ważną rolę pełnią tzw. wspomnienia fleszowe zwane także efektem lampy błyskowej, które występują w wyniku zasłyszenia jakiejś niezwykle ważnej informacji. Pojawiają się one jak w świetle blasku rzeczonej lampy powodując powstanie wyjątkowo szczegółowych obrazów myślowych. W występowaniu tego zjawiska człowiek jest  w stanie z ogromną dokładnością określić, gdzie znajdował się odbierając komunikat, z kim przebywał, a także wiele innych, pozornie błahych szczegółów. To tak, jakby zapisać ten moment na kliszy fotograficznej. Pojęcie zostało wprowadzone do nauki przez Browna i Kulika (1977) na określenie jaskrawości danego wspomnienia. Pytaniem wyjściowym dla ich badań było: Czy pamiętasz, gdzie byłeś, kiedy usłyszałeś, że…?

Dzisiaj w większości przypadków odpowiedź brzmiałaby: Na Fejsie! Odnoszę wrażenie, że od momentu powstania portalu społecznościowego (któremu w prawdzie nie można odmówić zalet), znaczna część życia przeniosła się do Internetu. Będąc on-line z przeciwległą częścią globu, jesteśmy off-line z sąsiadem. Podłączenie do sieci skutkuje odłączeniem się od najbliższego środowiska. Być może powiewa to lekką hipokryzją, jeśli podobne słowa wychodzą spod palca blogerki, dla której Internet jest codzienną przestrzenią użytkową. Nie apeluję jednak o dezaktywację kont, wyrzucenie laptopa przez okno czy przerzucenie się na telefony komórkowe nieznające Wi-Fi czy danych pakietowych. Myślę jednak, że warto powrócić do tradycyjnych form utrwalania wspomnień – a przede wszystkim – do pracowania na wspomnienia.

W ostatnim czasie postanowiłam wdrożyć podobną praktykę w swoje życie. Wiąże się to z wcześniejszym wstawaniem z łóżka i zaczynaniem pracy w godzinach, w których dawniej dopiero przekręcałam się na drugi bok. Efekty mnie zadowalają. Zyskuję więcej czasu dla siebie, co daje mi więcej czasu na tworzenie późniejszych wspomnień. Nie robię nic nadzwyczajnego. Przede wszystkim spaceruję, wymieniam myśli w obecności bliskich mi osób. Kto wie, który z tych komunikatów powróci kiedyś w formie efektu lampy błyskowej? A jeśli pamięć zawiedzie, warto uwiecznić to, co piękne:

rusasssPoznań, Jezioro Rusałka, w dzikiej odsłonie.

Przeczytaj jeszcze

  • Ja korzystam z fejsa, nawet dużo, ale staram się, by kontakty facebookowe były jedynie uzupełnieniem życia offline. Niedawno koleżanka skrytykowała moje zachowanie w szkole… nie w szkole, gdy była tuż obok, ale na fb, w komentarzu. Innym razem dostaję zaproszenie na fb i czekam aż kolega z klasy się odezwie na żywo… by usłyszeć, że mam w końcu na fb zaznaczyć, czy przyjdę, czy nie. Na razie bojkotuję wszystkie imprezy, na które mnie tak zaproszono.

    I ten bojkot towarzyski nie skutkuje -,-

  • czasami wracam do swojego pamiętnika. nie wiem, czy bardziej mnie przeraża czy fascynuje, że gdybym go nie pisała wielu rzeczy bym zwyczajnie nie pamiętała. a nie było to pierdoły typu co jadłam na śniadanie tylko dość znaczące wydarzenia.

    kiedyś były albumy ze zdjęciami, teraz jest instagram. myślę, że zmieniło się tylko narzędzie.

    • Tak, tylko to pociągnęło za sobą również zmianę interakcji. Albumy ze zdjęciami były wręcz intymne, ewentualnie stanowiły prezentację dla rodziny podczas przysłowiowych imienin cioci. Instagram rozszerza to pole, bo Twoje zdjęcia może zobaczyć każdy.

      • to prawda. oczywiście można ustawić sobie profil prywatny, ale robi tak stosunkowo niewiele ludzi. wolimy się chwalić. i też nie wiem, czy to coś złego. raczej tutaj rozchodzi się o to, jakiego typu treści zamieszczamy. jeżeli nie są przesadnie osobiste to chyba nie ma problemu.

  • persevering

    Teraz wszystko dzieje się na fejsie..Prawda jest taka, że o niektórych sprawach szybciej sie dowiesz z internetu niż od tej osoby 🙂

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    O tak, prywatność to towar deficytowy:)

  • Ja z usmiechem wrracam do wszystkich wspomnien o których przypomina facebook nawet tych ktore wtedy byly nie mile 🙂

  • Większość moich wspomnień jest na zdjęciach, które trzymam w pudełku i zaglądam do nich kiedy najdzie mnie ochota a nie gdy facebook wyświetli mi je na tablicy. A co do pamiętników to do teraz mam jeden i zawsze gdy go czytam prawie płaczę ze śmiechu 😉