Wojna polsko-polska pod tęczą. Słówko o symbolach

fak tęcza

Trwamy w weekendzie majowym. Jak się przekonałam, są tacy, którzy nie potrafią wymienić, jakie święta obchodzimy w pierwszych dniach maja, ale „jest fajnie, bo mamy wolne”. Dzisiejsze święto, Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, formalnie nie jest dniem wolnym od pracy, jednak wielu decyduje się na wykorzystanie w ten dzień urlopu.

Dla mnie jest to pretekst, by dokonać syntezy ostatnich głośniejszych wydarzeń i zastanowić się, jaką rolę odgrywają w naszej świadomości narodowej symbole. Barwy narodowe stanowią niepowtarzalny element tożsamości, który pozwala wyróżnić się od innych podczas najważniejszych międzynarodowych wydarzeń. Stąd też flagi zabierane są na mecze, mitingi sportowe, czy ważniejsze zebrania religijne, jak chociażby ostatnia kanonizacja Jana Pawła II. Tam, gdzie gromadzi się wymieszana narodowo i etnicznie masa, tam flaga, szalik, opaska lub pomalowane w narodowych barwach buzie. Elementy te są niezwykle lubiane przez kamery i obiektywy. Wystarczy wykonać z odpowiedniej perspektywy zdjęcie małej grupy kolorowych ludzi i obdarzyć je nagłówkiem zaczynającym się od „Tłumy Polaków…”, aby pokazać dumnych reprezentantów kraju nad Wisłą i zasygnalizować ich obecność na arenie międzynarodowej. Patrząc inaczej, jest to realizacja modnego schematu „wśród ofiar nie było Polaków” jako najważniejsze echo informacji o katastrofie lotniczej, morskiej czy drogowej.

Nie godzi się występować przeciwko barwom narodowym. Przekonał się o tym Kuba Wojewódzki w 2008 roku, kiedy goście jego show wkładali miniatury polskich flag w atrapy psich odchodów. Gospodarz programu tłumaczył się, że był to happening, który miał zwrócić uwagę na zanieczyszczenie polskich ulic. Cel nie uświęcił środków i stacja TVN musiała zapłacić blisko pół miliona złotych za tę zniewagę.

tecza
Fot. Google

Bardzo dobrze, że pojawił się taki pomysł Kuby Wojewódzkiego. Nie chodzi mi o formę tego wystąpienia, bo oglądanie ekskrementów nie jest czymś, co stanowi szczyt przekazu estetycznego, ale problem czystości ulic warto podnosić, jako że zachowanie schludności w swoim otoczeniu i najbliższym obejściu, to szczególny wymiar patriotyzmu, gdyż składa się na dość dosłowną wizytówkę naszego kraju.

W Warszawie znów powstała tęcza. Aż ciśnie się na usta pytanie: na jak długo? Ten postawiony na Placu Zbawiciela obiekt podzielił Polaków, czego eskalację obserwowaliśmy – o ironio – w najważniejsze narodowe święto, czyli 11 listopada. Instalacja artystyczna Julity Wójcik celowo została bohaterem mojego tekstu, by pokazać, jak często i jak bez sensu spieramy się o symbole. Pod tęczą, biało-czerwoną flagą i, niestety, pod krzyżem prowadzimy codzienną wojnę polsko-polską. Pewnie to wpływ Masłowskiej, którą swoją drogą czytałam z wielkim smutkiem i bez entuzjazmu, ale obserwując Polskę ponad dekadę później po akcji powieści stwierdzam, że była to jedna z mądrzejszych książek, jaką czytałam. Bo jak inaczej, skoro nie mianem wojny, określić fakt, że akurat wczoraj narodowcy zebrali się pod tęczą, by obrzucić ją jajami?

Nie wróżę jej długiej przyszłości. A skoro mówimy o patriotyzmie, to uważam, że wandalizm nie jest przejawem miłości do ojczyzny. Przeciwnicy z pewnością zapytają teraz: po co ta tęcza w ogóle powstała? Zgoda, ale ona już jest i nie mam na to wpływu ani ja, ani ty, ani wszystkie facebookowe wydarzenia nawołujące do niszczenia obiektu. Czy ja, osoba o – nazwijmy to bardzo umownie – antyrosyjskiej orientacji, powinnam pojechać teraz do Warszawy i obrzucić czymkolwiek Pałac Kultury i Nauki? Nie, bo oprócz skrajnego debilizmu i braku kultury nie pokazałabym nic innego, a przecież reprezentuję Polskę i nie chcę niszczyć tego, co zostało wybudowane efektem czyjejś legalnej pracy w obrębie jej granic. Z szacunku do ojczyzny.

Po listopadowych i majowych wystąpieniach narodowców w tak zwane „imię wartości najwyższych” pozostają skorupy jajek, plazmowe mazie rozbitych pomidorów, niedopałki petard, kupa szkła i wielki wstyd na skalę światową. Ale nie tylko tęcza i biało-czerwona flaga jest tym, co dzieli naród w dość płytki i nieprzemyślany sposób.

Nasz naród jak lawa

Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa

Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi

Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi…

U Mickiewicza to się ludzie jakoś sensowniej dzielili na podstawie preferencji językowych i obyczajowych. „Towarzystwo przy drzwiach” chciało, by oficjalnie używano języka polskiego w debacie na temat polskiej kultury, historii i tradycji. „Towarzystwo stolikowe” nie stroniło od manierycznej francuszczyzny i wykazywało dość proeuropejską orientację. Sytuacja dość podobna do współczesnej, bo niektórym wydaje się, że tęcza i związane z nią klimaty, to wymysł Zachodu. Tak naprawdę nie ma miary, która pozwoliłaby nam oceniać problemy współczesnej Polski i Polski podległej sąsiednim mocarstwom. Bo przecież „zewnętrznie” jesteśmy wolni, prawda? Po co wzniecać ogień na własnym podwórku, zwłaszcza, że rozchodzi się o symbole, które mają przecież charakter umowny?

Dlatego na koniec trochę o krzyżu. Znak historycznie odwołujący się do biografii Jezusa Chrystusa stał się źródłem dość głośnej przepychanki w Polsce. Za pierwszym razem poszło o krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, który upamiętniał ofiary katastrofy smoleńskiej, potem o krzyż wiszący w Sejmie, choć ta batalia ma znacznie odleglejszą genezę. Ostatnio czujne polityczne koty „obudziły się” na kanonizację papieża i Niesiołowski z Hartmanem pokłócili się o specjalną ustawę upamiętniającą Jana Pawła II. Lewicowi politycy z Twojego Ruchu docenili wkład Wojtyły w budowanie nowego ustroju, jednak uznali, że Sejm jako instytucja państwowa, nie jest odpowiednim miejscem na popularyzację religii, nawet jeśli jest to religia dominująca w państwie.

Co komu krzyż, czy tabliczka upamiętniająca papieża przeszkadza? Przecież nie ma ona żadnych magnetycznych właściwości, które nakazują bić pokłony i padać na kolana. Ten, kto chce, odda cześć, wykona znak krzyża przechodząc obok, inny nie oderwie wzroku od smartfona i ziemia się z tego powodu nie zarwie. Dlatego jestem za rejestracją Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Skoro ja czczę krzyż, dlaczego ktoś inny nie miałby prawa czcić durszlaka? Pod warunkiem, że nie rzuci we mnie koktajlem Mołotowa, gdy udam się do Piccolo na obiad. Ja również niczym w niego rzucać nie zamierzam. Od kiedy to ofensywa jest defensywą? Niestety, w polskim wydaniu obrona wartości często staje się po prostu atakiem na oponenta i jego system przekonań.

Pisałam to całkiem poważnie. Porzućmy to wszystko z prefiksem anty: antymacierewszczyznę, antygombrowiczyznę, antygejowszczyznę, antyklerykalizm, antypastafarianizm, antyewolucjonizm. Naród jest zbyt duży, by mówić jednym głosem i tak naprawdę patriotyzm przeżywany masowo jest skazany na niepowodzenie, bo ktoś w tłumie okaże się zwolennikiem Piłsudskiego, a ktoś Dmowskiego. Zostawmy więc tęczę, krzyż w Sejmie, nawet Pałac Kultury i Nauki zostawmy. Może jednak nie jest z nami tak źle i da się zrobić tak, by każdy był zadowolony?

Przeczytaj jeszcze

  • O, jednak Pani wróciła, a przed chwilą deklarowała Pani coś innego. („Pociesze Pania, gdyby nie Marysia- nigdy bym tu nie trafila (i wracac nie zamierzam”). Fascynuje mnie chwiejność przekonań niektórych ludzi.

    • Anna Oa

      alez prosze Pani, jak juz tu trafilam – to sobie poklikuje 🙂
      ciekawi mnie, jaki poziom reprezentuja laureaci „portow europy”.
      Pozwoli Pani, ze nie rozwine tego watku 😉

  • Anna Oa

    Pewna Bufetowa lubuje się w sztucznych kwiatkach, no cóż, bufetowe tak miewają. Nie zawsze zdają soebie sprawę, że sztuczne – to niekoniecznie sztuka. …”wandalizm nie jest przejawem miłości do ojczyzny” – słusznie, plastikowe kwiatki w głównym miejscu Warszawy to wanadlizm (do tego na koszt mieszkańców Warszawy!!).
    Stop Bufetowej- Wandalce!