Urban się doigra? Kolejny raz obraża katolików.

images
Mokotowska prokuratura oskarżyła Jerzego Urbana (redaktora naczelnego tygodnika „NIE”) o obrazę uczuć religijnych katolików. Podstawą dochodzenia były zawiadomienia osób, które poczuły się urażone okładką 34. numeru periodyku z sierpnia 2012 roku, na której przedstawiono Jezusa wpisanego w znak zakazu. Według prok. Dariusza Ślepokury, rzecznika stołecznej prokuratury okręgowej, wizerunek taki subiektywnie obraża uczucia katolików.
Sprawa przeciwko Urbanowi trafiła do prokuratury pod koniec czerwca. Urażonych kontrowersyjną okładką poczuło się sześć osób, które zawiadomiły organy ścigania o popełnieniu przestępstwa przez dziennikarza.

Autorem grafiki był Włodzimierz K., który stwierdził, że nie jest to wizerunek Chrystusa, a jedynie anonimowego, długowłosego mężczyzny.  Powołany przez prokuraturę specjalista z zakresu religioznawstwa zdementował te zeznania uznając, że wizerunek taki jednoznacznie kojarzy się z najważniejszą postacią chrześcijaństwa – Jezusem Chrystusem oraz związanym z nim kultem Najświętszego Serca. Urbanowi grozi kara nawet 2 lat pozbawienia wolności.
Za tą okładkę Jerzego Urbana czeka wyrok warszawskiej prokuratury.
Nie jest to pierwszy wybryk tego redaktora. Wcześniej został osądzony w podobnych okolicznościach, kiedy dopuścił się obrazy uczuć religijnych. W 2002 roku przed pielgrzymką Jana Pawła II poświęcił mu artykuł pod tytułem „Obwoźne sado-maso”, w którym nazwał papieża „Breżniewem Watykanu” i „sędziwym bożkiem”. Wyrok w tej sprawie zapadł cztery lata później, Urbana skazano za obrazę głowy obcego państwa. Wówczas dostał grzywnę w wysokości 20 tysięcy złotych.
Sam oskarżony do sprawy odniósł się na swoim blogu. Uważa on, że naruszane zostało prawo wolności słowa. Według niego prokuratura kryminalizuje uczucia antyreligijne. 
Jerzy Urban urodził się w 1933 roku. Był rzecznikiem  prasowym Rządu w latach 1981 – 1989. Wówczas zasłynął z organizowanych przez siebie konferencji prasowych, na których gromadnie stawiały się rzesze dziennikarzy z kraju i ze świata. Stąd przydomek, który trwale przywarł do Urbana – Goebels stanu wojennego. Oprócz tego był także publicystą „Polityki” oraz czasopism o tematyce gospodarczej. W 2004 roku znalazł się w gronie 100 najbogatszych Polaków tygodnika WPROST. 

Z tygodnikiem „NIE” pierwszy raz zetknęłam się w… jednej z toalet. Uważam, że jest to najlepsze miejsce dla tego czasopisma. Krytyka postaw – również religijnych  – czy autorytetów nie może być przyjemna, ale nie powinna sięgać poniżej pasa i być skrajnie obraźliwa, wręcz znieważająca.
Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze