Problem z czerwoną plamą

22-letnia studentka i poetka Rupi Kaur postanowiła zaprezentować światu dość nietypowy element swojej twórczości. W tym celu przygotowała serię zdjęć pod tytułem „Okres” przedstawiających kobietę w różnych momentach menstruacji. Jako miejsce swojej „wystawy” wybrała Instagram. Fotografie zostały usunięte przez administratora, a po proteście autorki przywrócone. Sytuacja ukazuje jeden stosunkowo zaskakujący wniosek: o tym, czy daną krew można pokazać światu, decyduje źródło jej wypłynięcia.

Niezwykle trafny komentarz do tej „nieczystej” sprawy zaprezentowała Sylwia Kubryńska na portalu „Wysokie obcasy”. Autorka wylicza sytuacje, w które wpisane jest wylewanie krwi i zwraca uwagę na ich polityczną poprawność, przez co należy rozumieć, że zaprezentowanie tematu w mediach powszechnie nie bulwersuje, mało tego, emisja następuje praktycznie bez zwrócenia uwagi na audytorium. Kto z nas w dzieciństwie nie był świadkiem sytuacji, w której rodzic podczas wspólnego seansu przy obiedzie wykrzyknął „Nie patrz teraz w ekran!” Nie mam tutaj na myśli scen miłosnych, w których odsłania się kobiecie piersi, ale te fragmenty programów, w których nieoczekiwanie prezentuje się wyjątkowo krwawe perypetie bohaterów.

Boks jest fajny, bo męski, podobnie, jak kino akcji, gdzie kule przedziurawiają klatki piersiowe czarnych charakterów. Nie ma również nic złego w kipiących agresją grach komputerowych, a trójkąt ostrzegawczy informujący o tym, że jest to produkt adresowany do konkretnej grupy wiekowej, mógłby z powodzeniem stać się zwykłą naklejką na lodówkę. Nie są to słowa na wyrost – nawet pobieżna obserwacja Internetu oraz mediów pozwala stwierdzić, że obecność krwi jest powszechna i stanowi niejako znak naszych czasów. Dlaczego więc, kiedy światło dzienne ujrzała krew będąca podstawowym substytutem kobiecej dojrzałości płciowej, dochodzi do świętego oburzenia opinii publicznej?

Zdjęcie zostało usunięte z serwisu, a następnie przywrócone
Zdjęcie zostało usunięte z serwisu, a następnie przywrócone.

Kobieta już u zarania dziejów uchodziła za rytualnie nieczystą. Dowodząc temu stwierdzeniu wystarczy powołać się na konkretne fragmenty Księgi Kapłańskiej oraz zapoznać się z historią prawa kanonicznego ustalonego na kanwie Starego Testamentu. Można pokusić się o stwierdzenie, że u podstaw liturgicznej mizogini leży przekonanie o nieczystości kobiet w czasie menstruacji.

Jeżeli kobieta ma wyciek, ma krwawienie [miesięczne] ze swojego ciała, pozostanie siedem dni w swojej nieczystości. Każdy, kto jej dotknie, będzie nieczysty aż do wieczora. Wszystko, na czym się ona położy podczas swojej nieczystości, będzie nieczyste. Wszystko, na czym ona usiądzie, będzie nieczyste. Każdy, kto dotknie jej łóżka, niech wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. Każdy, kto dotknie jakiegokolwiek przedmiotu, na którym ona siedziała, wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. Jeżeli ktoś dotknie się czegoś, co leżało na jej łóżku albo na przedmiocie, na którym ona siedziała, będzie nieczysty aż do wieczora. Jeżeli jakiś mężczyzna obcuje z nią wtedy, to jej nieczystość udzieli się jemu i będzie nieczysty przez siedem dni. Każde łóżko, na którym się położy, będzie nieczyste. (Kpł 15, 19-24)

Chciałoby się rzec: „Spokojnie, Ariel to wypierze!” Sprawa jest jednak na tyle poważna, że aż przechodzi ochota na głupie żarty. Zdaję sobie sprawę z tego, że internetowa wystawa autorstwa Rupi Kaur może budzić niesmak, a nawet obrzydzenie. Pragnę jednak zasygnalizować istnienie wielu „ciemniejszych” stron mediów, w których krwawiąca kobieta nie budzi już tylu zastrzeżeń. Masochistyczna pornografia? Sceny gwałtu w filmach? Brutalne gry komputerowe? Nie ma potrzeby dalszego wymieniania. Sprawa Rupi Kaur oburza, bo ukazuje, że to, co najbardziej ludzkie w kobiecie, predestynowane jest do wyrzucenia poza margines, nałożenia popularnego „bana”.

Zgodzę się ze stwierdzeniem, że nie wszystko, co tak bardzo ludzkie, powinno być zamieszczane w Internecie. Jest to być może powód, dla którego czasem warto ukryć aparat fotograficzny na imprezach… Nie sposób jednak oprzeć się przekonaniu, że doświadczamy epoki, w której wartość tego, co kobiece, zostaje systematycznie redukowane do funkcji przedmiotu mającego wywoływać pożądane efekty. Stąd też goła pupa, pierś albo bezprecedensowo eksponowane kobiece narządy płciowe w produkcjach pornograficznych nie bulwersują, bo wzbudzają podniecenie – spełniają rolę, dla których są wystawiane „na widok publiczny”. Kiedy jednak nieodłączny element kobiecości nie wzbudza żadnych pozytywnych uczuć estetycznych, należy go ukrywać. Jest brzydki, nieatrakcyjny. Podobne emocje wzbudziła we mnie sprawa jajników Angeliny Jolie, kiedy Tomasz Terlikowski zasugerował aktorce prewencyjną amputację mózgu. Wypowiedzi takie, jak ta autorstwa katolickiego publicysty, dowodzą, że na drogach i bezdrożach Ciemnogrodu zgasła ostatnia lampa. Pragnę więc zapalić chociaż maleńki knotek w tych ciemnościach: kobiety również mają prawo do zabierania głosu w tak zwanej ważnej sprawie. Decyzja Angeliny Jolie już przekłada się na zwiększenie świadomości dotyczącej raka, a sam problem staje się nagłaśniany. Dowód spod ręki? Najnowszy numer „Newsweeka” i publikacja Anny Reinert „Zdążyć przed rakiem”. Przykłady można mnożyć. I dobrze!

Można by dopytywać, co ma jajnik Angeliny Jolie do miesiączki z fotografii Rupi Kaur. Proszę, nie każcie mi tego robić – nie zmuszajcie do udzielania odpowiedzi na pytanie o to, co ma jajnik do miesiączki. Fascynujący zbieg okoliczności sprawił, że w trakcie tworzenia tego tekstu z głośnika dobiegała reklama leku na prostatę. Wzbudziło to we mnie dodatkową refleksję. Ten tekst nie jest feministyczny. Zdaję sobie sprawę, że:

Fot. Facebook
Fot. Facebook

Zanim jednak oburzysz się krwią menstruacyjną zaprezentowaną przez Rupi Kaur na Instagramie, przypomnij sobie inne wytwory kultury, które przedstawiają kobietę. Zastanawiające jest to, jak wielką burzę potrafi wywołać to, co biologiczne i naturalne. Kiedy jednak mowa o zachowaniach nie do końca normatywnych (popularyzacja sadyzmu w „50 twarzach Grey’a”) media z entuzjazmem obwieszczają przełamanie seksualnego tabu oraz zwracanie się ku nowoczesnej obyczajowości. O sytuacjach, kiedy piersi kobiety reklamują wszystko: od pizzy po marki samochodów, wspominać nie będę, bo znalazło się wielu, którzy zrobili to przede mną i mieli rację. Szkoda, że w sprawie Rupi Kaur nie zwrócono uwagi na życiodajny – a więc nawet religijnie uświęcony – wymiar menstruacyjnej krwi. Bo już tak zupełnie na koniec pragnę zasygnalizować, że bez miesiączki nie byłoby życia. Czy to jest naprawdę aż tak skomplikowane?

Przeczytaj jeszcze

  • ,,Bez miesiączki nie byłoby życia” Aż się przypomniał obraz Courbeta ,,Pochodzenie świata” 🙂