Pod Twą obronę, uciekamy się… Czego boją się Polacy?

7 października Polacy otoczą granice Polski różańcem. Nie w znaczeniu dosłownym, choć zamiłowanie rodaków do bicia wszelkich rekordów mogłoby zainspirować do uplecenia ogromnego różańca, który swoim zasięgiem objąłby obszar od Bałtyku aż po Tatry, nie zapominając oczywiście o stronie wschodniej i zachodniej. Zbiorowa modlitwa – wedle zamysłu organizatorów – ma przynieść światu ratunek.

Kiedy patrzę na infografikę promującą wydarzenie, odnoszę wrażenie, że Różaniec zostaje tu użyty jako kordon oddzielający Polskę od „świata”. Jeden z ambasadorów akcji, Przemysław Babiarz, w spocie reklamowym przekonuje, że nie ma Polski bez świata i nie ma świata bez Polski. Trudno się zgodzić. Ostatnie poczynania państwowe jakby chciały udowadniać, że doskonale radzimy sobie bez reszty świata. Tak samo, jak trudno nie umieścić tego wydarzenia – na pozór religijnego – w szerszym politycznym kontekście. Bo skoro Polska ma sporo do powiedzenia na temat świata, należy spodziewać się reakcji zwrotnej: co świat ma do powiedzenia o Polsce?

Źródło: Materiał prasowy

Nie jesteśmy samotną wyspą, nie tylko pod względem geograficznym. Decydując się na integrację unijną w 2003 roku, powzięliśmy nie tylko przywileje, ale również odpowiedzialność wynikającą z zostania członkiem jednej z największych światowych wspólnot gospodarczo-politycznych. Unia Europejska, która w ostatnim czasie przeżywa poważny kryzys, otworzyła przed Polakami granice, w znaczeniu przenośnym i dosłownym. I choć wymiar obecnej Wspólnoty zdecydowanie odbiega od tego, w który wstępowaliśmy ponad dekadę temu, nie ulega wątpliwości, że integracja przyniosła Polsce wiele ekonomicznych i politycznych korzyści.

Obecny układ sił w Polsce do złudzenia przypomina porządek orwellowski. Suweren w celu zaakcentowania swojej dominacji ma do dyspozycji potężne narzędzia: Telewizję, Kościół, a nawet państwowe przedsiębiorstwa (spółka PolRegio postanowiła włączyć się w wydarzenie oferując podróżnym biorącym udział w akcji bilety za 1 zł). Z pomocną dłonią wychodzą także czołowe postaci znane z telewizyjnej „Jedynki”, dumnie okrzyknięte ambasadorami akcji. Stosunek Polaków do propagandowych poczynań prezesa Kurskiego można było odczuć chociażby patrząc na niewypełnione trybuny opolskiego festiwalu. Świadczą o tym też „słupki” oglądalności TVP1, które według raportu firmy Nielsen Audience Measurement w pierwszym półroczu 2017 roku zaliczyły historyczny wręcz spadek.

Poczynania suwerena nie uchodzą uwadze Europy, za którą suweren pragnie się modlić. Komisja Europejska na przestrzeni minionych lat wystosowała szereg zarzutów wobec polskiego rządu. Te najnowsze dotyczą praworządności w obliczu opublikowania w polskim Dzienniku Ustaw ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Nie, nie jestem przeciwniczką Różańca.

Jedną z mądrzejszych opinii na temat wydarzenia popełniła pani Elżbieta Turlej (kliknij tutaj). Publicystka zauważyła, że:

Akcja Różaniec Do Granic to dowód na to, że żyjemy na pograniczu dwu światów. W jednym jest miejsce na codzienną, skromną duchowość, w drugim mamy religijny show reklamowany przez celebrytów. W jednym są mądre słowa księży, które nie wychodzą poza kościoły, w drugim pseudofilozoficzny bełkot którym żywi się internet.

Chciałabym zwrócić uwagę na inny aspekt. Polska nie znajduje się w stanie wojny, a największe zagrożenie wypływa do nas z wewnątrz. Z uporem maniaka szukamy tego, co nas dzieli, zamiast poszukiwać elementów scalających, a ten przykład pobieramy, niestety, „z góry”. Otoczenie granic różańcem na niewiele się zda, jeśli w porę nie dostrzeżemy, że modlitwa o pokój na świecie to jedno, a potrzeba polsko-polskiego pojednania, to drugie.

Warto więc przemyśleć intencję. Ostentacyjne ustawianie się w przygranicznych miejscowościach jest efektowne. Marketingowo akcja broni się sama, zwłaszcza, jeśli spojrzymy na Polskę przez pryzmat papieża-Polaka, pól lednickich czy nie tak odległych Światowych Dni Młodzieży. W różańcu chodzi jednak o coś więcej niż o marketing i trafnie ujęła to Turlej:

Jednocześnie bardzo mi szkoda tej skromnej, prostej modlitwy która nagle stała się bronią w niezrozumiałej dla mnie walce. Wiem, że moja dezorientacja może być za moment użyta przeciwko mnie: nie rozumie siły modlitwy. Nie każdy jest godzien dostąpić tej łaski. Tym bardziej na łamach Newsweeka.

Ale, przyznaję: nie rozumiem po co Polacy mają gnać na granice naszego pięknego kraju i modlić się w obronie Ojczyzny. Czy jesteśmy w stanie wojny? Czy coś, albo ktoś nam grozi?

Pragnę być dobrze zrozumiana. Obronę ojczyzny winniśmy zacząć od… spraw wewnętrznych.

Przeczytaj jeszcze