Plujmy w brodę! Sobie.

59. Konkurs Piosenki Eurowizji wygrała kobieta z brodą, a poziom oburzenia jest większy niż wówczas, gdy po głośnej imprezie w Poznaniu zginął młody człowiek, a część osób nie widziała nic złego w tym, by po tej tragicznej informacji bawić się dalej.

Nie chcę upraszczać łącząc te dwa wątki, jednak czuję się zobowiązana zaznaczyć, że dla mnie prawdziwą dewiacją jest to, co wydarzyło się kilka dni temu w Poznaniu podczas Wielkiego Grillowania, na imprezie sygnowanej logiem mojej uczelni. Kobieta z brodą na scenie ma być symbolem upadku Europy, podczas gdy tak zwana inteligencja bawi się rzygając i sikając gdzie popadnie? No proszę Was. O ogromnej skali zniszczeń po wielkiej studenckiej imprezie już pisałam.

Po pierwsze, żadna to kobieta z brodą. Conchita Wurst, zwyciężczyni tegorocznej edycji, to tak naprawdę Thomas Neuwirth. Sceniczna kreacja, którą dla siebie wybrała, to tak zwany drag queen, czyli forma, w której mężczyzna upodabnia się do kobiety za sprawą swojego makijażu i ubioru. Nie jest to pierwszy tego typu przypadek na Eurowizji, bo jeśli ufać temu, co wyczytałam wśród komentarzy znajomych, kilka lat temu występował drag queen z Izraela. Ten jednak nie budził takiego oburzenia, bo… nie miał brody! Serio, takie rzeczy przeczytałam.

Broda, symbol mądrości, dojrzałości i doświadczenia życiowego, teraz stała się tym, co w znacznym stopniu podzieliło Europę. Bo jest to broda zupełnie inna – taka, która odbiega od ogólnie przyjętych norm i przy okazji budzi ogromne pokłady niechęci eksponowanej bardzo wulgarnym językiem.

Conchita Wurst otrzymała "dwunastkę" od wielu państw. Fot. AP Photo/Frank Augstein
Conchita Wurst otrzymała „dwunastkę” od wielu państw. Fot. AP Photo/Frank Augstein

Być może wielu blogerów uprzedziło już mnie w wyrażaniu swojej opinii na temat Conchity Wurst, ale ja tam wolę mieć spokojną, przespaną w całości noc, niż oburzać się z powodu czyjejś scenicznej kreacji. Moi drodzy, Eurowizja, to nie jest licealny konkurs piosenki zaangażowanej. Nie wszystko musi być całkiem poważne i – przede wszystkim – żaden występ nie ma obowiązku promować danego systemu wartości. Powtórzę – to jest konkurs piosenki, choć nazwa „Eurowizja” zawierająca w sobie cząstkę „wizja” wskazuje również na „oględny” charakter występów. Artysta na estradzie ma prawo do wchodzenia w rozmaite formy i figury, bo szeroko pojmowana kultura przewiduje rozwiązania awangardowe i niespotykane.

Świat obok Eurowizji jest dość paskudny i nie mówię tu o geograficznie odległym problemie głodu w Afryce, ale o tym, że na Ukrainie przelewa się ludzka krew, a Rosja nic sobie nie robi z ostrzeżeń przedstawicieli międzynarodowej władzy. Czy nie można więc chociaż na jeden wieczór potraktować czegoś absolutnie niepoważnie i odciąć się od ideologicznych napływów, które muszą wciskać się w każdy obszar życia społecznego? Dlaczego nie potraktowaliśmy Eurowizji jako wielkiego święta muzyki, jako zabawy? Czy w dzieciństwie nigdy nie chodziliśmy na bale przebierańców udając na czas imprezy kogoś, kim nie jesteśmy? Ja osobiście przebierałam się za dalmatyńczyka, a patrząc przez pryzmat eurowizyjnych wyznaczników poprawności, powinnam być nieźle popieprzona. Oczywiście, konkurs piosenki balem przebierańców nie był. Był za to wydarzeniem kulturalnym nawiązującym do rzeczywistości, a nie jej ekwiwalentem. Gra sceniczna, przebranie, układ choreograficzny – to wszystko składa się na przeżycie artystyczne, a my możemy tylko zastanawiać się, co wykonawca miał na myśli. Jeśli potraktujemy to wszystko jako zabawę, unikniemy frustracji, że broda sprzedaje się lepiej niż słowiańskie cycki.

No właśnie, czy to się czasem nie nazywa zazdrość? Swoją drogą, Donatan i Cleo są żywym przykładem na to, jak krótka jest w Polsce droga od nienawiści do całkowitego uwielbienia. Kiedy padło hasło, że Słowianki jadą na Eurowizję, wielu prognozowało obciach. Gdy jednak podczas półfinałów okazało się, że piosenka idzie dalej, rokowania znacznie się zmieniły i wielu stawiało zespół w pierwszej piątce. W tak zwanym międzyczasie wylały się rzeki polskiej poprawności, że cyckami nie powinniśmy promować kraju, że ekipa Donatana to prostytutki i tak dalej. Sam muzyk nie popisał się również pisząc na portalu społecznościowym, że „albo słowiańskie dziewczyny albo kiełbasa” (Wurst to po niemiecku kiełbasa, a tak brzmi nazwisko zwyciężczyni). Ostatecznie zajęliśmy 14. miejsce, a ja wolę, żeby mój kraj reprezentowały ładne biusty, a nie nieudolny rząd, niekompetentni politycy i beznadziejna reprezentacja piłki nożnej.

Tekst o Eurowizji, który Wam obiecałam, nie może zaistnieć bez wspomnienia o całokształcie imprezy. Może przejawię właśnie szczyt obciachu, ale uwielbiam Eurowizję z całą tą wielokulturowością, z połączeniami audiowizualnymi do krajów Starego Kontynentu, wielojęzycznymi powitaniami prowadzących oraz euforię, że sąsiedzi dali nam tak dużo punktów. Kolejny raz zauważyłam, że możemy liczyć na Niemców, którzy w tym roku podarowali nam dyszkę (przy okazji: za Ich troje i „Keine grenzen” w 2003 roku dostaliśmy „maksa”, a korespondent powiedział: Dla naszych przyjaciół i sąsiadów – jeśli dobrze pamiętam). Jest to więc doskonały dowód na to, że uprzedzenia polityczne wynikające z historii mogą się schować, w końcu od zakończenia II wojny minęło już prawie 70 lat.

To, co działo się na scenie, było naprawdę na światowym poziomie. Fenomenalne iluminacje świetlne, doskonali prowadzący i przede wszystkim publiczność. Gdy widziałam, jak pięknie potrafiła bawić się przy występach finalistów, stwierdzam, że żadna Unia Europejska nie jest nam potrzebna do tak zwanej integracji. Polityczny aspekt nie poszedł jednak całkiem w zapomnienie, przez co występ dziewczyn z Rosji został „wybuczany”. Podobna sytuacja miała miejsce podczas połączenia z korespondentami z Rosji oraz w momentach, gdy siostry Tołmaczowe otrzymywały wysoką ilość punktów od widzów z Europy. Polski komentator poinformował nas jednak o tym, że reprezentantki Rosji żyją w przyjaznych stosunkach z Mariją Jaremczuk, reprezentantką Ukrainy, co w obliczu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego było bardzo pozytywnym akcentem. Odcinając się od politycznych przesłanek, uważam, że występ Rosjanek był jak gra polskich napastników w polu karnym rywala: przewidywalna i nieskuteczna. Ta nieskuteczność przyniosła jednak siódme miejsce.

Tegoroczny konkurs Eurowizji stał na bardzo wysokim poziomie. Według mnie warto zapamiętać występy: romantycznego stolarza z Norwegii, rockowego lekarza-farmaceuty z Armenii, dyskotekowych Greków, uśmiechniętego gwiżdżącego Szwajcara oraz duetu marzeń z Holandii. Na osobne wyszczególnienie w tym poście zasłużyła jednak Cleo oraz Conchita Wurst, o których jeszcze dosłownie kilka słów.

Bardzo dobry występ Cleo dał nam 14. miejsce. Cieszmy się tym, co jest.
Bardzo dobry występ Cleo dał nam 14. miejsce. Cieszmy się tym, co jest. Fot. AP Photo/Frank Augstein

Nie mamy się czego wstydzić! Polki zaliczyły naprawdę dobry występ. Joanna Klepko, czyli Cleo, zaprezentowała charyzmatyczną barwę głosu oraz całkiem nieprzeciętne poruszanie tym, co mama w genach dała. O „Słowiankach” pisałam już na tym blogu i mogę powiedzieć na temat tego utworu tylko dobre rzeczy. Dość wspomnieć, że był to pierwszy występ otwierający serię „wartych zapamiętania” w tegorocznej edycji konkursu. Pozytywnego obrazu dopełniały tancerki oraz skąpo ubrane panie wykonujące na scenie prace domowe. Piosenka Donatana jest dowodem na to, że wcale nie odbiegamy od modelów kobiecości promowanych na MTV, gdzie najważniejszy jest mocny makijaż, solarka i joint w gębie. Wręcz przeciwnie! Z całą swojskością i naturalnymi dźwiękami bijemy go na glebę! Żałuję, że ta piosenka nie pojawiła się na Euro 2012 zamiast „Ko ko ko ko Euro spoko”, ale widać musimy stale dojrzewać do pewnych rzeczy, czego dowodem są opinie o zwyciężczyni Eurowizji, o czym za chwilę. Ten występ nie zapewnił nam prestiżowej lokaty, ale było i tak lepiej niż na wspomnianym Euro 2012, a przecież obie te imprezy składają się w pewnym stopniu na naszą wizytówkę narodową.

Na deser Conchita. Odcinając się na chwilę od tego, co wizualne, utwór „Rise like a phoenix” to po prostu muzyczna bomba. Potężna barwa głosu robi na mnie nie lada wrażenie i tak naprawdę nie ma dla mnie znaczenia, czy śpiewa to baba z brodą czy chłop nafaszerowany silikonem, bo wokalnie jest po prostu znakomicie. Najważniejsze są jednak słowa, które laureatka konkursu powiedziała odbierając statuetkę:

Wszyscy jesteśmy jednością i nic nas nie powstrzyma!

To piękne hasło wypowiedziane ze sceny nad tysiącem międzynarodowych flag mogłoby stać się mottem dzisiejszej Europy, ale Wy i tak go nie przyjmiecie, bo zostało wypowiedziane przez babochłopa z brodą, prawda? Gdyby wypowiedział je Piłsudski, to by było coś! Facet miał wąsy i to, co trzeba, tam, gdzie trzeba, a przecież to jest wyznacznikiem człowieczeństwa według większości. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie.

P.S. 1: A’ propos wąsów. Występ francuskiego zespołu Twin Twin z piosenką „Moustache” długo uważałam za jeden z najsłabszych, a ostatecznie on najbardziej mi się „wkręcił” i był pierwszym odsłuchanym dziś rano przeze mnie kawałkiem z Eurowizji. Rosną nam wąsy, y…. rośnie nam nowa gwiazda? Czemu nie, całkiem fajna piosenka na wakacyjnego grilla pod chmurką.

P.S. 2: Do wszystkich wiecznie niezadowolonych malkontentów narzekających, że wygrała baba z brodą, a nie nasze dobre polskie cycki: wystawmy za rok Michała Szpaka, niech zapuści brodę, a Eurowizja ma szansę być „nasza”! W końcu wokalnie postaci te są dość zbliżone i obie reprezentują wysoki poziom.

P.S. 3: Do tych, dla których występ był estetycznie nie do przyjęcia, bo jak to tak: baba z brodą?! Nikt Wam nie każe się z nią całować. I małe ostrzeżenie: zbliża się sezon plażowy. Przed rozpoczęciem wylegiwania się prawie nago na słońcu uważnie sprawdźcie, czy oby na pewno ogoliliście się co do włosa tu i ówdzie… Bo może powiać hipokryzją.

Przeczytaj jeszcze

  • Michalina Nowakowska

    Nie obchodzi mnie czy to facet, czy baba. Czy ma brodę, czy cycki. Serio. Ale odnoszę silne wrażenie, że cała eurowizja była zrobiona wg schematu „pokażmy jacy jesteśmy tolerancyjni”. A to, że muzyka na eurowizji nie ma żadnego znaczenia przekonałam się już dawno. Wydarzenie muzyczne,ale i tak wszystkim rządzi pieniądz i polityka.

    Naliczyłam może ze 4 kraje śpiewające w swoim języku. Szkoda, że ludzie nie chcą się chwalić tym, co ich. Mi osobiście bardzo podobał się zaprezentowany nasz folklor. I pięknie brzmiący język polski.

    • Świetny polski występ, mamy naprawdę co do zaoferowania Europie. Mam wielki ubaw z tych, którzy oburzają się, że zostaliśmy tak nisko ocenieni, a wcześniej sami gromili hejtami w Donatana i Cleo, że niby satanizm, prostytucja i w ogóle…

      • Michalina Nowakowska

        Bo tak jest zawsze:
        -Ale oni są beznadziejni!
        -Zajęli pierwsze miejsce.
        -Ale są super! Zawsze ich lubiliśmy!

    • Tolerancja ale tylko nowoczesna, zabawa konwencjami, zabawa płcią.

      Hahaha NIE

  • Mam bardzo podobne do Twojego zdanie w tej kwestii Joanno. Mam jednak kilka zastrzeżeń. Dzisiaj Donatan opublikował coś co ja przeczuwałem już od wczoraj. Cleo byłaby na 5 lub 4 miejscu. Niestety ostateczny głos należy do jury, które może odejmować punkty itd. Tymczasem wylądowaliśmy na miejscu 14? cz tam 13? Jakkolwiek. Też nie jestem zwolennikiem dorabiania ideologii do muzyki czyli rozrywki. Jeżeli jednak jurorzy olewają głosy publiczności i to oni mają największy wpływ na ostateczny kształt klasyfikacji to przepraszam bardzo, ale eurowizja jest do szpiku kości politycznym konkursem. I dziwić się później, że większość się wydziera, że wygrała baba z brodą, a nie cycki – no przepraszam ale tak jest! Wygrała polityczna poprawność jurorów, a nie upodobania publiki. Pisałem wczoraj o tym na FB wielokrotnie, nie chcę już do tego wracać. Piosenka z Austrii absolutnie nie była piosenką najlepszą. Podobnie jak kawałek Donatana i Cleo.
    Dobrze jednak, że o tym napisałaś. Wobec takich tematów należy zajmować stanowisko jasne i konkretne.

  • To jest tylko zabawa, ale mam wrażenie, że często podszyta sympatią i antypatią do pewnych krajów. Już o Rosji, która była wybuczana to nie powiem. Chociaż jej reprezentantki są najmniej winne konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. I tak jak na naszych było nieźle.Tacy to tolerancyjni jesteśmy, ale jakoś tak wybiórczo.

  • Ogólnie jestem dumna z naszych i serio nie wiem gdzie te gigantyczne dekolty, o których wszyscy się rozpisują i to soft porno o którym niektórzy piszą ;/. JEDNA, dosłownie JEDNA panna miała trochę większy dekolt, ale sorry – widziałam większe. A muzycznie Cleo ma świetny głos moim zdaniem ;).

    Co do Toma, to mnie się nie podoba to, że gdyby nie przebranie, to nie byłby tak wysoko. Boję się w którą stronę zmierza Europa, niedługo hetero będą napiętnowani. Nienawidzę aż takich skrajności. Piszesz, że Tom ma dobry głos… Szczerze? Stolarz z Norwegii miał milion razy lepszy! A to coś w sukience swoją piosenkę, no nie wiem jak to nazwać, totalnie spłaszczyło? Zamknęłabym oczy i wciąż uważała tak samo – głos przeciętny, znam wielu facetów o lepszym wokalu. W sumie nie zauważyłam u niego żadnej, ciekawej barwy. I nie, nie jestem uprzedzona, bo się przebiera za babę na scenie. Jestem niezadowolona, bo to jest jego przepis na sukces. Wcześniej jakoś mu aż tak dobrze nie szło. Przypadek? Nie sądzę.

    • Gusta i guściki. Austria nie miała najlepszej piosenki, jednak podobała mi się. Pierwsze miejsce dałabym Holandii, jednak nie zaznaczyłam tego w tym poście, bo docelowo miał być o tym, o czym jest:)

  • Mnie trochę śmieszy ten cały ból dupy bo Eurowizja to nigdy nie był konkurs wysokich lotów, od których by zależało być albo nie być. Jedynie co mnie trochę irytuje to ta cała gadanina polaków i obwinianie Polskiego występu o ten cały soft porno a faceta czy tam baby (pal go licho) z brodą jako coś normalnego.

    Tak jak już wspomniałem w swoim wpisie, widać po prostu, że to jest specjalny zabieg aby jedynie zwrócić uwagę i wzbudzić kontrowersje ze względu na wygląd.