Peszek i Orzeszkowa – artystki wyklęte?

peszki-i-elizy

Słyszałam nie raz, że XXI wiek jest okresem zepsucia, a żyjący w nim śmiertelnicy są chodzącym zaprzeczeniem wszelkich wartości. Odrzucają wszystko, czym Polska stoi od wieków: Boga, patriotyzm, gotowość poświęcenia kawałka skóry dla obrony swych granic, a nawet położenie się w grób, by potomni mogli dalej wieść swój żywot. 


W recenzowanej przeze mnie ostatnio płycie Marysi Peszek (kliknij tutaj, jeśli nie pamiętasz) pisałam o artystce jako o porte parole wielu współczesnych istnień polskich. Nie brakuje przecież osób, które otwarcie mówią o braku instynktu macierzyńskiego, czy o swoim nikłym przywiązaniu do ojczyzny. Co ciekawe, moja publikacja wywołała dość zażartą dyskusję na facebookowym fanpage’u Na lewo i na prawo. Znaleźli się tacy, którzy podziwiali kunszt wokalistki, pojawiły się jednak również głosy mówiące o tym, że Maria Peszek jest wynaturzona, sprzeciwia się byciu człowiekiem, a jej działalność to muzyczny gniot.

Peszek nie dość, że nie chce mieć dzieci, to jeszcze ma czelność śpiewać, że nie oddałaby Polsce nawet kropli krwi. Tragedia to nie słychana, takich ludzi winniśmy chyba wyrzucać z Polski (co by więcej metrów kwadratowych w RP było dla gwałcicieli i morderców kończących wkrótce swoje odsiadki). W wywiadzie z Jackiem Żakowskim w „Polityce” powiedziała: Trupów było dosyć, a brakuje świadomie szczęśliwych Polaków. Jeśli myślisz, że Maria Peszek jest prekursorką antypolskiego i antychrześcijańskiego myślenia, oraz że jako pierwsza mówi o tym głośno, to muszę Cię rozczarować.

Eliza Orzeszkowa kojarzona jest przede wszystkim z Nad Niemnem. Dzieło to odtwarza obraz społeczeństwa polskiego z XIX wieku. Przy okazji w subtelny sposób nawiązuje do powstania styczniowego, a świetne władanie językiem ezopowym umożliwiło artystce wydanie powieści w czasach cenzury. Książka nie jest jedynym dowodem na socjologiczne zapędy Orzeszkowej. Przekrój mentalności społeczeństwa, w którym żyła jedna z najlepszych polskich pisarek, możemy odnaleźć w jej „Listach o literaturze”. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy adresatami rzeczonych listów i otwórzmy kopertę z rzymską jedynką. Sięgniemy wówczas po List I.
Odezwa nosi tytuł Wiek XIX i tegocześni poeci. Została opublikowana w dwutygodniku artystyczno-literackim Niwa. Periodyk skupiał autorów pozytywistycznych o umiarkowanej orientacji twórczej. Eliza Orzeszkowa podejmuje temat roli poezji w czasach w „wieku pary i elektryczności”, jak krytycy zwykli określać epokę pozytywizmu. Jak (mam nadzieję) większość ze szkoły średniej pamięta, był to czas całkowitego zdominowania poezji przez prozę. Poeci skarżyli się na materialne pobudki epików. Wiele dzieł było wydawanych wówczas na łamach prasy codziennej, za co autorzy otrzymywali stosowne honorarium (wystarczy przywołać chociażby Lalkę Bolesława Prusa, która ukazywała się w Kurierze Codziennym w latach 1887-1889).

Orzeszkowa próbuje odnaleźć przyczynę upadku poezji z piedestału stuleci. Dostrzega ona wyraźną opozycję: Poeci versus wiek XIX. Za pomocą fachowej literackiej diagnozy wykrywa największą bolączkę ars poetica. Jest nią to, o czym Maria Peszek mówiła w następujący sposób: (…) ciągle wciska się kult śmierci. Ciągle stajemy wobec tych skrajnych, romantycznych roszczeń. Jak widać, niewiele się zmieniło od czasów Elizy Orzeszkowej. Oto wersy współczesnych jej poetów, które budzą największe zastrzeżenia:

1. Poezjo (…) Ty klęczysz kornie pośród stosu trupów, łzy niedoli błyszczą w twoim diademie, a wzrokiem ścigasz pochód Mojżeszowych słupów (Leonard Sowiński, Dział Pieśni).

2. Poezja z ramion krzyża modli się gasnąca. (Witold Gomulicki W zwątpieniu).

3. Poeci! – pisze w utworze Na dziś Miron – my jak lunatycy, wpółsenni nawet w dzień i na ulicy.

Te trzy cytaty w zupełności wystarczają Elizie Orzeszkowej, aby uznać poetów za winnych konfliktu twórczości z epoką. Podobnie jak „dzisiejszej” Marii Peszek, Orzeszkowej przeszkadza wszechobecny obraz śmierci, cierpienia i martyrologii narodu polskiego. To – według niej – uniemożliwia poezji rozwój i służbę społeczeństwu, a idąc dalej: doprowadziło do druzgocącej detronizacji rzemiosła poetyckiego. Poezja tedy „przebywa pośród trupów”, a więc żyjących nie zna i nic o nich nie wie. Poezja przybliża do krzyża, nie posiada władzy ruchu, a więc świata nie widzi, bo po nim nie chodzi. – pisała w liście Eliza Orzeszkowa. Stąd wypływa, że poezja dzisiejsza stała się rezerwuarem zbierającym w siebie i przechowującym w sobie wszelkie wyobrażenia, które pomiędzy ludzkością kredyt utraciły, z dziedziny życia zostały wygnane w krainę umarłych. Dodaje tudzież, że poeci sami nie wiedzą, o czym mają pisać w tym jądro kwestii – puentuje.

Dzisiejszym poetom naszym nie dostaje dwóch dźwigni: miłości i wiedzy. Mało kochają, bo mało rozumieją; mało rozumieją, bo mało kochają. Jest to błędne koło, w którym druzgotać się, niszczyć i umierać muszą nie tylko talenty, ale i geniusze (pisze dalej Orzeszkowa). W moim odczuciu mniej więcej taki przekaz chciała nadać Maria Peszek w wywiadzie z Jackiem Żakowskim. W wielu swoich wystąpieniach medialnych podkreśla, że jest osobą szczęśliwą, mimo czasowych chwil załamań i lęku. Niejednokrotnie opowiada się również za społecznościami dyskryminowanymi sugerując, że źródłem ich stygmatyzowania jest właśnie niewiedza. Utwór, w którym śpiewa, że nie chce rozmnażać się, powstał z myślą o (między innymi) osobach trans- i homoseksualnych, którzy ze względu na swoją „bezproduktywność” często padają ofiarami dyskryminacji nie tylko socjologicznej, ale także politycznej.

Jaką receptę wypisała w liście Eliza Orzeszkowa dla poetów? Proponuje im zainteresowanie się losami ludzkości nowożytnej, która żyje tuż obok, odrzucenie nieco przebrzmiałych, a więc niepotrzebnych treści. O! przestań lunatykiem być i na księżyc patrzeć, nie śpij, lecz czuwaj, i gdy na ulicę grodu wychodzisz lub w ściany domostwa wstępujesz, szeroko otwieraj wpółsenne dotąd twe oczy, a ujrzysz krzyże, o które się pytasz, krzyże sieroctwa i niedoli, i krzywdy, i rozpaczy, i rezygnacji, i bólów serca, i zwątpień umysłu i zgryzot sumienia; ujrzysz te krzyże, a ponieważ dłoń twórcza zapaliła w twej piersi iskrę talentu, zaśpiewasz nam o tych krzyżach coś wielkiego i pięknego, a gdy o nich śpiewać będziesz „pogodzisz się ze światem i z nami, i z sobą” i „poczniesz wieść życie porządniejszej treści”. 

Dodam, że Eliza Orzeszkowa – kobieta dwukrotnie zamężna (a przez potomnych często podejrzewana o intymne kontakty z drugą wielką pisarką – Marią Konopnicką (przeczytaj to, może sam nabierzesz podejrzeń…) miała ogromne problemy ze spokojnym położeniem się do grobu. Według relacji Andrzeja Romanowskiego z artykułu Skandalistka znad Niemna, (Polityka nr 23/2010) proboszcz Juliusz Ellert odmówił jej pogrzebu, bo nie uczestniczyła w życiu Kościoła. Trzeba było interwencji biskupa, by spoczęła pod ziemią w Grodnie i spokojnie wystygnąć mogła…

Jakie przesłanie chciała wygenerować Maria Peszek? Jak widać, ideologicznie była bardzo zbliżona do Elizy Orzeszkowej. Stąd dość pokaźne grono tych, którzy pochować mogliby ją jeszcze przed śmiercią. List pozytywistki początkowo nie został zbyt dobrze przyjęty przez krytykę, bo patrząc przez pryzmat ducha tamtych czasów, był niezwykle obrazoburczy. Po latach przewlekłych jak angina znaleźli się jednak tacy, którzy dojrzeli do wskazówek Elizy i pokornie przyznali jej rację. Czy tak będzie z płytą Jezus Maria Peszek? Najpierw należałoby jej samodzielnie wysłuchać, a nie reprodukować utarte jak pył poglądy i oskarżać o nihilizm. Maria Peszek nikogo uczyć nie chciała – przedstawiła tylko swój punkt widzenia. Niestety, przeciętny Kowalski (którego za określenie „przeciętność” pewnie przepraszać bym musiała na kolanach) ma wielki problem z uznaniem swojej mikroelementarności w wielkim pierwiastku Wszechświata. 

Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze