Papież też człowiek?

Niemiec tym różni się od Polaka, że pracuje do emerytury, Polak zaś do śmierci. Żarty na bok, bo kwestia piastowania najwyższego w Kościele urzędu nie powinna być obiektem drwin. W praktyce jest jednak inaczej, o czym można się było przekonać zaraz po abdykacji Benedykta XVI. Trudno się dziwić, bo zastąpić Jana Pawła II, to awans do kościelnej ekstraklasy. Problem w tym, że nie każdy wytrzymuje do końca zawodów.

Kiedy w kwietniu 2005 roku władzę nad Kościołem przejął Joseph Ratzinger mający wówczas 78 lat, niewiele wskazywało na to, że będzie to pontyfikat dłuższy od urzędowania Karola Wojtyły. Papież Polak był dużo młodszy stając w watykańskim oknie jako ten, który ma poprowadzić Kościół na przełomie dwóch trudnych wieków. Swoje powołanie realizował przede wszystkim poprzez liczne pielgrzymki po świecie, zaangażowanie w ruch ekumeniczny oraz pisarstwo teologiczne, za pośrednictwem którego omawiał w przystępny sposób trudniejsze kwestie dogmatów i fundamentów chrześcijaństwa.

Nie można powiedzieć, że za pontyfikatu Benedykta XVI dzieło jego poprzednika poszło w niwecz, jednak należy podkreślić, że były to posługi bardzo różne. Wojtyła jako papież był określany „człowiekiem dialogu”, znawcą wielu języków i kultur. Jego niemiecki następca z kolei w moich oczach jest reformatorem spraw zbędnych, jak na przykład kwestia „wyposażenia w zwierzęta” stajenki betlejemskiej. Nie chcę poruszać kwestii rzekomego utajania pedofilii w kościele przez Benedykta XVI, bo zwyczajnie brakuje mi elementarnej znajomości faktów na ten temat, a jakiekolwiek próby pogłębienia swej wiedzy kończyły się fiaskiem, bo straciłam już cierpliwość do wszechobecnej nagonki na Kościół w Internecie i innych środkach masowego przekazu.
Czy przeciętny człowiek mógł nauczyć się czegoś od Benedykta XVI? Wydaje mi się, że tak. I jest to coś zupełnie przeciwnego, niż wartości, jakie można było wynieść z pontyfikatu Jana Pawła II, jak: siła, upór, wytrwałość oraz wierność wyborowi, jak powiedziałby święty Augustyn. Hasłem przewodnim dla posługi Benedykta XVI mogłoby być terencjuszowe „Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce”. A zatem starość, to nie tylko przymioty osób świeckich, chciałoby się powiedzieć szarych i przeciętnych, ale również tych, którzy piastują poważne stanowiska. Pontyfikat Benedykta XVI stał się więc okresem humanizującym papieża – jako tego, który jest podobny do wielu chrześcijan: słabego, starzejącego się, a więc i przechodzącym kryzysy trudnego wieku. 
Nagła abdykacja budzi sporo kontrowersji. Jedni widzą w tym akt przyzwoitości, bo w pewnym wieku pewnych rzeczy już się robić nie potrafi, a przewodnictwo nad Kościołem wymaga wielu sił i energii. Drudzy zaś widzą ucieczkę przed licznymi przepowiedniami i Tajemnicami Fatimskimi, według których jeden z papieży musi ponieść śmierć tragiczną. Nie brakuje również i takich, którzy uważają, że Ratzinger zwyczajnie spłonął ze wstydu w obliczu ubiegłorocznych watykańskich afer. Istnieją również uzasadnione obawy, że przez rezygnację Benedykta XVI, zmaleje ranga i prestiż papieskiej posługi. Sondaże pokazują, że wierni pragną następcy młodego, część liberalnych środowisk marzy o sekularyzacji Watykanu i zmniejszenia wpływów Kościoła. Jaki będzie nowy papież? Pożyjemy, zobaczymy.
Na lewo i na prawo – co nowego?
Continue Reading

Żywoty świętych: Katarzyna Waśniewska*

Najsłynniejsza w ostatnich dniach posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz twierdzi, że Madzię z Sosnowca zabił styl życia, który propagują feministki. Dziś wyjątkowo nie będę zwracać uwagi pani Profesor, że nie powinna mówić źle o feministkach, bo jako kobieta polityki (politykierstwa?) wiele im zawdzięcza.

Pragnę jednak wyrazić swój sprzeciw wobec kuriozalnej teorii. Katarzyna Waśniewska, która prawdopodobnie walnie przyczyniła się do śmierci Madzi z Sosnowca, jest alegorią biblijnej wierności!

Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: Abrahamie! A gdy on odpowiedział: Oto jestem – powiedział: weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę. Nazajutrz rano Abraham osiodłał swego osła, zabrał z sobą dwóch swych ludzi i syna Izaaka, narąbał drzewa do spalenia ofiary i ruszył w drogę(…)(Rdz 22,1-19)
Anioł w ostatniej chwili powstrzymał Abrahama – Izaak uszedł z życiem. Takiego szczęścia zabrakło małej Madzi z Sosnowca. Jej mama złożyła ofiarę pod pagórkiem, nie na pagórku, a więc biblijny plan diabli wzięli od samego początku. I żadna siła jej nie powstrzymała. Targana niewytłumaczalnymi emocjami nie była w stanie przypomnieć sobie, jak wyglądał mężczyzna, który porwał jej dziecko. Spokojnie, Pani Katarzyno – cała Polska szuka. Po kilku dniach pamięć przestaje być tak zawodna, jak w dniu traumy – Waśniewska skojarzyła dość istotny fakt: dziewczynka nie została porwana, tylko wypadła jej po kąpieli, bo ręcznik był zbyt śliski. Co biedna miała poczynić? Telefon zapracowanej i umęczonej przewijaniem pieluch mamusi pewnie leżał gdzieś rozładowany, nie było więc możliwości wezwać pomocy. To nic, Pani Katarzyno – nagroda czekała na Abrahama, nie ominie również Pani. Głowa do góry!
Pojawia się i obiecana nagroda. Prorok Krzysztof Rutkowski. To on obdarowany nadzwyczajnymi wieszczymi umiejętnościami pomaga wydusić z Waśniewskiej to, co utknęło w zakamarkach niepamięci. Ten że sam Rutkowski zapewnił rodzinie ofiary niebiańską wręcz nagrodę. W wywiadzie dla Super Expressu zadeklarował, że państwo Waśniewscy odnajdą Ziemię Obiecaną gdzieś za granicą, póki co muszą cieszyć się swoim małym Przedsionkiem Nieba, jaki prorok Krzysztof wynajął im w pewnym łódzkim bloku (zasłyszane to, niesprawdzone). Wiernie prowadził Waśniewskich w blasku fleszy przez medialną burzę, zupełnie jak Mojżesz Izraelitów przez Morze Czerwone. Obiecał również, że pomoże im zacząć nowe życie. Radujcie się, Zmartwychwstali! Alleluja!
Ale Pani Katarzyna to nie tylko wzór wierności wobec Boskiej Obietnicy. Warto podkreślić, że udało jej się cudownie opuścić mury więzienne. Czyż nie ten sam los spotkał Józefa z Arymatei, któremu klucze do więzienia miał przynieść sam Jezus i to po własnej śmierci? (historia jest opisana w apokryfach, m.in. w Ewangelii Nikodema.) Także ona cudem uniknęła śmierci, kiedy to spożyła zbyt dużą ilość detergentu. I to w Wielki Piątek!
Pani Profesor Pawłowicz! Spodziewałam się po Pani więcej. Ja rozumiem, że dawanie klapsów na gołe pupy feministkom jest ostatnio modne, bo Pussy Riot, bo Femen i tak dalej. Ale skoro już należy Pani do świętego zgromadzenia Prawych i Sprawiedliwych, niech realizuje Pani postulaty boskiej doktryny świętego Jarosława, zawsze prawiczka i żyje Ewangelią! Szukajmy jej w każdym człowieku, żyjmy Biblią!
*Tekst może zawierać śladowe ilości ironii. Autorka potępia czyn Katarzyny Wu i zaprasza ją do łagru. W zamian za trzy cipki z Rosji, oczywiście. I przy okazji – niczyich uczuć religijnych obrażać nie chcę (jakież to modne ostatnio), bo obraziłabym własne.
Na lewo i na prawo – co nowego?
Continue Reading