„Oczyma Palestynek” – publikacja poznańskiej autorki.

arbuz
Marcela Kościańczuk rok temu pojechała do Palestyny po to, by rozmawiać z kobietami, poznać ich problemy i radości, po to, by przedstawić realia okupacji, z jakimi Palestynki zmagają się każdego dnia. Efektem tej wyprawy jest książka „Oczyma Palestynek”, która stanowi analizę sytuacji Bliskiego Wschodu z perspektywy prywatnej, lokalnej, dowartościowującej głosy do tej pory niesłyszane. O swojej publikacji autorka opowiada w załączonym na końcu artykułu filmie. Wydawane przeze mnie publikacje są zwieńczeniem moich podróży badawczych, w których daję wyraz mojemu przekonaniu, że nauka powinna być przede wszystkim związana ze zmianą społeczną – pisze na swoim profilu badaczka.

Więcej o akcji tutaj.
Oczyma Palestynek” to publikacja wyjątkowa. Pokazuje obraz życia palestyńskich kobiet:  trudności, z jakimi muszą się zmierzyć w codzienności oraz niebezpieczeństw, jakie czyhają na nie, w związku z życiem na okupowanym terytorium. Przedstawia ona także funkcjonowanie kobiecej wspólnoty oraz wachlarz taktyk, jakie wykorzystują kobiety, w negocjacjach z realiami określonymi przez reguły stanowe czy klanowe. Wiele z kobiet, które spotkałam żyje w obozach dla uchodźców, w cieniu muru, na tak zwanej ziemi niczyjej. Inne walczą każdego dnia o uwolnienie ich bliskich z więzień – relacjonuje swoją wyprawę do Palestyny Marcela Kościańczuk.
Posłuchaj mnie, skończyłam 2 fakultety: prawo i socjologię, przez 14 lat pracowałam jako sekretarka ale nie podobało mi się to, kupiłam sklep i go wyposażałam.Ten sklep jest duży, ma około 100 metrów! Robię tu sok z grejpfrutów i granatów, do tego potrzeba siły, a ja mam martwy jeden mięsień w dłoni, popatrz  nie czuję nic w kciuku, Mam sprawne tylko 3 palce jednej ręki. Ale chcę to robić wbrew wszystkiemu – to historia jednej z Palestynek, która była bohaterką publikacji.
Zdjęcie zostało wykonane przez jedną z uczestniczek projektu. 
Książka Marceli Kościańczuk to nie tylko opowieści palestyńskich kobiet, ale także zdjęcia wykonane przez same bohaterki. Prosiłam kobiety o to by robiły zdjęcia. To nie było łatwe, bo aparat fotograficzny kojarzył im się z inwigilacją ze strony władz. Palestynki obawiały się też, że chcę im skraść prywatność.  Ja oczywiście w pewnym stopniu rozumiałam te obawy, na początku byłam kimś obcym, pochodzącym z innej kultury… Chciałam w jak największym stopniu okazać im szacunek. Bardzo ważne było dla mnie to, że to same kobiety robiły zdjęcia, to one same wybierały które kawałki swojego życia chcą mi pokazać. Ja im dawałam tylko ogólne wskazówki, prosiłam by robiły zdjęcia tego co jest dla nich ważne, a co według nich jest ważne dla mężczyzn z ich otoczenia. Prosiłam je też o to by fotografowały te miejsca, które uznają za bezpieczne i te, które są szczególnie zagrażające.

Marcela Kościańczuk, dr w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w swojej pracy ze studentami jest zainteresowana nie tylko teorią, ale także zmianą społeczną. Jej projekty naukowe są związane z pokazaniem skomplikowanych sytuacji ludzi, na różne sposoby wykluczanych. Autorka ukazuje jednak swoich rozmówców nie jako biedne ofiary.  Przeciwnie – wykazuje, że w bardzo trudnych warunkach osoby dyskryminowane potrafią odnaleźć różnorodne drogi do tego by na swój własny sposób wyrazić sprzeciw i opór wobec nierówności.

Zapytałam Marcelę o powód podjęcia tematu dość „orientalnego” z perspektywy Europejczyka mieszkającego w centrum Starego Kontynentu, gdzie prawa kobiet w mniejszym lub większym stopniu są respektowane:

Mój doktorat dotyczył Żydów mesjańskich (Żydów wierzących w mesjańskość Jezusa). To była bardzo specyficzna grupa religijna i kulturowa.   W ramach badań terenowych pierwszy raz pojechałam na kilka miesięcy do Izraela. Zatrzymałam się w religijnej kolebce Ziemi Świętej, w Jerozolimie. Tam zobaczyłam życie Palestyńczyków i Palestynek… ponieważ mieszkałam na starym mieście, otaczała mnie społeczność arabskich mieszkańców. Tak się złożyło, że byłam wolontariuszką w domu, w którym współpracowałam z Palestyńczykami, tak zaczęła się moja przygoda z tym tematem. Wiedziałam, że muszę wrócić, nie tylko do Jerozolimy, ale także do Palestyny, po to by opowiedzieć więcej na temat Palestynek. Widziałam bowiem, że kobiety palestyńskie są w szczególnie skomplikowanej sytuacji. Ten temat był interesujący dla mnie osobiście, ale także naukowo, ponieważ interesują mnie w mojej pracy badawczej mechanizmy związane z wykluczeniami  sprzężonymi  (na przykład takie zjawiska jako to, że jesteś wykluczona nie tylko dlatego, że jesteś muzułmanką,ale też ze względu na to, że twoja etniczność, czy orientacja seksualna jest mniejszościowa, czy nieprzychylnie postrzegana). Zobaczyłam ile w sytuacjach tych kobiet jest właśnie takich sprzężonych wykluczeń… To sprawiło, że zdecydowałam się na ten projekt.

A co publikacja zmieniła w życiu poznańskiej autorki?

Niekiedy, słuchając tych historii myślałam zarazem o nich jak i o sobie. Myślałam sobie, ile ja zrobiłam w czasie, kiedy one np. siedziały w więzieniu. Rozmawiałam z jedną kobietą, która była bardzo sfrustrowana, w czasie II Intifady: była uwięziona w domu, czuła się porzucona (z powodu bardzo trudnej sytuacji rodzinnej) i… pomyślała, że ma misję… że powinna zniszczyć wroga Palestyny. Skontaktowała się z jakąś organizacją i wyjechała do Tel Awiwu, z bombą w plecaku…ale jak już zobaczyła jak wygląda ten świat w Tel Awiwie  to zrozumiała, że wcale nie chce dokonywać zamachu, zobaczyła niemowlę w wózku, zobaczyła inne kobiety i pomyślała, że taka akcja terrorystyczna niczego nie zmieni. Oczywiście była naciskana przez ludzi z organizacji, ale zaparła się i odmówiła zdetonowania ładunku. Po 2 dniach została zamknięta w więzieniu i spędziła tam 7 lat. 
Kiedy mi to wszystko opowiadała myślałam o tym co ja w tym czasie robiłam: studiowałam, jeździłam na konferencje, pisałam mój doktorat, nawet część czasu byłam w Izraelu, może blisko jej więzienia. Ale wtedy o niej niczego nie wiedziałam. To było dla mnie uderzające. Pomyślałam, że nie mogę chować tej historii dla siebie, że w ogóle nie mogę tych historii nie wydać…
Dlaczego warto jest informować o tym projekcie?
Bardzo rzadko pokazuje się świat arabski, z perspektywy kobiet, a już niezwykle rzadko pojawiają się na polskim rynku publikacje, które chcą przekazać ten obraz świata, który przedstawiają same kobiety, które i tu i tam są niejednokrotnie schowane i milczące. Z czasem jednak zaczynają  mówić i to mówić bardzo ciekawie ,wtedy gdy znikają mężczyźni- w kuchni, przy wspólnym ucieraniu ciasta, w kobiecej wspólnocie. Zaczynają pokazywać swój świat, wtedy gdy nabierajązaufania i poczują bliskość.
 
Tak naprawdę to jest dla mnie bardzo ważne, by wieść o tym projekcie niosła się od domu, do domu, by była przekazywana z ust do ust. Chcę pokazać świat tych niezwykłych kobiet, pełnych kreatywności. Liczy się każda złotówka, która jest symbolicznym znakiem, że wspieramy Palestynki w ich uporze, w ich drodze do wywalczenia pokoju na Bliskim Wschodzie. W mojej książce pokazuję, że bardzo często kobiety mają zupełnie inną wizję walki o niepodległość niż ich mężowie czy bracia – mówi autorka książki.  Inaczej myślą o religii, tradycji, wspólnocie. Bardzo ważna jest dla nich kultura. Palestynki , które spotkałam, były bardzo ciekawe życia w Polsce. Wypytywały mnie o polską kuchnię, rodzinę, religię, zwyczaje. Widziałam mnóstwo analogii między ich sytuacją, a jeszcze nie tak dawną sytuacją polskich kobiet, stających w kilometrowych kolejkach by kupić coś do jedzenia rodzinie. Ta książka jest ważna, ale jest też ciekawa i dlatego warto rozpowszechniać informacje o niej.

A oto zapowiadany film:
 



Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze