Obława na Snowdena. Nie dla wolnych Internetów. Użytkownicy pod kontrolą.

default
Internet to specyficzna przestrzeń, która daje poczucie anonimowości. Zatracenie własnej tożsamości na rzecz wirtualnego loginu czy nicku ma swoje plusy i minusy. Całkowite ukrycie się między banerami i linkami jest jednak mitem, a powszechne przekonanie o handlu danymi przez największe serwisy społecznościowe jest coraz popularniejsze i prawdopodobne. Debata na temat tego, czy poczynania userów w Internetach powinny być tajne to temat na dwie prace doktorskie. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy niepożądane osoby wykorzystują prywatne dane, rozmowy i połączenia w celu uzyskania całkowitej kontroli nad masami. Jeszcze gorzej, gdy do takich forteli posuwa się władza. 
O Edwardzie Snowdenie zrobiło się głośno, gdy wyjawił światu prawdę na temat działalności amerykańskich służb specjalnych. Według raportu informatyka mogą one bez ograniczeń podsłuchiwać rozmowy i kontrolować działalność użytkowników sieci.

Snowden powiedział dziennikarzom „Guardian” i „Washington Post”, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) śledziła i gromadziła dane dotyczące rozmów telefonicznych i aktywności w Internecie zwłaszcza cudzoziemców, ale także obywateli USA. Oskarżył NSA o zbieranie tajnych danych z serwerów serwisów typu social media m.in. Google, Facebook, Yahoo, YouTube, AOL. Udowodnił on tajne oprogramowanie  inwigilacyjne PRISM, które jest odpowiedzialne za „obrót” danych.

Skąd tak rozległa wiedza Snowdena? Był on administratorem systemu komputerowego firmy współpracującej z NSA: Booz Allen Hamilton. Reakcją amerykańskiego rządu było oskarżenie o bezprawne ujawnienie tajnych informacji i kradzież własności państwowej. Według amerykańskiego ustawodawstwa za szpiegostwo grozi maksymalna kara 10 lat więzienia.
Edward Snowden pochodzi z Karoliny Północnej. Rozpoczął studia informatyczne, jednak nie uzyskał tytułu naukowego. Ma za sobą epizod wojenny, bo zgłosił się jako ochotnik do służby podczas wojny w Iraku, ale podczas jednego z treningu doznał uszczerbku na zdrowiu – złamał dwie kończyny, przez co ostatecznie nie trafił do wojska.
Amerykanin wyznaje, że to co zrobił, miało służyć drugiemu człowiekowi i uchronić go przed inwigilacją. „Prometeusz” amerykańskiej sieci nie ukrywa swojego rozczarowania działalnością prezydenta USA Baracka Obamy, który obiecywał zaostrzenie nadzoru nad machinerią inwigilującą życie mieszkańców Stanów Zjednoczonych.
Obecnie Snowden ukrywa się i występuje do kolejnych krajów o azyl polityczny. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jest ścigany intensywniej, niż nie jeden terrorysta, czy gwałciciel.
Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze