O tym, jak papież Liturgię spieprzył

Ostatnio na blogu Bernarda Teologa „Czy Franciszek to fałszywy prorok?” spotkałam się z tekstem pod tytułem „Niedbałość Franciszka wobec Największej Świętości”. Otwarta krytyka wobec władz duchownych – zwłaszcza tych najwyżej usytuowanych w kościelnej hierarchii – zawsze budziła moje zainteresowanie.

Wobec tak odważnego głosu nie pozostaje mi nic innego, jak wdać się w polemikę z autorem publikacji. Zanim jednak przejdę do sedna materii, powołam się na jedną zasadę blogową, którą uznaję za świętą (a przecież w kręgu sakralnym właśnie się poruszamy;). Odwaga cywilna nakazuje, by imiennie podpisywać się pod każdą swoją opinią. Niestety, dynamiczny rozwój dziennikarstwa obywatelskiego doprowadził do zalewu informacji, przez co niezwykle trudno wydestylować przez sito krytyczne to, co jawi się jako prawdziwe i godne głębszej uwagi. Autor tego bloga (link podam na końcu artykułu) nie napisał wiele o sobie, poza informacjami o wierności Pismu, Magisterium Kościoła, soborom oraz Tradycji Kościoła. W tym samym miejscu wyraża również wątpliwość wobec pontyfikatu papieża Franciszka. Pytanie wywoławcze: Kim jest autor? W odpowiedniej zakładce informuje nas, że „Teolog” to jedynie ksywa i prosi, aby nie traktować go jako rasowego teologa. Wzmianka ta znacznie zachęca mnie do wyrażenia swojej opinii. Sama przecież nie jestem teologiem, ale skorzystać z wolności słowa mogę.

Bloger wylicza papieżowi błędy, których rzekomo dokonał podczas celebracji wigilijnej mszy świętej. Przytacza papieskie słowa i gesty czynione podczas modlitwy eucharystycznej. W swojej analizie nie pozostaje bezpodstawny, gdyż każdą wątpliwość merytorycznie zestawia z nakazami Mszału Rzymskiego oskarżając Franciszka o niszczenie Liturgii.

Na początek dłonie. Papieżowi oberwało się za to, że nie złożył ich do modlitwy tak, jak nakazuje wskazywany dokument kościelny. Zamiast tego następca świętego Piotra przechodzi do innego gestu określanego jako dowolny i błędny – kładzie „łapę” na kielichu, jak określa Teolog. Inne zarzuty są równie poważne: brak oczu wzniesionych w kierunku Nieba, brak lekkiego pochylenia się, delikatne skłonienie się, zamiast klęknięcia, zmiana dynamiki dykcji, niedbałe trzymanie kielicha i tak dalej. Te poważne oskarżenia wywołały niemałą burzę wśród komentujących, spośród których zdecydowana większość podważa autorytet papieski nazywając go fałszywym prorokiem.

Nie dotykać! Urządzenie sakralne.
Nie dotykać! Urządzenie sakralne.

Trudno osobie niewykształconej teologicznie odnosić się do tak skonstruowanej krytyki. Mam pełną świadomość faktu, że mogę się mylić, dlatego pozwolę sobie odejść od doktryny na rzecz „ludzkiej” oceny. Wydaje mi się, że gest położenia „łapy” na kielichu widziałam niejednokrotnie podczas Eucharystii sprawowanej przez różnych księży. Mogę się mylić, ale takie położenie dłoni kojarzę także z pontyfikatu Jana Pawła II, co jednak mogło być implikacją postępującej choroby Parkinsona. Skoro ufamy, że dłonie osoby duchownej są konsekrowane (wiara w moc namaszczenia oraz błogosławieństwo, np. poprzez położenie dłoni na głowie), to świętość dotyka w tym przypadku świętości. Koło się zamyka. Trudno nazwać spłyceniem Liturgii wykonanie czy niewykonanie pewnych gestów. Według mnie spłyca ją coś zupełnie innego i tutaj kierowałabym zarzuty w stronę przejedzonych (czy tylko?) po adwencie wiernych. Nie świąteczny konsumpcjonizm jest jednak przedmiotem niniejszej publikacji, więc daruję sobie.

Blogerowi nie spodobał się także wyraz twarzy papieża. Według niego Franciszek miał sztucznie poważną (a wiec co, rozbawioną?), grobową i jakby zagniewaną (ach, to jednak nie rozbawioną…) minę. Ten fragment tekstu uznałam za działanie w stylu: nie mam się czego przyczepić – przyczepię się gęby, choćby tej gombrowiczowej, ale zawsze. Zastanawiam się, czy takie działanie papieża nie jest kwestią nieco innej, nieeuropejskiej obyczajowości. Ponadto jest on jezuitą – może jezuici już tak mają, że kładą łapę? Może w Ameryce Południowej czasem odchodzi się od Mszału Rzymskiego? Może celebracje Mszy świętej różnią się w zależności od tego, czy sprawowane są w Kościele, czy w przyklasztornej kaplicy? Tego typu pytania zrównoważyłabym z dociekaniem nad pierwszeństwem jajka przed kurą, co nie zmienia faktu, że jajecznica jest super. Tak samo ze Słowem Bożym. Dywagując o ceremoniale, łapach, krzywych minach i tym podobnych, zatracamy to, co w Wigilii najpiękniejsze, czyli pamięć o tym, że dawno dawno temu przyszedł na świat człowiek, który trochę namieszał w historii. Zapominamy o jego młodej matce, która nie miała gdzie go urodzić, więc padło na jakąś marną, niesterylną szopę. Nie pamiętamy też o jego ojcu, który – zgodnie z doktryną – biologicznym ojcem wcale nie był, co mogło go istotnie wprawić w zakłopotanie. Święta Rodzina jest zbyt inspirująca, by ponad dwa tysiące lat po jej istnieniu rozważać na temat kąta nachylenia dłoni nad kielichem oraz zakazanego punktu styczności z nim et cetera.

Bernard Teolog przekonuje, że jest katolikiem, ale… nie uznaje obecnego pontyfikatu za słuszny. O ile dobrze się orientuję, osoby wierzące mają nakaz uznawać nieomylność papieża, co zostało sformułowane w postaci dogmatu. Tak wyznawany katolicyzm staje się katolicyzmem na pół gwizdka, postawieniem „ale” po deklarowanym aksjomacie. Krytycyzm wobec każdej materii jest postawą chwalebną, zwłaszcza, jeśli za głosem sprzeciwu idą silne, merytoryczne argumenty, czego Teologowi odmówić nie można. Dostrzegam w jego opinii jednak zbyt wierne przywiązanie do ceremoniału. Oczywiście, napisano, że celebrans nie może wprowadzać dowolnych zmian w sprawowaniu Liturgii. Otrzymujemy więc dość przykry wniosek: religia pełna jest sprzeczności – papieża uznano za nieomylnego, a – jak się okazuje – na Pasterce się pomylił. I co teraz?

Może by tak w ogóle – idąc za postulatami Teologa – udawać, że papież to nie papież tylko fałszywy prorok? Zaraz, zaraz, ale w takim razie, dlaczego kardynałowie i inni oświeceni Duchem świętym wybierali takiego człowieka na najdostojniejsze stanowisko w Kościele? Podać cały Watykan do dymisji? Obawiam się, że trochę byłoby z tym zachodu. W tego typu dylemacie jak zwykle pomaga mi moja kochanka, filologia, wraz ze swoim frazeologicznym dorobkiem: „Nie ucz księdza pacierza”. Amen?

*Jeśli uważasz, że trochę poniosło mnie w tytule, uznaj, że całą polemikę o „zachowaniu” papieża na Pasterce definiuję właśnie jako pieprzenie, bo przecież krytyka Kościoła jest teraz na fali i widocznie zbyt dużo dobrych słów powiedziano już o Franciszku, wiec trzeba trochę… dopieprzyć?

** Obiecałam link: https://franciszekfalszywyprorok.wordpress.com/2015/01/04/niechlujstwo-franciszka-wobec-najwiekszej-swietosci-a-moze-celowe-splycanie-i-lekcewazenie-liturgii/

Przeczytaj jeszcze

  • Nieomylność papieża nie oznacza, że wszystko, co robi i mówi papież, jest nieomylne. Z nieomylnością mamy do czynienia jedynie w kwestiach wiary i moralności, w dodatku wypowiadanymi ex cathedra.

    W przeszłości było wielu złych papieży, którzy robili złe rzeczy. Katolik nie musi więc uważać, że każdy papież jest super i wszystko, co robi i mówi, jest super. 🙂

    I żeby nie było – nie bronię autora tekstu, z którym się tu polemizuje, tylko zwracam uwagę, że argument o nieomylności nie ma tu zastosowania. 🙂

  • biziorek

    Papiez Franciszek falszywym prorokiem… Zapewne chodzi o sekte nibywizjonerki Marii Bożego Milosierdzia… Bo takie to proroctwa ta kobieta produkuje. Niestety sekta ta jest popularniejsza nizby moglo się wydawac, a jej czlonkowie przescigaja się w szkalowaniu Papieza, czego dowodem jest ten blog, pt Franciszek itp. Uwazaja oni , że Benedykt pozostaje prawdziwym papiezem, ktory zostal sila usuniety https://ostrzezenieprzedmbm.wordpress.com/2014/04/16/maria-bozego-milosierdzia-oficjalnie-potepiona-przez-kosciol-oswiadczenie-arcybiskupa-dublina/

  • biziorek

    PS. Link radze usunac, nie ma co promowac sekty

  • Silon

    MNIE SIĘ Franciszek bardzo nie podoba. Co dokładnie? Książkę bym napisał. Proponuję zajrzeć w Biblię, kochać Słowo Boże, a potem przyglądać się czynom i wypowiedziom jego, do czego zmierzają. Jest miłosierny? „Tak”…, bardziej niż Chrystus… 🙁 I niech się zapali pomarańczowa lampka… Szatan też ścigałby się z Nim w miłosierdziu, aby być ponad Boga. Dalej szukajcie sami, m.in. na wymienionym blogu „Teologa”, bo jest b.dobry(!)