Nieobecni dwudziestoparoletni

nieprzystosowani

Minęły czasy domów wielorodzinnych zamieszkiwanych przez pokolenia. Realia wyganiają młodych do miast propagując model wykształconego i oczytanego człowieka. Ten zaś wbija korzenie coraz głębiej zrastając się z betonową płytą, choć jeszcze nie tak dawno wzrastał na zielonym trawniku w babcinym ogródku.

Miasto, masa, maszyna. Futurystyczny zachwyt nad nowoczesnością proklamowany przez Marinettiego w manifeście z 1909 roku ogłoszonego w paryskim „Figaro” był jak podmuch miejskiego, lecz świeżego powietrza. Autor programu w prawdzie domagał się spalenia muzeów, bibliotek i akademii, jednak w czasach wyczerpanych paradygmatem romantycznym, rozczarowanych ideami pozytywistycznymi zbuntowane hordy, walczące masy i tłumy wstrząsane pracą musiały wydawać się czymś obiecującym. Ten projekt – jak się wkrótce okazało – spalił się na panewce dziś będąc jedynie kolejnym kulturowym saprofitem, choć o całkiem imponującym dorobku.

Zastanawiam się, jakie hasła są wznoszone dzisiaj. Wydaje mi się, że nasze czasy są z zasady bezprogramowe. Co prawda, co jakiś czas przypomina się młodym, jak mają żyć: uczcie się, rozwijajcie, zdobywajcie nowe umiejętności i kompetencje. W międzyczasie zakładajcie rodziny, pobierajcie się tylko w Kościele. I nie zapominajcie o hucznym weselu – w końcu ono jest tylko raz w życiu, więc nie oszczędzajcie. No i pamiętajcie, że młodzi muszą być na swoim, więc zaleca się opuszczenie rodzinnego gniazda w terminie. No chyba, że już je opuściliście – np. na studia – to żebyście czasem nie wracali jak te bociany z ciepłych krajów.

Niecały rok temu pojawiła się kampania społeczna z kobietą w roli głównej. Jej bohaterka wyznaje, że zdążyła zrobić karierę, być w Paryżu, kupić dom, ale nie zdążyła zostać mamą. Rozumiem cele tej kampanii i jestem świadoma tego, że dziecko ma wyższą wartość niż prestiżowy zagraniczny staż, piękny dom i luksusowy samochód. Stereotypowo kobieta nie powinna robić tych wszystkich rzeczy i przejść od razu do macierzyństwa.  – Ale zaraz, to już? Ale ja chciałam…  – Milcz, kobieto. Państwo ma dla Ciebie lepszy plan.

Ścieżka, którą mają iść młodzi w Polsce, jest niespójna. W prawdzie kultura coraz odważniej proponuje wzorzec kobiety przedsiębiorczej, która zdążyła uzyskać dwa dyplomy, urodzić i wrócić na rynek pracy. Nie są to rzeczy dziejące się tylko w filmach. Z mężczyznami zasadniczo problem jest mniejszy, bo ojcostwo nie wyklucza ich z kapitalistycznej gry. Dodam teraz całkiem serio, że przeczytałam kiedyś, że to właśnie młodzi ojcowie są dla pracodawcy najlepszymi pracownikami. Runiec zapytał dziś na swoim blogu o instynkt tacierzyński – czy można zaryzykować tezę o jego istnieniu?

Myślę, że można. Problem w tym, że męskie rodzicielstwo jest poniekąd rodzicielstwem zaocznym, mobilnym, zamkniętym w biurze, warsztacie samochodowym lub na budowie. I ja tego – broń Boże – nie krytykuję, bo przecież bez tego elementu funkcjonowanie rodziny byłoby utrudnione. Pragnę tu jednak podkreślić, że to kobieta jest przy dziecku cały czas wykonując pracę cięższą niż na niejednym etacie. I jest to etat w wymiarze całodobowym, niepodlegający jednak wynagrodzeniu, nieliczący się do emerytury.

Do czego zmierzam. Niepokoi mnie ilość i rozbieżność wyzwań rzucanych nam, młodym. Jestem gotowa na kontrargumentację: oczywiście, nikt nie kazał nam studiować, trzeba było iść od razu do pracy, znaleźć partnera (najlepiej bogatego) i wybrać życie rodzinne. To oczywiście jakiś punkt widzenia, ale coraz słabiej przystający do dzisiejszych czasów, w których liczy się bycie konkurencyjnym, a więc posiadanie unikalnego, najlepiej opartego na wielu dziedzinach wykształcenia.


Nie chcę, aby ten tekst był kolejnym gorzkim manifestem, bo takich „Gazeta Wyborcza” wydrukowała już wystarczająco dużo. W ogóle nie lubię, gdy jest gorzko. Pisząc o nieobecnych dwudziestoparoletnich mam na myśli swoje pokolenie – trochę osamotnione, zostawione same sobie, lecz idealistycznie (może nieco naiwnie) wierzące w swoją szansę, którą życie zaraz zweryfikuje. Jeśli udało Ci się dobrnąć do końca tego tekstu, chcę, byś pamiętał, że nie można być bokserem i baletnicą jednocześnie, a nikt poza Tobą nie wie, w której roli lepiej się odnajdziesz.

Przeczytaj jeszcze

  • Tytuł zasugerował mi co innego, ale dobrze, że kliknęłam i przeczytałam coś jeszcze ciekawszego. Społeczeństwo czasami chce od jednej osoby rzeczy sprzecznych. Najbardziej jaskrawy przykład widziałam u ludzi próbujących być narodowcami: Polak kocha wolność, ale nie może pozwolić by w Polsce byli niezgadzający się z nim w poglądach.