Niebezpieczne bajki: naćpany pies i jego banda

grafika4

O bajkach niosących groźne dla dzieci przesłanie pisałam  już przy okazji diabelskiego kociaka. Okazuje się, że repertuar niebezpiecznych produkcji dla dzieci jest znacznie szerszy, a zło czyha na młodych odbiorców niemalże w każdej bajce. Tym razem wzięłam pod lupę serial animowany Scooby Doo produkowany już od ponad czterdziestu lat w Stanach Zjednoczonych.

Teorię o zagrożeniach płynących z oglądania przygód popularnego psiaka przeczytałam jakiś czas temu w prasie internetowej (ostatecznie nie jestem aż tak pomysłowa, by tworzyć podobne teorie w odniesieniu do bajek, przy których spędziłam dzieciństwo). Założenia tej tezy są oparte na charakterystyce członków Tajemniczej Spółki, którzy – z tego, co pamiętam – raczej zajmowali się rozwiązywaniem zagadek i ściganiem potworów, niż szerzeniem jakiejkolwiek propagandy. Prawda okazuje się inna…

Pierwszym sygnałem świadczącym o charakterze bajki jest jej nazwa: Scooby Doo. Jeśliby lekko przekształcić pierwszy jej człon, otrzymamy Dooby Doo, co jest slangowym określeniem marihuany. Przypadek? Nie sądzę, zwłaszcza, że piosenka tytułowa została wykonana przez duet Doobie Brothers (Bracia palacze?!)

Symptomy niebezpiecznej ideologii najdobitniej odzwierciedlają jednak postaci. Na przykład taki Shaggy (Kudłaty) jest odbiciem ruchu hippisowskiego lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Głosili oni wolną miłość, odrzucenie wszelkich zasad i wolny dostęp do narkotyków. Kudłaty i jego pies zdają się utożsamiać z ostatnim hasłem, gdyż zachowują się jak po upojeniu narkotykowym: są wiecznie głodni i zamiast szukać poszlak, które pomogą Tajemniczej Spółce rozwiązać zagadkę tajemniczego potwora, kierują się w stronę najbliższych jadłodajni.

Kolejne postaci: Daphne i Fred realizują z kolei inny postulat programowy hippisów: wolną miłość. Nie bez powodu przecież niemalże w każdym odcinku ulatniają się gdzieś wspólnie, opuszczając resztę grupy. Nie dowiadujemy się, gdzie byli, co robili i skąd wracają. Wiemy jedynie, że nie są w sformalizowanym związku małżeńskim, a więc symbolizować mogą ponadto rozwiązłość i nieczystość.

Na deser Velma – niedowidząca, lecz najbystrzejsza członkini grupy. Jej błyskotliwość wielokrotnie przyczyniała się do rozwikłania najtrudniejszych zagadek, a w efekcie do pokonania potwora. Przemyca ona jednak niejednoznaczne treści niebezpieczne dla młodych odbiorców. Jest całkowitym przeciwieństwem swojej koleżanki z ekipy przemieszczającej się Wehikułem Tajemnic. Nie przejawia ona żadnego zainteresowania płcią przeciwną, co może budzić skojarzenia z jej orientacją, a rola nieformalnej przewodniczki grupy może konotować z promowaniem feministycznego trybu życia.

W bajce nie brakuje duchów, pojawiają się także liczne elementy reprezentujące świat paranormalny. Każdy wampir, potwór lub inne groźne stworzenie na końcu okazuje się jedynie kłamcą. Wszystkie postaci wierzące w zjawy z innego świata robią to jedynie dla zysków, aby manipulować rozumami naiwnych ludzi. Warto tu zaznaczyć, że wierzącymi w zabobony, które można porównać do praktyk pogańskich, są osoby dorosłe. A dzieciaki – czyli członkowie Tajemniczej Spółki zjawiają się, by odkryć prawdę i ją ogłaszać. Czy nie jest to znajome w kontekście ataków na stary ład i porządek?

Scooby Doo, Kudłaty, Daphne, Fred i Velma dążąc do prawdy często posługują się techniką zadawania niewygodnych pytań. Świat przedstawiony dzieli się na poszukujących oraz na tych, którzy oszukują ich przekonując do wiary w fałszywe bóstwa. Rola dzieci ogranicza się tu do wyboru: czy uwierzą w zły świat proponowany przez czarne postaci bajki lub podążyć za Tajemniczą Spółką poprzez myślenie i zadawanie pytań – metody niezbyt preferowane w świecie dogmatów i prawd objawionych. Tutaj wiara w autorytety głoszące jakąś ideologię okazują się zwodnicze, bo ów autorytet nie ma czystych intencji.

Carl Sagan, twórca serialu Cosmos ogłosił, że powinna powstać wersja Scooby Doo dla dorosłych, której celem byłoby popularyzowanie nauki oraz jej pozytywnego wizerunku w społeczeństwie. Ostatecznie dorobek ludzi myślących nie jest niczym groźnym. Sama filozofia została już zbudowana u progu cywilizacji na zasadzie zwątpienia w kulcie umiłowania rozumu i mądrości. Było to w prawdzie myślenie opozycyjne wobec podstaw religii, która jest dogmatyczna, jednak kolejni wybitni myśliciele na przełomie wieków pokazywali, że religijność da się połączyć z racjonalnym podejściem do wszechrzeczy. Sam święty Augustyn, na wieki przed Kartezjuszem (Cogito ergo sum) miał powiedzieć Dubito ergo sum – wątpię więc jestem.

Mieszkam w Poznaniu, gdzie w jednym z zespołów szkół zakazano uczniom przynoszenia gadżetów (cytuję za oświadczeniem pani dyrektor: plecaki, piórniki, okładki zeszytów przedmiotowych, woreczki na kapcie itp.) z wizerunkiem bohaterów Monster High, Hello Kitty oraz Kucyków Pony. Pamiętam, że kiedyś oberwał również teletubiś Tinky Winky, Pikachu i inne postaci animowane. Dostrzeganie w postaciach z bajek szatańskich, lewackich i antychrześcijańskich pierwiastków stało się już czymś w rodzaju nurtu myślowego. Widzę w tym wszystkim lekką przesadę. Uważam, że dzieci – przejawiające niezwykłą jednolitość i prostotę myślenia – nie osadzają swoich ulubionych bajek w tak szerokich kontekstach, jakie proponują zaniepokojeni o losy najmłodszego pokolenia dorośli.

Przeczytaj jeszcze

  • Anonymous

    Szkoda że rodzice tego nie wiedzą,szkoda że niektórzy będą drwić.ŚWIETNY tekst.Wy dziennikarze dużo możecie,piszcie o tym wszędzie.Niech wrócą stare bajki,gdzie było jakieś mądre przesłanie.Proszę nie widzieć lekkiej przesady,bo dzieci teraz tego nie rozumieją,ale niektóre demoniczne bajki mają bardzo zły wpływ na psychikę dziecka.Dobrze by było aby do rodziców dotarł Pani tekst i oni decydowali co pokazać swoim dzieciom.

  • Dooby doo to slangowe określenie marihuaniny. Przypadek?

    • Jaki tam przypadek! Więcej, to jest spisek, żeby dzieci od najmłodszych lat interesowały się narkotykami! Kto by tam zwracał uwagę na jakiegoś psa i jego przygody, skoro najważniejsza rzecz przemycona została w tytule bajki? 😀

  • Tak mi się skojarzyło, więc pozwolę sobie przekleić:

    My job is so fucking unbelievable.

    I’ll try to sum it up by first telling you about the folks I work with:

    First, there is this supermodel wanna-be chick. Yeah, okay, she is
    pretty hot, but damn is she completely useless. The girl is constantly
    fixing her hair or putting on makeup. She is extremely self-centered and
    has never once considered the needs or wants of anyone but herself. She
    is as dumb as a box of rocks, and I still find it surprising that she
    has enough brain power to continue to breathe.

    The next chick is completely the opposite. She might even be one of
    the smartest people on the planet. Her career opportunities are endless,
    and yet she is here with us. She is a zero on a scale of 1 to 10. I’m
    not sure she even showers, much less shaves her „womanly” parts. I think
    she might be a lesbian, because every time we drive by the hardware
    store, she moans like a cat in heat.

    But the jewel of the crowd has got to be the fucking stoner. And this
    guy is more than just your average pothead. In fact, he is baked before
    he comes to work, during work, and I’m sure after work. He probably
    hasn’t been sober anytime in the last ten years, and he’s only 22. He
    dresses like a beatnik throwback from the 1960’s, and to make things
    worse, he brings his big fucking dog to work. Every fucking day I have
    to look at this huge Great Dane walk around half-stoned from the
    second-hand smoke. Hell, sometimes I even think it’s trying to talk with
    its constant bellowing. Also, both of them are constantly hungry,
    requiring multiple stops to McDonalds and Burger King, every single
    fucking day.

    Anyway, I drive these fucktards around in my van and we solve mysteries and shit.