Nasz naród jak lawa?

miesiecznica

Nie rozumiem Kryzysu Konstytucyjnego. Może dlatego, że nie mam wykształcenia prawniczego. Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Gdyby tworzący prawo sami je rozumieli, nie byłoby mowy o żadnym kryzysie.

Kiedy byłam na tyle młodsza, by uczyć się o władzy, a nie ją krytykować, wtłukiwano mi na lekcjach wiedzy o społeczeństwie, bym wiedziała, kim jest sołtys, kim wójt, a kim prezydent. Musiałam pamiętać, jakie są ich kompetencje, rozróżniać obszary, które wchodzą w zakres ich gospodarowania, takie tam. Flaki z olejem dla gimnazjalistki, która zamiast o polityce, wolałaby pojechać na klasową wycieczkę i zobaczyć Pałac Kultury. Ostatecznie kiedyś tam pojechałam i zobaczyłam budynek-ikonę, jednak nie wjechałam na ostatnie piętro. Źle się wówczas czułam, co w obliczu występującego sporadycznie lęku wysokości, mogło zakończyć się w sposób wiadomy. Haftowanie na ostatnim piętrze daru od Stalina byłoby nietaktowne i niekulturalne, a mówimy przecież o Pałacu Kultury! Nie zaspokoiłam więc gimnazjalnego pragnienia, za to dowiedziałam się z książek, że gdyby ktoś przyszedł na świat właśnie w tym budynku i chciałby każdy dzień swojego życia spędzać w osobnej komnacie, zajęłoby to mu dziewięć lat! To tylko trochę więcej niż sama wówczas miałam! Ostatecznie zakończyłam gimnazjum z oceną, według której miałam wiedzę na temat kompetencji włodarzy wsi, gmin oraz miast.

W liceum uczyłam się tych samych rzeczy, trochę z ciekawości, a trochę z przypływu ambicji, aby dobrze skończyć szkołę, oraz żeby moje świadectwo niczym laurka na Święto Babci dumnie opływało we wstęgę – w tym przypadku biało-czerwoną. W tych nieodległych czasach trwał spór o to, czy religia powinna wliczać się do średniej. Nawet nie pamiętam, czy była uwzględniana wtedy, kiedy kończyłam szkołę. Było natomiast pewne, że absolwent szkoły średniej powinien mieć przynajmniej elementarną wiedzę obywatelską, jakąś taką – rozumieją Państwo – świadomość tego, co się dzieje na świecie.

Tymczasem im starsza, tym głupsza jestem. Religia, która nie zawsze zasługiwała na rangę przedmiotu szkolnego, w przestrzeni publicznej funkcjonuje jako oręże. Starsza Pani podczas miesięcznicy smoleńskiej pod Pałacem Prezydenckim krzyczy do reportera krajowej telewizji: Pan nie ma prawa tu stać! W taki dzień! W taką uroczystość! Mężczyzna zostaje wypchnięty z tłumu, a inna starsza Pani dodaje: Oni chcą, żeby się teraz kłócić, idźcie stąd! W tle powiewają biało-czerwone flagi, ktoś trzyma drewniany krzyż z Jezusem. Oglądam to i nie dowierzam. Królowo Pokoju, Królowo Polski i Ty, Królowo Smoleńska – módlcie się za nami.

Na innym kanale poseł wykrzykuje do Wysokiej Izby: – Łamiecie wszystkie świętości, łącznie z Konstytucją! Myślę sobie – o nie, nie ja się ogłupić nie dam! Bez względu na to, czy religię mi do średniej wliczano, czy też nie, nauczono mnie, że święta była tylko Biblia, a żeby panował względny porządek, należy oddać cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie. Zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa w najlepsze, bo ustawa zasadnicza jest łamana, a państwo polskie niszczone. Póki co – jak sama obserwuję – niszczony jest tylko krajobraz i to mój ulubiony – drzewa z Parku Sołackiego wycinają, niekonstytucyjni uzurpatorzy! Lewacy! Konserwy! Żydzi! Komuniści!

Kiedy oglądam taką Polskę, mam wielką ochotę cofnąć czas. Wrócić do gimnazjum, pojechać na szkolną wycieczkę, by wjechać na ostatnie piętro Pałacu Kultury i bezwstydnie oddać się haftowaniu. Powinnam się wstydzić? Niechybnie. Jednak gdzie jest wstyd wśród polityków wymachujących Konstytucją jak kurtyzana torebką? Wieszcz narodowy pisał, że nasz naród jest jak lawa, z wierzchu twarda i sucha, jednak jeśli się na tę powierzchnię napluje, to się ona roztopi, a ze środka wydobędzie się ogień – społeczeństwo silnie miłujące ojczyznę, jak podaje klucz interpretacyjny na lekcjach języka polskiego. Przepraszam, Panie Mickiewicz. Nasz naród nie jest jak lawa. Nasz naród jest i ma prawo być jak wymociny podchodzące do gardła, kiedy się na to wszystko patrzy. Jest mi przykro.

Przeczytaj jeszcze