Napici w butelkę. Piją, nagrywają i wyzywają.

Być może zauważyliście, że ostatnimi czasy poświęciłam trochę uwagi dziwnym trendom pojawiającym się na portalach społecznościowych. Były żyrafy na zdjęciach profilowych, fala spotterów, konkursy z iPhone’ami i wiele innych akcji, które wciągały wielkie rzesze użytkowników. Teraz nastała kolejna zaskakująca moda. Facebookowicze wyzywają się na pojedynki w piciu piwa. Mechanizm jest prosty: otrzymujesz nominację, pijesz duszkiem całe piwo i typujesz trzy kolejne osoby, które muszą zrobić to samo. 

Chętnie poznałabym człowieka, od którego zaczął się ten idiotyczny alkoholowy łańcuszek i dałabym mu dożywotniego bana na korzystanie z serwisów społecznościowych. Moda na picie piwa do kamery przybyła do nas z Kanady, choć tam zabawa ma jeszcze ostrzejszą wersję. Wyzwanie polega bowiem na wchodzeniu do lodowatej wody, robienia aniołków na śniegu i innych podobnych polegających na zmierzeniu się z zimnem i lodem – najlepiej prawie nago, co by chłód był bardziej odczuwalny.
Dopiero po wykonanym zadaniu można się nagrodzić i rozgrzać szybko spożywając piwo. Wobec kanadyjskiej odsłony, która wymaga większej ambicji i tak zwanych „jaj”, polskie moczenie pyska, brody i nierzadko klatki piersiowej wydaje się dość suchym żartem. Oglądanie spienionego piwa haustem wlewanego do ust, a w efekcie ściekającego także po reszcie ciała, jest średnią przyjemnością. Oczywiście, jeśli nie chcę, nie muszę oglądać, ale chyba trochę za późno doszłam do takiego wniosku i paru „odważnych” już obejrzałam.
Co gorsza, dostałam jedno zaproszenie zachęcające do tego przedziwnego procederu. Może brak mi charyzmy i jestem tchórzem, ale mówię wprost – z frajerami nie piję. Picie piwa jest dla mnie czynnością związaną z życiem towarzyskim. Lubię wypić browarka, czasem trzy, w towarzystwie przyjaciół lub dawno niewidzianych znajomych. Doceniam ilość tematów pojawiających się przy kuflu dobrze schłodzonego napoju, dygresyjność, wielowątkowość i humor, które towarzyszą tego typu spotkaniom. Oczywiście, dobre piwo, to piwo przy dobrej muzyce. Dlatego wolę włączyć sobie nastrojową muzykę, ewentualnie raczyć się tą grającą w pubie (a nie ukrywam, że w wyborze miejsca „na mieście” jednym z kryteriów jest grana muzyka). Dużo lepiej pije się przy akompaniamencie dopasowanej do rodzaju spotkania muzyki, niż przy wtórze rżenia i parskających śmiechem znajomych, którzy robią za tło przy piwnym wyzywaniu. Ostatecznie: nie jestem aż tak samotna, by pić do kamery.
Jeśli jestem Twoją znajomą na Facebooku i pragniesz zachować ze mną dobre stosunki: nie wyzywaj mnie do picia przed kamerą, a raczej zaproś na piwo. Pite razem smakuje o wiele lepiej, a presja picia z gwinta „na czas” słabo mnie bawi.

Przeczytaj jeszcze