Miodek zaatakował Kościół…

… oralnie! Taki komunikat nadała dziś rano jedna z ogólnopolskich rozgłośni radiowych, zanim zdążyłam wyjść z łóżka. Szczypta perwersji to niestety jedyna przyprawa w serwowanej nam pożywce, lecz media desperacko doszukują się skandalu.

Kwestia dotyczy sympozjum „Kościół-Komunikacja-Wizerunek”, które odbyło się 27.04 na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Jeden z najwybitniejszych współczesnych językoznawców wyraził pogląd, jakoby styl kazań kaznodziejów był monotonny, zaś część z nich korzysta z gotowców propagując tani moralizm. Zarzuty badacza wzbudza także tematyka wystąpień księży skupiona wokół gender, antykoncepcji in vitro. Profesor Jan Miodek w swoim wykładzie zatytułowanym „Nie obmyślać kazań przy goleniu” apelował, aby duchowni zostawili coś sumieniu katolika i katoliczki.

Chciałbym, by w sferze treści wygłaszający kazanie dawał mi wiarę w drugiego człowieka, ufność wobec drugiego człowieka i chrześcijańską nadzieję – powiedział profesor Miodek.

Prelegent wyraził także swoje zastrzeżenia wobec poprawności językowej księży. W polilogowej sytuacji komunikacyjnej sprawa retoryki jest niezwykle ważna. Zwracali na nią uwagę już Cyceron czy Erazm z Rotterdamu. Nie powinno ulegać najmniejszej wątpliwości to, że księża będący nadawcami „bez odbioru” podczas kazania, powinni ze wzmożoną uwagą przystępować do procesu redakcji wystąpień. Wygłoszone podczas sympozjum przemówienie profesora Jana Miodka nie jest wobec tego w najmniejszym stopniu rewolucyjne, a już na pewno nie obrazoburcze. Skąd więc przeświadczenie o ataku na Kościół? Jaki jest sens organizowania podobnych konferencji, skoro gdy tylko pojawi się głos krytyczny, zostaje sprowadzony do miana agresywnej ofensywy?

Nie ma nic gorszego niż chaotycznie lub niepoprawnie nadany komunikat. Jako filolog, a przy okazji korektor, reprezentuję jedno z najperfidniejszych schorzeń zawodowych polegających na wnikliwym tropieniu wypowiedzi interlokutorów w celu wyłapania najmniejszych błędów językowych. Odkąd zaczęłam obrywać za to po łbie, nieco się powstrzymuje, jednak uważam, że sposób wypowiedzi oraz metody doboru środków językowych są jednym z podstawowych czynników wpływających na ocenę człowieka. W sytuacji oficjalnej, a przecież niedzielne kazanie wpisuje się w ramy tej konwencji, ważne jest zatem nie tylko to, co się mówi, ale przede wszystkim, jak. W przekonaniu tym tkwi nie tylko troska o prawidłową konstrukcję zdań, ale także sam proces ich wygłaszania z uwzględnieniem wszelkich aspektów artykulacyjnych i fonicznych. Stąd też trudno nie zgodzić się profesorem Miodkiem, który nakreślił kontury niezwykle ważnego problemu Kościoła. Kiedy bowiem kulminacyjny moment spotkania z wiernymi – a kazanie może za takowy uchodzić – jest wygłoszony niedbale, z pominięciem istotnych kwestii komunikacyjnych, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego waga zostaje zredukowana wyłącznie do cotygodniowego rytuału, który realizuje się w ramach praktyk religijnych. Nie wnosi on jednak wiele do życia wiernych, jeśli – a na taki wariant profesor Miodek również zwrócił uwagę – jest czytany z kartki.

Skandalu nie będzie, choć prezenterzy radiowi z porannej audycji wróżyli, że dojdzie do konfrontacji między profesorem a księdzem Dariuszem Oko. Być może ta zapowiedź się ziści, jeśli media dalej będą na siłę rozdmuchiwać problem i w końcu panowie znajdą się w studiu Tomasza Lisa albo Moniki Olejnik. Byłoby to jednak w moim mniemaniu spotkanie wyjątkowo zbędne i niekorzystne nie tylko dla wizerunku Kościoła, co również dla Państwowej Akademii Nauk, którą profesor Miodek reprezentuje. Mam tu na myśli wyłącznie sam format tego typu programów, które – a widać to gołym okiem – nie są nastawione na merytoryczną dyskusję, a raczej na niesymetryczność doboru gości, co zaś sprawia, że niemalże każda emisja kończy się słowną przepychanką lub kłótnią.

A skoro mowa o wizerunku – przecież sympozjum poświęcone było właśnie temu zagadnieniu. Jego organizatorzy powinni przewidzieć skutki debaty. Trudno jednak stwierdzić, czy Kościół obraził się na profesora Jana Miodka, bo nie sposób określić, czym jest w tym kontekście Kościół. Jego struktura jest bowiem skomplikowana i przewiduje udział zbyt wielu osób zaczynając od najwyższej hierarchii poprzez wszystkie jej szczeble, aż do „szarych, zwykłych wiernych”. Obraziły się natomiast – lub przynajmniej udają obrażone – niektóre media, z akcentem na te katolickie. A może to tylko próba poszukiwania taniej sensacji?

Tymczasem należy sobie jednak uczciwie powiedzieć, że dbałość o etykietę językową nikomu nie wyszła na złe. Nie trzeba od razu popadać ze skrajności w skrajność i z nadmierną starannością wypowiadać każdą nosową samogłoskę czyniąc z procesu mowy ŚwiĘto dziĘkczynienia (tak, pozdrawiam Cię ciepło). Uwagi i sugestie profesora należałoby jednak przyjąć nie tyle z pokorą, co z przymrużeniem oka, bo taki był też charakter jego wystąpienia. Kto bowiem ma prawo ujmować rangi rytuałowi golenia? Nikt nie jest w stanie zbadać, ile pomysłów może wpaść do głowy w trakcie wykonywania czynności porannych. Pomysł na niniejszy artykuł przyszedł mi do głowy, kiedy myłam zęby. Dlatego wierzę w dobre kazanie, które powstanie w myślach duchownego podczas regulacji zarostu.

Przeczytaj jeszcze