Miłość to wybór drogi miłości

… i wierność wyborowi – pisał święty Augustyn. Jan Paweł II natomiast powiedział kiedyś: „Nie żyje się, nie kocha i nie umiera na próbę”. Dwa cytaty wybitnych kanonizowanych przychodzą mi do głowy, gdy myślę o księdzu Krzysztofie Charamsie, który niedawno ujawnił się w Kościele jako homoseksualny duchowny.

Informacja o coming-oucie księdza wstrząsneła światem mediów. Ksiądz Krzysztof Charamsa pracujący w watykańskiej Kongregacji Nauki i Wiary przyznał się do swojej orientacji oraz życia w związku ze swoim partnerem. Dość wspomnieć, że informacja wypłynęła równolegle z Synodem poświęconym rodzinie.

Sytuacja budzi wiele sprzecznych refleksji. Zależnie od środowiska duchowny jest stawiany jako wzór sprzeciwiający się hipokryzji oraz przypadek potwierdzający niefortunność celibatu, zaś gdzie indziej społeczeństwo doszukuje się w nim zapowiedzi czasów ostatecznych i upadku Kościoła. Insynuowanie „podwójnego” życia księży nie jest żadną nowością, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę skalę doniesień o kochankach, narzeczonych oraz rodzinach zakładanych przez księży żyjących w ukryciu. Ksiądz-gej, który nazywa swojego partnera narzeczonym, to jednak grubszy kaliber, można by rzec – ewenement.

Nie jest to jednak twierdzenie komplementujące. W mojej opinii wybór drogi życiowej – zakładający celibat jako formę życia – wiąże się z pewnymi ograniczeniami, które duchowny przyjmuje składając śluby. Ksiądz Charamsa wybrał życie „na pół” – w jednej połowie poświęcił się wiernym i Bogu, w drugiej zaś człowiekowi, któremu zadeklarował uczucia. Nie jest przesadą porównanie takiej sytuacji do zdrady – nauczając członków Kościoła o czystości i wierności Charamsa zdradzał swojego życiowego partnera, zaś ofiarując mu swoje życie, przejawiał niewierność wobec słuchających go wierzących.

Podwójne życie duchownego, którego „kariera” w Watykanie układała się brawurowo, to przyczynek do dyskusji na wiele ważnych tematów. Dla mnie jest to przede wszystkim powód do przemyśleń o wyborze drogi życiowej. Ślub – oznaczający wybór stanu konsekrowanego lub związania z drugim człowiekiem – to poświęcenie i deklaracja, podobnie, jak określić można poprzedzajacy je związek, narzeczeństwo oraz – w przypadku księży – przygotowanie do kapłaństwa w Seminarium. Każde wyznanie miłosne oraz poświadczające je czyny – zarówno wobec drugiego człowieka, jak i Boga (w którym zgodnie z Nauczaniem odnaleźć możemy odbicie miłości ludzkiej i vice versa) to obietnica oraz wzięcie odpowiedzialności za uczucia wzbudzane w partnerze. Szczerze dziwię się Eduardo, że postanowił wejść w taką relację. Relację na pół.

Życie to nie je bajka – to je bitwa – przechodzi mi przez głowę, gdy myślę o wyborach. Nie jest zbrodnią wybrać źle. Zbrodnią jest połowiczne poświęcenie doprowadzające do krzywdy. Obieranie księdza Charamsy jako wzór jest przejawem krótkowzroczności, choć – istotnie – zwraca uwagę na problem celibatu jako wytworu, który zaistniał w Kościele z biegiem czasu, niebędący wymogiem stawianym duchownym u zarania dziejów wspólnoty. Komentatorzy prognozują falę kolejnych „wyjść z szafy” księży pozostających w związkach, niezależnie od płci partnerów, z którymi żyją. Póki co, nic takiego się nie dzieje, a przypadek pochodzącego z Pomorza kapłana to taki trochę kamień rzucony w wodę zmąconą przez problemy rzekomo ukrywanej pedofilii w Kościele, majątkach podlegających pod parafie czy kwestię braku jednogłośności wobec udzielania Komunii rozwodnikom będących w nowych związkach.

Ostatnią z przychodzących mi do głowy refleksją jest kwestia odwagi. Nie można jej odmówić Charamsie. Duchowny sam przyznaje jednak, że comig-out nie był jeszcze przez niego planowany. Pozostaje więc twierdzić, że działał pod wpływem impulsu. To zaś nigdy nie świadczy o odwadze, raczej o chwiejności. Ty jesteś Piotr-Opoka powiedział Jezus Chrystus do apostoła dając życie wspólnocie kościelnej. Osoby żyjące „na pół” do stabilnych fundamentów z pewnością nie należą.

Przeczytaj jeszcze