Milcz, Kobieto! Mówi Pan.

Długo nie chciałam włączać się do dyskusji na temat ustawy antyaborcyjnej. Skoro jeszcze nie planuję ciąży, to nie planuję również aborcji, logiczne. Stwierdziłam jednak, że wobec ostatnich wydarzeń powinnam zabrać głos i jest to głos sprzeciwu wobec odbierania człowiekowi możliwości wyboru.

Nie jestem zwolenniczką aborcji. Nie chcę myśleć, co dzieje się w głowie dziewczyny, która decyduje się na taki krok. Nie chciałabym czuć jej przerażenia, niepewności, a jeśli ciąża rozwinęła się w wyniku gwałtu, nie chciałabym czuć jej wstydu i poniżenia. Nie jestem zwolenniczką aborcji. Jestem przeciwniczką odbierania kobietom prawa do decydowania o przebiegu swojego życia.

Może są to tezy przeciwstawne i wisi nad nimi paradoks. Wychodzę jednak z prostego założenia: sprzeciwiasz się aborcji? To jej nie dokonuj. Kiedy Anna Zawadzka z grupą feministek ostentacyjnie opuszczała kościół świętej Anny w Warszawie, po cichu przeczuwałam, że jest to ustawka. Przez chwilę wierzyłam jednak, że sytuacja stanie się przyczynkiem do wyważonej dyskusji na ten delikatny temat, szczególnie, że Zawadzką zaproszono do studia TVN-u, gdzie miała rozmawiać z księdzem Sową. Podczas emisji programu aktywistka zupełnie skompromitowała sprawę i program został przerwany przez prowadzącego. Co prawda bohaterka zamieszania tłumaczyła się w mediach społecznościowych ze swojej postawy i bardzo jej żałowała, jednak polski feminizm – znowu! – został wyśmiany w opinii publicznej.

Mnie feminizm nie bawi i nie boję się go. Uważam, że jest potrzebny, szczególnie, że państwo coraz odważniej wkracza w sfery intymne Polek. Do tego celu posługuje się Kościołem, zresztą mariaż tronu z ołtarzem stał się znakiem rozpoznawczym obecnej kadencji. Jasna sprawa, że Episkopat musi opowiadać się za ochroną życia, bo wynika to z nauki Kościoła. Interdyscyplinarne dyskusje o tym, gdzie zaczyna się życie, dawno straciły sens, bo bioetyka zawsze będzie toczyła spór z teologią. Odkąd w XVII wieku upowszechnił się kartezjański podział na duszę i ciało, a racjonalizm rozpoczął batalię z tradycyjnym – romantycznym postrzeganiem jednostki, rzeczywistość wyrwała się z ram jednoznaczności.

Znam raport Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na temat wysokości pensji dla kobiet i mężczyzn pozostających na tych samych stanowiskach w tej samej branży. Kobiety zarabiają mniej, co jeszcze jestem w stanie przeboleć. Nie przeboleję natomiast faktu, że struktury patriarchalne decydują o sprawach intymnych. W latach 60. XX wieku feministki skandowały: „Prywatne jest polityczne!”. Chciały zwrócić uwagę na problem domowej przemocy, która z uwagi na fakt, że jest „prywatna”, nie była uznawana za przestępstwo, podlejące karze, tylko za dopust boży, element uprawomocnionej tradycji rodzinnej („jak się żony nie bije, to jej wątroba gnije”). Dzisiaj przemoc wychodzi z domów na arenę polityczną i ma charakter symboliczny. Ustawa Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji” zawierała również zapis o otwieraniu postępowania prawnego wobec kobiet w przypadku poronienia, co sprawiło, że nawet biskupi nabrali rezerwy do poparcia udzielanego partii Jarosława Kaczyńskiego.

Danuta Wałęsa powiedziała: Apeluję panie prezesie, niech się pan opamięta, nie ma pan dzieci, nie ma pan żony. Co pan wie o życiu pszczół, jak pan w ulu nie mieszka. Ja nie rozumiem, chce pan mieć władzę absolutną w każdej dziedzinie, a to jest nienormalne. Te ostre słowa skierowane były do prezesa Prawa i Sprawiedliwości. List otwarty w sprawie nie zaostrzania prawa aborcyjnego podpisany został przez byłe Pierwsze Damy – Danutę Wałęsę, Jolantę Kwaśniewską i Annę Komorowską. Można tylko gdybać, na ile jest to wyraz ogólnej dezaprobaty wobec działań PiSu, a na ile faktyczna troska o prawa kobiet. Był to jednak głos potrzebny.

Bardzo źle, że ważne w cyklu życiowym kobiety wydarzenia przestały nosić wymiar przeżycia osobistego, gdyż zostały upolitycznione, przez co narzucono na nie określony i zaprogramowany „legat kulturowy”. Kobieta to nie inkubator i kroplówka powołująca do życia i wykarmiająca przyszłe pokolenia. Do życie, które również musi podlegać ochronie. Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych, całkowity zakaz aborcji (mam tu na myśli sytuację zagrożenia życia) nie są działaniami świadczącymi o trosce o to zdrowie.

A na koniec słowa pewnego księdza rzymskokatolickiego: „Matka, która rodzi dziecko z narażeniem własnego życia podejmuje się aktu heroicznego” Znamy przykłady kobiet wyniesionych na ołtarze, które zdecydowały się urodzić i straciły życie. Nacisk na prawo w tej materii sprawia, że kobietom odbiera się prawo do czynów heroicznych, bo cnota zostaje upowszechniona. Czyn chwalebny wchodzi w wymiar obowiązku, nakazu, a ten zawsze mniej znaczy niż świadome poświęcenie.


*Tekst powstał w ramach akcji #pospoliteruszenieblogerek

Przeczytaj jeszcze

  • przepisowa mama

    A mi dodatkowo majaczy tutaj chęć posiadania przez hierarchów Kościoła i część mężczyzn zasiadających w poselskich ławach tzw. „pater familias” – władzy nad życiem i śmiercią. Życiem i śmiercią zarówno dzieci, jak i kobiet.
    To już nawet nie byłby powrót do czasów Inkwizycji, tylko do starożytności 🙁

    • Zabawa w Pana Boga, jak się patrzy, ma Pani rację.

      • przepisowa mama

        Silna władza zawsze kusi, władza równa boskiej tym bardziej.

  • W tym tekście niepotrzebnie oskarżasz o sprawę Kaczyńskiego i PiS – to nie jest ich projekt, tylko obywatelska inicjatywa ustawodawcza. PiS zaś obiecało, że nie będzie zbyt łatwo odrzucać projektów obywatelskich (po tym jak PO odrzuciło sensowne obywatelskie inicjatywy), ale nie obiecało wcale, że wszystkie przyjmie.
    Ciekawi mnie zresztą, kto takie rzeczy podpisuje. Na ostatniej lekcji etyki doszliśmy do wniosku, że podpisują się stare kobiety, które za młodu mogły mieć aborcję bo był komunizm, a teraz w żadną ciążę nie zajdą, oraz mężczyźni.