Mieszkaniowe pułpaki

Fot. www.strefa.co.uk
Ostatnio pod presją pewnych wydarzeń związanych z najmem (nie jestem jeszcze świtą polskiej blogosfery, nie zarabiam na reklamach, a więc nie stać mnie na wynajem całego mieszkania, stąd zawsze szukam lokalu, który przyjdzie mi współdzielić z innymi ludźmi) postanowiłam zrobić mały wywiad środowiskowy wśród znajomych oraz odwiedzających fanpage na Facebooku. 

Specjalnie dla Was powstał ranking TOP10 kryteriów, na które powinniście uważać szukając „schronu” na czas akademickich zmagań ze szkolnictwem wyższym lub po prostu na czas wchodzenia w dorosłość i usamodzielniania się. Powstał on w oparciu o opinie Internautów oraz moje trzyletnie doświadczenie w poszukiwaniach pokoju. Zbliża się nowy rok, być może ktoś z Was szuka czegoś nowego, a więc…

10. Wynajmujący żul, alkoholik i pijak. Przestroga być może banalna, jednak na takich osobników trzeba uważać. Właściciel-żul może okazać się socjopatą, który za jeden dzień zwłoki przy zapłacie czynszu może rozbić Ci butelkę na głowie. W najłagodniejszej okoliczności może wydzwaniać do Ciebie po nocach bełkocząc o dwa złote z prośbą o dostawę do domu. Nie polecam szczególnie pierwszorocznym, którzy dopiero co opuścili rodzinne pielesze i nie przywykli do warunków ekstremalnych.

9. Grubość ścian w mieszkaniu. Może nikt nie zwraca na to uwagi oglądając przyszłe mieszkanie, jednak bardzo uczulam, że będzie to kluczowy aspekt związany z funkcjonowaniem podczas roku akademickiego. Twoim współlokatorem może być każdy: wierny kibic lokalnego klubu piłkarskiego, wzięty muzyk z metalowego bandu, alkoholik urządzający codzienne libacje z innymi alkoholikami, półgłuchy słuchacz lekcji języka japońskiego lub w NAJGORSZYM wypadku para zakochanych głośno celebrująca swoje życie seksualne. Jeśli podczas prezentacji nowego mieszkania jesteś w stanie usłyszeć, co dzieje się w sąsiednim pokoju, wiedz, że coś się dzieje. Nie idź tą drogą – szukaj czegoś innego.
8. Stan mieszkania. Jeśli jedynym mankamentem nowego mieszkania jest rysa na szybce kuchenki mikrofalowej albo niestabilna wylewka do baterii w łazience – niewielka to szkoda. Mikrofalówka nie pełni funkcji estetycznych, ma spełniać funkcje rozmrażania/podgrzewania żywności, a niesforną wylewkę w każdej chwili można wymienić, nie są to wielkie pieniądze. Jeśli jednak wchodzisz do mieszkania i czujesz zapach bliżej nieokreślonego obiektu w stanie rozkładu, ze ścian odpada tynk, a podłoga boleśnie jęczy, gdy stawiasz na niej pierwszy krok – nie wchodź dalej. W toalecie może być jeszcze gorzej…
7. Owady i zwierzęta. Oglądasz mieszkanie, a przed nosem przelatuje Ci kolejna muszka?  W rogu widzisz rój mrówek, a po ścianie mknie karaluch? Lepiej już nie będzie, chyba, że studiujesz mikrobiologię i interesuje Cię powstawanie nowych kolonii. Wówczas możesz zaopatrzyć się w garść środków owadobójczych i spróbować powalczyć z cholerstwem. Jeśli jednak jesteś wrażliwym humanistą i do twórczego rozwoju potrzebujesz sterylnych warunków – zginiesz tam. Przechodząc kilka stopni wyżej w systematyce organizmów żywych, warto, abyś zwrócił też uwagę na inne zwierzęta, które będą z Tobą mieszkać. Jeśli nie znosisz psów a po mieszkaniu biega szczekający york, pewnie dostaniesz szału, gdy kiedyś zacznie dobijać się do Twoich drzwi. Jeśli masz alergię, a sąsiadka z pokoju obok ma kota, również nie polecam. Przede wszystkim ostrzegam jednak przed fetorem nieregularnie wymienianej kuwety stojącej w korytarzu.
6. Pani, ja to wymienię, majstra zawołam. Zdarza się, że podczas eksploatacji sprzętów AGD przez obecnych współlokatorów, kilka z nich zwyczajnie wysługuje się, inne zaś padają ofiarą zdewastowania. Jeśli widzisz, że umywalka w łazience jest pęknięta, a obok stoi „nówka” czekająca na wymianę – licz się z tym, że może się ona nie doczekać. Ty również. Poparte własnym doświadczeniem. Świat jest mały: obecnie zamieszkujące w moim byłym mieszkaniu istoty donoszą, że umywalka dalej czeka.
5. Ten bałagan to tylko dziś, zawsze jest tu czysto. Przepraszam za wyrażenie – gówno prawda. Jeśli kuchnia wita Cię stertą butelek po piwie, w łazience jest brudno, a w korytarzu unosi się kurz – prawdopodobnie tak zostanie. Chyba, że masz stalowe nerwy, miłujesz porządek i sam zaprowadzisz własny! 
4. Obecność właściciela w mieszkaniu. Może się wydarzyć, że właściciel mieszka piętro wyżej lub w pobliżu. Czasem jest to bardzo komfortowa sytuacja, bo o wszelkich usterkach w mieszkaniu możesz informować pukając do jego drzwi. Gorzej jednak, jeśli zacznie nachodzić Cię kilka razy w tygodniu. Wyczytałam kiedyś, że wynajmujący nie ma prawa otwierać drzwi własnym kluczem, podczas, gdy oddaje lokal w najem (no chyba, że istnieje uzasadniona potrzeba, na przykład, gdy zauważy z Twojego okna unoszące się kłęby dymu zwiastujące pożar…) Jeśli właściciel posiada komplet kluczy „zapasowych” – uważaj, bo prawdopodobnie idąc w szlafroczku do łazienki sobotnim porankiem spotkasz obcych facetów przeszukujących magazyn, który, jak się okazało, jest za kuchnią. Słyszałam zdumiewające historie o właścicielach wpadających pod Twoją nieobecność. Odwiedzają wówczas nie tylko mieszkanie, ale także Twój zamknięty na cztery spusty pokój. Spodziewaj się wówczas poprzestawianych rzeczy, także tych osobistych. Hitem jest jednak pani, która pod nieobecność lokatorów regularnie odsypywała sobie proszek do prania, odlewała płyn do mycia naczyń oraz inne środki czystości.
3. Umowa. Element bardzo ważny. Jak powszechnie wiadomo, niewielu z nas czyta umowy, regulaminy i inne mądrości prawne. Przestrzegam jednak, że w przypadku podpisywania umowy KONIECZNIE trzeba ją przeczytać, najlepiej na głos i to pięć razy. Zwracaj szczególną uwagę na kwestie dotyczące kaucji – czy będzie ona zwrotna, jakie są warunki domagania się o jej zwrot, jak dzielone są rachunki, jak wygląda kwestia opuszczenia lokalu, ile czasu wypowiedzenia Ci przysługuje… Słowem: wszystko, co związane jest z finansowymi i formalnymi aspektami najmu. Jeśli wynajmujesz mieszkanie bez umowy: robisz to na własną odpowiedzialność. Zdarza się, że właściciel nie zgłasza swojej nieruchomości, aby nie odprowadzać podatków. Oboje jesteście w podbramkowej sytuacji – właściciel musi się liczyć z tym, że w każdej chwili możesz zwiać (czasem ucieczka jest tak pilna, że nie dbasz nawet o zwrot kaucji), Tobie zaś grozi niekomfortowa sytuacja, gdy do drzwi zapuka policja (np. w wyniku intensywnej działalności towarzyskiej Twoich współlokatorów, o życie których zmartwili się sąsiedzi z dołu). Najlepiej dogadaj z właścicielem wersję, którą ogłosisz funkcjonariuszom, gdy zapytają: kim jesteś i co tu robisz.
2. Ogrzewanie gazowe i chłód w mieszkaniu. Ogrzewanie gazowe jest najczęściej spotykaną formą wprowadzania energii cieplnej w kamienicach i starych blokach. Nowsze konstrukcje przeważnie wyposażone są w ogrzewanie centralne. Cóż, kwestia sporna, bo grzejąc gazem w każdej chwili możesz „puścić” sobie ciepło i cieszyć się temperaturą umożliwiającą przetrwanie zimą. Mina z pewnością Ci jednak zrzednie, gdy przyjdą rachunki, zwłaszcza za okres, w którym mrozy były wysokie (czasem nawet 200 złotych za osobę!). Warto tutaj dogadać się ze współlokatorami: aby zakręcali grzejniki, gdy wychodzą oraz aby nie otwierali okien podczas pracy pieca, bo wówczas ciepło ulatnia się. Warto również zwrócić uwagę na stan junkersa – niektóre piece są stare i nie działają sprawnie, przez co wytwarzają energię wyższym kosztem.
1. Pralka. No to mamy number one! Dlaczego pralka? Jako kobieta zwracam szczególną uwagę na sprzęt, z którym będzie miała do czynienia moja odzież. Wiadomo, że przy właścicielu nie zrobisz „próby białej koszulki” Zygmunta Chajzera, jednak jej możliwości możesz określić już na pierwszy rzut oka. Zwróć uwagę na programator – czy umożliwia on pranie różnego rodzaju odzieży? Czy jest podział na wełnę, bawełnę i syntetyki? Jeśli ten podstawowy sprzęt AGD wzbudzi Twoje wątpliwości – nie podpisuj umowy i szukaj czegoś innego. Wiem, co mówię. Mam za sobą rok korzystania z… frani. Tak, w XXI wieku zaoferowano mi taką pralkę. Prawdopodobnie byłam nieprzytomna podpisując umowę albo zwyczajnie skusiła mnie niska cena najmu w wymarzonej okolicy. Stanowczo odradzam! W przeciwnym wypadku czeka Cię monotonne i długie wykonywanie jednego prania, mozolne wyciskanie wody, wykręcanie tkanin, długie suszenie i wątpliwa świeżość wypranych ubrań. Efektem ubocznym natomiast mogą być zniszczone bluzki (ani się waż „wrzucać” sweterków, bo możesz je potem wyrzucić), odbarwione bluzy, spodnie, które tajemniczo się zbiegły oraz wiecznie zabrudzone skarpetki – nawet najwyższa temperatura wody wlanej do franki nie jest w stanie sprawić, że białe nadal będzie białe. Nie wspomnę o pościeli, którą prać musiałam „za dwa piwa” u znajomych, bo jak niby zmieścić poszewkę do bębenka?  Mogę polecić jedynie fanatykom historycznym, którzy pragną poczuć smaczek lat siedemdziesiątych…
Frania kontra frania. Wyniki tej rywalizacji bywały różne…


Mam nadzieję, że ranking okazał się pomocny, oraz że dzięki niemu uda Ci się uniknąć wielu mieszkaniowych pułapek. Cześć!
Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze

  • Anonymous

    Żeby pralka była na pierwszym miejscu… Zwykłą używaną pralkę można pewnie i za 100zł kupić.