#MeToo: wszyscy jesteśmy molestowani

Od pewnego czasu na Facebooku trwa akcja #MeToo. Hashtag ten wpisują na swoim profilu osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej. Jako pierwsza podobny post opublikowała aktorka Alison Milano po tym, jak ujawniono, że jeden z najsłynniejszych producentów Hollywood, Harvey Weinstein, przez lata molestował seksualnie swoje współpracownice.

Akcja, która w Stanach Zjednoczonych skierowała światło dzienne na wiele ukrywanych dotąd skandali, nie ma sensu w Polsce. I nie będzie go miała w żadnym społeczeństwie, w którym winę za niepożądane zachowanie seksualne, ponosi ofiara. Nie w kraju, w którym każdą kobietę się troszeczkę gwałci, lub w którym czołowi politycy z nieskrywanym uradowaniem zastanawiają się, jak można zgwałcić prostytutkę. Nie w społeczeństwie, w którym:

W 2003 roku osiemnastoletnia wówczas Beata została zgwałcona przez policjantów w radiowozie w Tychach. Dziewczyna musiała długo leczyć się psychiatrycznie, by zwalczyć traumę.

W 2009 roku w Łodzi nie wykonano obdukcji w szpitalu położniczo-ginekologicznym 19-letniej Joannie, brutalnie zgwałconej. Dodatkowo lekarz zapytał jej, dlaczego się nie umyła, a policjanci nie zrobili nic, by namierzyć sprawcę, choć ofiara przekazała numer telefonu, za pośrednictwem którego sprawca kontaktował się z nią.

W 2014 roku w Będzinie policjant pod pozorem udzielenia pomocy Katarzynie niesłusznie skazanej za oszustwa internetowe, siłą doprowadził ją do obcowania płciowego.

14-latka z Gdańska popełniła samobójstwo po tym, jak koledzy z klasy rozebrali ją, a całe wydarzenie nagrali telefonem komórkowym.

Te przykłady można mnożyć. Z pewnością istnieje wiele dramatycznych historii, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, bo w Polsce uwagę kieruje się nie na to, by uczyć, że nie wolno krzywdzić. Więcej energii poświęca się na działania profilaktyczne: jak nie ubierać się na imprezę, z kim nie rozmawiać, jakich alkoholi nie łączyć, jakich substancji nie zażywać, w jakie miejsca nie chodzić, jakie odblaski zakładać na wieczorne bieganie, w jakich godzinach nie korzystać z publicznych toalet czy na który guzik zapinać koszulę. Wszystko po to, by nie kusić biednych, wygłodniałych mężczyzn, którym niemożność zapanowania nad popędem, odebrała siły umysłowe, przez co po prostu zgwałcili.

Od dziecka w kulturze uległości

Maja Staśko w swoim mocnym tekście (kliknij tutaj) zwraca uwagę na model dziewczeńskiej uległości, który wpaja się kobietom od dziecka. Pisze:

Małe dziewczynki żyją najnudniejszym życiem na świecie. „Bądź uprzejma” to ich refren, a one są uprzejme, więc gdy bardzo nie mają na coś ochoty, bardzo bardzo uprzejmie to robią. I tak codziennie.

Nie twierdzę, że przytaczana „uprzejmość” stanowi fundamentalną przyczynę gwałtów, jednak warto zwrócić uwagę na pewne mechanizmy, które dominują sposób myślenia o gwałcie. Droga od uprzejmości do wstydu jest bardzo krótka, a świadomość na temat zachowań seksualnych zatrważająco niska.

 – Podobasz mu się, podrywa cię.

Powtarzają koleżanki nieśmiałej studentce, kiedy poznany na imprezie kolega przekracza w tańcu granice intymności.

 – Wujek tak tylko żartuje.

Powtarzają rodzice, kiedy wujek bez zgody ładuje małą Anię na kolana i bez zażenowania dotyka jej bioder.

 – Koledzy interesują się koleżankami z klasy, to normalne.

Usłyszą rodzice czwartoklasistki na wywiadówce od wychowawcy.

Być może są to przykłady przerysowane, być może część autorek wpisu #MeeToo wspomina z pozoru trywialne sytuacje ze swojego dzieciństwa. Te niewinne zachowania konstytuują jednak sposób myślenia o gwałcie dając przyzwolenia na zachowania, na które dziewczynka nie ma ochoty. W zamian wmawia się jej, że to, co instynktownie uznaje za niewłaściwe, jest na porządku dziennym, a temu należy się usłużnie podporządkować.

Nie tylko dziewczynki

Chętnie przytaczana przeze mnie w ostatnim wpisie publicystka, Elżbieta Turlej, słusznie zwraca uwagę na fakt, że przemoc seksualna dotyczy nie tylko kobiet, bo doświadczają jej również mężczyźni. Zakorzeniony w publicznej świadomości stereotyp herosa zakazuje  mówić o sobie w kategoriach ofiary. Od traumy uciekają w nałogi lub – co często się zdarza – stają się katami i próbują zrekompensować otrzymane krzywdy, sami je zadając. Turlej podkreśla, że niepokojący jest podział na agresywnych mężczyzn i łagodne kobiety, który towarzyszy akcji #MeToo. Kolejny raz przedsięwzięcie, które miało łączyć (w tym przypadku solidaryzować molestowane kobiety) staje się źródłem podziałów.

Tymczasem przemoc nie ma płci, a gwałt zawsze będzie gwałtem, jeśli jedna ze stron nie ma ochoty na kontakt seksualny.

 

Przeczytaj jeszcze

  • gość

    Właśnie w trakcie czytania artykułu nasuwała mi się ciągle myśl, dlaczego piszesz tylko z jednej strony? Ostatni akapit dopiero uciszył mój zbulwersowany komentarz cisnący się na usta. W sumie nie wiem dlaczego faceci niby też nie mogli zacząć publikować postów #metoo, nie pamiętam, czy było to skierowane jednoznacznie do kobiet, czy to raczej kwestia zakorzenienia „jestem silnym mężczyzną”
    Osobiście nie wiedziałam jak się do akcji odnieść i w końcu nie wzięłam w niej udziału. Jednak jedną rzecz przy tym zauważyłam. Po pierwsze zaczeliśmy wśród znajomych poruszać temat molestowania, co wcześniej nie miało miejsca raczej. I co ważniejsze, wiele osób (zarówno kobiet jak i mężczyzn) bagatelizuje kwestie molestowania, nie zdają sobie sprawy z tego jakie czyny/słowa są już tak na prawdę molestowaniem. Tak to się jakoś w społeczeństwie wycisza temat, przyzwyczaja się do drobnych gestów i uważa za normalne…

    • Masz rację. Trochę trudno mi pisać z drugiej strony, ale staram się zrozumieć, że problem ma głębsze dno i byłoby dobrze, gdyby mężczyźni otwarcie mówili o swoich przykrych doświadczeniach. To nie jest proste.

      Pozdrawiam.