„Kobieta z brudzdą” opuściła Kościół. In vitro ciągle nie do przyjęcia.

agnieszka_ziolkowska_600_pap
Kiedy do dyskusji publicznej przedziera się temat in vitro, w kotle opinii wrze. Jedni uważają, że jest to cios wymierzony w ład Boży ustanowiony na tym świecie, dla innych zaś jest to złoty środek w walce z bezpłodnością lub jedyny sposób na wydanie na świat upragnionego potomstwa. Być może nawet nie zdajemy sobie sprawy, że wśród nas krążą osoby poczęte tą metodą. W Polsce na chwilę zrobiło się głośno na temat, gdyż do głosu doszła Agnieszka Ziółkowska – najstarsze dziecko w kraju urodzone metodą sztucznego zapłodnienia. Kobieta postanowiła dokonać aktu apostazji, czyli oficjalnie wystąpić z instytucji Kościoła.
Agnieszka Ziółkowska urodziła się w latach osiemdziesiątych. Wykonanie zabiegu było możliwe na Zachodzie. Decyzja o odejściu z Kościoła nie jest spontanicznym wybrykiem, a długo planowanym posunięciem.
Można jedynie gdybać, że decyzja ta ugruntowała się w Agnieszce po wypowiedzi księdza profesora Franciszka de Longchamps de Bérier, który uważa, że dzieci spłodzone tą metodą mają bruzdę dotykową na twarzy i są lekarze, którzy „na pierwszy rzut oka”, są w stanie określić, że dziecko nie zostało poczęte naturalną metodą, czyli w wyniku aktu płciowego pomiędzy kobietą i mężczyzną. Genetycy odpowiedzieli na to stwierdzenie odbierając mu wiarygodność, bowiem było ono pozbawione jakiegokolwiek naukowego podłoża.

 – My, dzieci z in vitro, nie jesteśmy dziećmi jakiegoś gorszego Boga, tylko tego samego, w którego wierzy ksiądz profesor – mówi Agnieszka, 26-letnia kobieta, która z powodzeniem korzysta z życia: cieszy się zdrowiem, studiuje i… nie posiada bruzdy.

W polskim rządzie zaistniała debata na temat in vitro. Temat ten pogrążył Jarosława Gowina i doprowadził do konfliktu światopoglądowego między nim a Donaldem Tuskiem. Ostatecznie Gowin utracił stanowisko ministra sprawiedliwości. W Rzymie, gdzie została poczęta Agnieszka Ziółkowska zabieg był całkowicie refundowany, jako że bezpłodność jest tam traktowana jak każda choroba. Mama Agnieszki wielokrotnie próbowała zostać mamą poprzez naturalne i planowane poczęcie, leczyła się, jednak za każdym razem kończyło się poronieniem.

Decyzję o odejściu z Kościoła Agnieszka ogłosiła 4 lipca w jednym z kościołów na poznańskim Grunwaldzie.

Przeczytaj jeszcze

  • Oby więcej takich osób. KK musi poczuć presję, że z naszą generacją nie można już na wszystko sobie pozwolić. Zarówno krytyczni wierni, jak i ateiści nie powinni obojętnie i bezczynnie pozostawać członkami KK. Bo co zmieni nowy papież, który jest w PR lepszy niż wszyscy jego poprzednicy razem wzięci, występujący jako skromny i wspaniałomyślny, jak jego owieczki biskupi swoje grube dupy w limuzynach wożą. A ten sam papież za kulisami tak naprawdę tylko kolejny szef firmy Watykan, dla którego małżeństwa homo są „wojną przeciw Bogu”, a in-vitro stawia na równi z eutanazją i aborcją.

    Nie chciałbym nigdy więcej należeć do tej organizacji, nawet jeśli byłbym osobą wierzącą.
    Miło wspominam jakież to było wspaniałe uczucie wolności po apostazji i ta świadomość, że obniżyłem statystyki KK o jednego „wiernego” 😉