Jehowcy, won za drzwi!

Jehowy

„Kocia wiara” chodzi po domach, wciska jakąś ciemnotę i ma czelność pytać, czy zastanawiałeś się kiedyś, skąd bierze się zło na świecie. Bo czy dobry Bóg pozwoliłby na wojny, głód i śmiertelne choroby? Czy w ogóle możliwe, że dobrym ludziom przydarzają się złe rzeczy? Bezczelni rozdają jeszcze jakieś darmowe broszurki, zapraszają do dyskusji i życzą miłego dnia! 

Tak mniej więcej brzmi typowy opis wizyty osób reprezentujących omawianą grupę. Ich misja ewangelizacyjna polega na tym, że chodzą od domu do domu, by promować Słowo Boże tak, jak nakazuje im religia. Ten rytuał wymaga wielkiej siły charakteru, bowiem potrzeba nie lada cierpliwości, by wysłuchiwać obelg i przekleństw rzucanych „na wejściu” przez stereotypowo gościnnych Polaków.

aligator
Jak widać, są nieszczęścia mniejsze i większe…

Od trzech lat mieszkam bardzo blisko Sali Królestwa Jehowy w Poznaniu. Jakiś czas temu doszło tam do ataku nożownika, który okaleczył młodą dziewczynę i mężczyzn udzielających jej pomocy. Nie znam motywów działania tego pana i też nie o tym chcę pisać. Konsekwencją mieszkania w bliskim sąsiedztwie miejsca spotkań modlitewnych świadków Jehowy są ich może nie tyle częste, co jednak zdarzające się sporadycznie wizyty w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu. Ta trzyletnia obserwacja pokazała mi, jak różne potrafią być reakcje na dwie osoby stojące ze „Strażnicą” w ręku. Sama otwieram rzadko, bo też rzadko się kogoś spodziewam ignorując po prostu dzwonek do drzwi.

Ostatnio oczekiwałam ważnej przesyłki oraz listonosza, który miał mi ją dostarczyć. Entuzjastycznie dobiegałam do drzwi po każdym dzwonku, jednak listonosze nieczęsto fatygują się, by pokonać tych kilka schodków i wolą zostawić awizo w skrzynce. W związku z tym raz otwierałam panu z gazowni, innym razem dostawcy pizzy, a jeszcze innym razem przyszło mi otworzyć drzwi świadkom Jehowy. To było na około miesiąc przed Wielkanocą. Dwie panie powiedziały mi, że mają dla mnie zaproszenie na bardzo ważne wydarzenie związane z kimś, kto – można powiedzieć – obchodzi urodziny dwa razy w roku, jednak drugie obchody są wyjątkowe, bo wiążą się z poprzedzającą je śmiercią. Zapytałam spokojnie, czy są świadkami Jehowy, na co odpowiedziały, że tak i pochwaliły moją bystrość. (Łał, dawno mnie nikt tak po główce nie głaskał!)

Powiedziałam kulturalnie, że jestem osobą wierzącą wyznania rzymskokatolickiego, bardzo szanuję ich misję, jednak nie interesują mnie żadne ekspansje interreligijne (naprawdę użyłam tego słowa i to chyba dwukrotnie, dopiero potem zdałam sobie sprawę, że właśnie utworzyłam bufoniaście brzmiący neologizm, a słowo „ekspansja” chyba jednak nie bardzo pasuje do kwestii wyznaniowych, ale co wolno filologowi, to nie Tobie… oceniać;) Dwie panie dopytywały mnie o to, czy mogą zostawić „pisemko” dla mnie, czy mam w domu Pismo święte i czy zaglądam do niego. Odparłam, że zdarzyło mi się kiedyś przeczytać ich pisemko, znacznie częściej zaś zaglądam do Pisma świętego i to w nim szukam odpowiedzi na zadawane przez nie pytania o sens egzystowania na kuli ziemskiej naszpikowanej do jądra wewnętrznego złem i cierpieniem. Ba, w tej krótkiej konwersacji zdążyłam nawet pochwalić się, że to Biblia jest tekstem, na którym niemalże w całości opieram swój licencjat.

Kwestię o inter ekspansji wygłosiłam raz jeszcze, podobnie jak wznowiłam swój hymn o szacunku do ich misji. Odparłam jednak, że nie mieszkam tu sama i w życiu codziennym towarzyszą mi osoby o znacznie mniejszych zasobach cierpliwości, które mogą okazać się zwyczajnie niemiłe przy następnej wizycie świadków Jehowy w tym domu. Zobaczyłam, że Pani ma ze sobą tabelkę z nazwami ulic dzielnicy, w której mieszkam. Zadeklarowała, że zapisze sobie, by tu więcej nie przychodzić. I chyba nawet to zrobiła, bo spisała nazwisko z tabliczki wiszącej na drzwiach mieszkania. Od tego momentu cisza, nikogo nie było.

Zastanawiam się, skąd tak wielka niechęć do tej grupy wyznaniowej. Z Ewangelii Mateusza pamiętam zdanie: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19). Ci ludzie właśnie to czynią. Może czasem zbyt nachalnie, może zbyt nieustępliwie, ale jednak wiernie Słowu, które wygłaszają po domach. Częstym argumentem na trzaśnięcie drzwiami przed nosem świadków jest: mleko mam na gazie, obiad robię, film oglądam. A może właśnie taka rozmowa jest momentem na pogłębienie swojej wiary i obronę własnych religijnych racji? Samo chodzenie do kościoła w niedzielę nie wystarczy, katolik ma obowiązek rozwijać swoją wiarę na wszelkich dostępnych płaszczyznach. Jest to nic innego, jak metoda, na której wzbogacają się native speakerzy: nauka obcego języka za pomocą swojego języka. Taka debata: o „obcej” wierze za pomocą swojej wiary również może przynieść profity.

Racjonalnym argumentem może być strach, że Jehowcy „przekabacą” nas na swoją stronę, jednak i ta koncepcja jest do obalenia. Skąd pomysł, że coś tak ważnego dla Ciebie, jak przeżywanie wiary, mogłoby dziać się bez Twojego udziału? Co z Twoją wiarą, skoro dopuszczasz myśl o porzuceniu jej pod wpływem niezobowiązującej rozmowy? Błędem naszego społeczeństwa jest prowadzenie bezsensownych krucjat i dostrzeganie na każdym kroku lobbowania: ekolobby, wegelobby, ziołolobby, homolobby, smoleńsklobby, jeholobby – przykłady same się mnożą. Dlaczego jednak którykolwiek z postulatów wymienianych grup miałby Ciebie dotyczyć i zmieniać Twój świat? Jeśli nie będę chciała segregować śmieci, nie będę tego robić, a hasła ekologów nie sprawią, że nagle „nawrócę się” na czystość (choć, istotnie, śmieci segreguję). Podobnie, jak hasła wegetarian nie sprawią, że zamiast mięsnych przysmaków z majowego grilla będę wcinać orzotto z pęczaku. Stałość przekonań i wierność im powinna być nadrzędną miarą wartości człowieka. Chyba, że ktoś od razu nastawi się na „nie” i nie chce nawet wysłuchać drugiej strony.

Tym razem sama nie wpuściłam świadków do domu, bo siedziałam nad książką do licencjatu, czekały na mnie także teksty do korekty z wydawnictwa oraz lista słówek na rosyjski. Pamiętam jednak rozmowę z przeszłości i absolutnie nic mi się nie stało. Lektura „Strażnicy” również nie sprawiła, że wskoczyłam do basenu tej grupy wyznawców przyjmując chrzest (swoją drogą, ktoś musiał wydać pieniądze i poświęcić czas, by publikacja została wydrukowana. Nie sugeruję żadnej odpowiedzi, ale czy przypadkiem w wielu parafiach nie trzeba płacić nawet za gazetkę z ogłoszeniami parafialnymi?) Prasa religijna również kosztuje, co uprzedzając ataki hejterów, rozumiem, bo wydawnictwa muszą jakoś funkcjonować, znam się na tym, ha! Tutaj otrzymujemy produkt non profit, co w moim skromnym mniemaniu jest przejawem bezinteresowności. „Strażnicę” przeczytałam za darmo, a więc nie wydałam pieniędzy na poznanie oferty, która – ostatecznie mnie nie zainteresowała.

Absolutnie odradzam stawiania sobie mnie za wzór, ale uczciwie doradzam: uczmy się życzliwości oraz kulturalnej asertywności. Świadkowie Jehowy nie pukają już do moich drzwi, a ja nie mam wyrzutów sumienia, że postąpiłam nie po bratersku rzucając obelgami w drugiego człowieka lub po prostu nie okazując mu życzliwości.

Przeczytaj jeszcze

  • emka

    Wysia, wiecej ludzi takich jak Ty a swiat bedzie lepszy. Uwielbiam Ciebie i Twoje poznanskie opowiesci i nie moge doczekac sie, az wydasz swoja ksiazke! Czytanie Ciebie przy porannej i wieczornej kawie to przyjemnosc!

    • Wieczorne picie kawy jest cokolwiek niezdrowe;>

      Żartuję. Bardzo mi miło i szczerze dziękuję za te słowa uznania. Muszę Cię zmartwić, ale jeszcze trochę poczekasz. Chyba, że za mój książkowy debiut uznamy wspominany w tym artykule licencjat, ale to jest nieatrakcyjne literacko. 🙂

      • emka

        Gdy Ty piszesz to moge czytac nawet Twoj licencjat! Guru!

  • wyzimir

    Świat dąży do tego, że jeśli przyznasz się do swojej wiary, to nie będziesz mógł pełnić żadnych funkcji publicznych, albo lewacy będą nawoływać do bojkotu twojego produktu.
    Mój znajomy został pobity i zwyzywany od faszystów dlatego, że szedł w koszulce z orłem na piersi, nie wiem co by z nim było, gdyby miał jakiś symbol religijny…

    • Koralina Gierszewska

      A co ma wiara wspólnego z ksozulką z orłem? Myślałam, że symbolem katolików jest ryba…

      • wyzimir

        nic, ale w dzisiejszych czasach wygodniej jest unikać przyznawania się do obydwu tych symboli. chyba, że nie przeszkadza ci miano faszysty.

      • Megaterium

        Jestem katolikiem i co piątek, zgodnie z wymogiem postu, nie jem ryb w każdej postaci.

  • Uważam, że czynnikiem, który wywołuje reakcje wśród Polskie społeczności na ich wizyty jak mniemam może być świadomość taka, że po prostu oni głoszą nie prawdę.

    Nie oceniam nikogo ani niczyjej religii ale Świadków Jehowa mogę porównać do Islamistów, są wyuczeni pewnej regułki i bezmyślnie chodzą i rozpowiadają (bo tak trzeba), na większość potencjalnych pytań mają odpowiedzi. To nie jest tak, że każdy kto należy do nich to może chodzić od razu po domach. Zanim „dostąpią” tego „zaszczytu” przechodzą bowiem specjalne szkolenie.

    Jestem osobiście bardzo wyczulony na takie pranie mózgu bo moim zdaniem chyba nie ma nic gorszego od człowieka, który bezmyślnie słucha się innych, nie interpretując nawet tego co rozpowiada.

  • Jakiś czas temu dostałem od nich napisaną odręcznie wiadomość – zaproszenie na wykład, wrzuciłem skan na bloga. Nie oceniam, nie potępiam; mówię im natomiast, że z zawodu jestem specjalistą od przetaczania krwi.

  • Megaterium

    Świadkowie Jehowi to nie forma religii, nawet sekty. To zorganizowana forma wymuszania transferów pieniężnych na konto w New York City. Zaczyna się niewinnie, później jest mus ewangelizacyjny i forma opodatkowania. Ktoś został zmuszomy do wyprodukowania tych broszurek. Zresztą Skarbnica to tylko kilka cytatów z Biblii i trochę textów o miłości i wsio. Więcej o Biblii można dowiedzieć się od, tak nielubianych, rabinów żydowskich. Oni tą Torę studiują całe życie. Zresztą Biblia to tylko kronika i zapis mitów ludów semito-huryckich z Palestyny z końca III tys.bc, II tys.bc i I tys.bc. Amurru z Ur i Harranu, Bit Jamini z rejonu Harranu oraz Hurytów z rejonu jez. Urmia. Plus mity Edomitów, Moabitów, Jebusytów i mieszkańców m.in.Ugarit. W niej też wzmianki genealogiczne z mitów asyryjskich i babilońskich, oraz jedyne informacje o Peleset z pn.Peloponezu żyjącego w rejonie Strefy Gazy i Beth Shean. Tzw. Ingerencje Stwórcy, oprócz Biblii, pojawiają się w każdej kronice pochodzącej z Antyku. Zapraszam do przeczytania Mahabharaty. Ciekawym tematem są Wimany i Indra „niszczyciel Grodów”, oraz Krishna „od rzezi niewiniątek”. Mahabharata i Biblia są tak cenne, gdyż inne źródła nie przetrwały misji cywilizacyjnej takich zboczonych tworów jak Rzym i Macedonia.

  • Vika

    To sekta …Ludzie w niej są tylko na pozór uprzejmi tak naprawdę to banda”chamów”, którzy nikogo nie uznają po za swoimi członkami..nawet rodzinne nie należącą do tej sekty traktują jak najgorsze zło…mówią, że i tak ten kto nie należy do ich organizacji to już „chodzący, żywy trup, który i tak już nie zostanie zbawiony”, również osoby, które im nie odpowiadają przyrównują między innymi do „świń”

  • waldekp8

    Witam! Męczę się już ponad 20 lat z żoną, która jest ŚJ. Przez wiele lat miałem myśli samobójcze ale czy to jest rozwiązanie! chyba tylko dla mnie! Obecnie żona korzysta z moich ciężko wypracowanych przez 30 lat dóbr (dom, emerytura, itd.) nadal pracuję!!?? Nawet dzisiaj gdy powiedziałem że jadę grać na sylwestra to oczywiście wielce się obraziła, i stwierdziła że jestem wielkim chytrusem!? To bardzo boli, bo człowiek poświęca własne zdrowie żeby zarobić parę groszy i żeby nam się żyło lepiej!? Nie rozumiem takich ludzi, którzy później jak żona bezczelnie korzystają z tego co własnymi rękami wypracowałem!!!!???????

  • Ten aligator 😀
    U mnie Świadkowie Jehowy jak jeszcze był blok nieogrodzony co jakiś czas rozwieszali ogłoszenia, gdzie przyjść na ich spotkanie. Nie przyszłam, ale muszę ich pochwalić – cywilizowanie, nienachalnie, dobrze zrobione.

    Sektami nazywamy niebezpieczne związki wyznaniowe, zaś działalność Świadków Jehowy jest legalna i nikogo nie krzywdzi, nie ma więc powodu ich obrażać tym określeniem, co widzę w komentarzach niżej.
    Są sekty, które porywały ludzi, zmuszały nawet mające mniej niż 15 lat dzieci do seksu lub prostytucji, uniemożliwiały dzieciom wyznawców chodzenie do szkoły. Jehowi są porządni i niegroźni.