„Jedzą, piją, lulki palą…

…tańce, hulanka, swawola!” Niestety, rynsztokowa wizja z „Pani Twardowskiej” Adama Mickiewicza odnajduje swoje przełożenie nie tylko w literaturze, ale także w rzeczywistości. Na co dzień może być to rzeczywistość osiedli, blokowisk czy bruku przed sklepem, o którym krąży legenda, że spożywanie przed nim alkoholu jest zabronione. Czasem jednak pijacka libacja przenosi się w miejsca, w których nigdy nie powinna zaistnieć, a wkraczając na salony powoduje powstawanie obrazoburczych wyobrażeń na temat duchownej warstwy społeczeństwa. Ostatnimi czasy czarne chmury zawisły nad Gdańskiem, gdzie powstaje lista przewinień arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, lokalnego metropolity, która wkrótce ma zostać wysłana do Watykanu.
O zepsuciu kleru mówi się nie od dziś. Jest to temat wielu rozpraw i debat. Reprezentatywnym dla tej niechlubnej kwestii przykładem może być kataloński ród Borgiów z przełomu XV i XVI wieku. Zajmowali oni najwyższe kościelne stanowiska. Byli wśród nich papieże: Kalikst III i Aleksander VI. Okres ich rządów charakteryzował się łamaniem celibatu przez księży, nepotyzmem, korupcją, świętokupstwem, a nawet morderstwami. Normą było posiadanie przez przedstawicieli stanu duchownego licznego potomstwa, a niekiedy jeszcze liczniejszego grona kochanek.

Niezwykle trudną do ustalenia jest granica między prawdą, a atakami na Kościół, które zwłaszcza w ostatnich czasach przybrały na sile. Są tacy, którzy powiedzą, że ksiądz to też człowiek i może popełniać błędy. Co jednak, jeżeli chodzi o wyższe warstwy duchowieństwa? Czy od arcybiskupa mamy prawo wymagać więcej?
Doniesienia na temat arcybiskupa Głódzia dotyczą jego domniemanych zakrapianych incydentów. Ujrzały światło dzienne po tym, jak bliscy mu duchowni współpracownicy postanowili przerwać milczenie. U nas panuje ustrój feudalny. Jest pan i są podwładni. I wszystko byłoby dobrze, bo przecież ślubujemy arcybiskupowi posłuszeństwo. Ale jeśli ten arcybiskup nie zachowuje się jak duchowny katolicki, tylko jak okrutny władca, to musimy o tym zacząć mówić – tak wypowiada się jeden z duchownych, który chce pozostać anonimowy. Inny z poszkodowanych księży był „chłopcem na posyłki”. Arcybiskup budził go w nocy, pijany, i kazał grać na akordeonie. Podczas pijackich biesiad wysyłał go do miasta na poszukiwania odpowiedniego gatunku kiełbasy, kazał nalewać alkohol, krzycząc: Co ty, k…, nawet nalać nie potrafisz! Arcybiskup często gościł też u siebie polityków różnych frakcji politycznych.
Głódź od sześciu lat rządzi metropolią gdańską. Trafił tam z diecezji warszawsko-praskiej. Jeszcze wcześniej był pierwszym w III RP biskupem polowym. Dorobił się rangi generała brygady. Takie oskarżenie to poważny cios w jego autorytet, niestety, istnieje wiele przesłanek ku temu, że są prawdziwe. Wielu spośród związanych ze sprawą wiąże spore nadzieje z osobą nowego papieża Franciszka i liczy, że oczyści on Kościół z patologii.
Stanowisko wobec sprawy zajęła także Archidecezja Gdańska. Domagamy się zaprzestania obraźliwych pomówień, których rozpowszechnianie uderza w godność osób duchownych i całej wspólnoty Kościoła. Przyjmujemy to z bólem i oburzeniem, jako powrót do praktyk z czasów PRL-u. Takie stanowisko jednomyślnie deklarują wszyscy Dziekani Archidiecezji Gdańskiej – głosi oświadczenie sygnowane m.in przez księdza infułata Stanisława Bogdanowicza i księdza Grzegorza Śwista. Pismo to jest reakcją na jedną z publikacji i okładek czasopisma „Wprost” dotyczącą sprawy.
Okładka „Wprost”, która stała się podstawą oświadczenia wydanego przez Archidiecezję Gdańską.
Znajdą się jednak i tacy, którzy arcybiskupa bronią i doszukują się w całej akcji pobudek politycznych. (…)cała sprawa wygląda, jakby była szyta na zamówienie rządzącej Gdańskiej PO. Nie jest tajemnicą, że ma ona kiepskie relacje z arcybiskupem, i że chętnie wymieniłaby go na kogoś innego. Część zarzutów zresztą wprost pochodzi od urzędników, którzy kwestionują gust metropolity i domagają się, by z nimi uzgadniał on projekty kościołów. Metropolita gdański jest także solą w oku rządzącej Polską PO, którą ostro i zdecydowanie zdarza mu się krytykować, i która też chętnie widziałaby go skompromitowanym – pisze Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny portalu fronda.pl Warto (…) szukać dobrego rozwiązania trudnej sytuacji. Nie dlatego, że jest to na rękę PO, ale dlatego, by budować obraz „dobrego pasterza”, jakim powinien być biskup. Tak dla wiernych, jak i dla kapłanów, którzy są mu powierzeni – dodaje.
Episkopat i arcybiskup zgodnie milczą.
Gdańska sprawa pokazuje nam, że nie można symplifikować wydarzeń ze środowiska kościelnego, bo byłoby to nieuczciwe. Kapłaństwo, niestety, zaczyna odbiegać od modelu Chrystusowego oraz koncepcji apostolstwa, jednak nie można przejść obojętnie obok dobrych impulsów nadawanych przez Kościół do centrum życia społecznego, jak chociażby akcje charytatywne. Przypadek Głódzia odkrywa jednak także brutalną prawdę o mediach, które starają się prześcignąć prawo i skazać na ostracyzm osobę pozornie winną (przypomnę, że w polskim prawie nadrzędną zasadą jest domniemanie niewinności) jeszcze przed rozprawą i orzeczeniem kompetentnych ku temu instytucji.

Przeczytaj jeszcze