Idź Pan z taką polityką

Parla
Bronisław Komorowski połączył się w bulu i nadzieji i usiadł jako pierwszy, podczas, gdy Angela Merkel nie zajęła jeszcze miejsca. Ś.P. Lech Kaczyński wiele przeżył w Czikago i nikt nie potrafił przekonać go, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Donald Tusk, jak sam podkreśla, jest tylko zwykłym magistrem, jednak zapewnia, że Polacy to wielki i mądry naród, więc skoro udało się w Irlandii, to dlaczego u nas miałoby nie wypalić? (spot wyborczy z 2007 roku). Janusz Palikot rzuca mięsem, zaś Stefan Niesiołowski rzuca się na mikrofony, a Hanna Gronkiewicz-Waltz stoi po pas w zalanym tunelu Wisłostrady jeszcze w dzień otwarcia. Tak w wielkim skrócie wygląda zwykły dzień życia elity rządzącej. Nie dziwi więc, że politycy coraz chętniej sięgają po osoby cieszące się większym społecznym zaufaniem i szacunkiem, a takie można znaleźć np. w świecie sportu.

Zbyszek był chłopakiem postępowym. Kiedy w 2001 roku współtworzył Prawo i Sprawiedliwość, nic nie wskazywało na to, że kiedyś stanie po drugiej stronie barykady i będzie walczył z PiSem o mandaty poselskie. W 2012 roku powstaje Solidarna Polska i składa się z rozbitków, którzy wyskoczyli z burty statku dowodzonego przez braci Kaczyńskich. Twarzami nowego organizmu politycznego zostali Zbigniew Ziobro, Tadeusz Cymański oraz Jacek Kurski. Tym, co najbardziej nęci trzech kolegów oraz innych bawiących się na sejmowym podwórku, są wybory do Europarlamentu, które odbędą się 25 maja.
Zbyszek poznał Tomka. Tomek lubił się bić i niejednego swoją pięścią powalił. Nie jeden raz został także powalony, a twarz obrosła wielkimi siniakami, które zdążyły się zagoić do wesela (czytaj: do następnej walki). Mimo tego Tomek to w istocie dość religijny chłopak i nie zdziwiłabym się, gdybym kiedyś zobaczyła pięściarza czyniącego znak krzyża obok zmasakrowanego rywala. To oczywiście hiperbola, a Tomek dziś zamienił rękawice na garnitur oraz krawat i został „jedynką” Solidarnej Polski w śląskim okręgu wyborczym.
Panowie zbliżyli się do siebie już wcześniej. Zbyszek rzekomo wcześniej namawiał Tomka do wejścia w struktury partii, ale wtedy Tomek jeszcze chciał się bić, a były z tego dobre pieniądze. Dziś stwierdził, że się starzeje i powinien zmienić drogę życiową z bokserskiej na polityczną. Ma w końcu dwie córki i żonę, trzeba zapewnić im godne życie, a nie przedwcześnie ginąć w ringu. Jednocześnie jednak nie deklaruje, że odchodzi ze świata sportu. Zapewnia, że gdyby zadzwonił do niego Donald Tusk lub Jarosław Kaczyński, odmówiłby, bo nie wypada złamać słowa danego Zbyszkowi, który na dodatek jest fanem boksu. Tomek uważa, że jest dodatkową siłą dla Zbyszka i jego sztabu.
Siła muskułów niewątpliwie dominująca w obecnym momencie nad siłą mózgu będzie zatem jego orężem, którym będzie walczył o głosy oraz o swoje racje w Parlamencie Europejskim. Nie, nie chodzi mi o to, co Tomasz Adamek powiedział na temat aborcji, eutanazji oraz adopcji przez pary homoseksualne w wywiadzie dla TVP Info, bo byłoby to wystąpienie przeciwko wolności słowa, a każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. Problem jest inny. Pięściarz pytany o charakter swojej kampanii odpowiedział mniej więcej tak: Tym zajmuje się Zbyszek i jego sztab, ja jestem w polityce dopiero od trzech dni. Słowo Zbyszek padało w tym wywiadzie wiele razy. Tak samo, jak wiele razy Adamek podkreślał, że nie odszedł od bokserskiej retoryki: będę walczył!
Widząc, jak wygląda tak zwana „elita”, która przy korytku utrzymuje się od lat, boję się udziału w życiu politycznym osób, które „siedzą” w nim od trzech dni. Znamy przykład Witalija Kliczki, który cieszy się na Ukrainie dość dużym poparciem, jednak porównywanie tych dwóch pięściarzy (nie tylko na gruncie sportowym: Adamek przegrał z Witalijem walkę o mistrzostwo świata federacji WBC w wadze ciężkiej w 2011 roku) jest bezcelowe. Adamek politykiem nie jest, jest jedynie marionetką w ramionach Solidarnej Polski oraz twarzą jej przedwyborczej kampanii. Oby nie była to twarz bardzo poobijana.
Tomasz Adamek nie jest jednak osamotniony, bo takich eurocelebrytów jest więcej: Weronika Marczuk, Izabella Łukomska-Pyżalska, Maciej Żurawski, Otylia Jędrzejczak, Michał Bąkiewicz oraz Bogdan Wenta. Szkoda, szkoda i jeszcze raz szkoda. Sportowców wolałabym zapamiętać jako tych, którzy umywali swoje sportowe stroje z krwi, potu i łez wylanych na ringu czy stadionie, a nie jako tych, którzy będą w przyszłości prać ewentualnie brudne pieniądze lub umywać ręce zabrudzone od nieczystej politycznej gry. Witać, że polska polityka ma się bardzo źle, skoro jej reprezentanci próbują nas omamić ładną znaną gębą. Szkoda, że jest to gęba iście gombrowiczowska, a porzucone sportowe marionetki będą musiały powrócić do swojej dawnej formy zaraz po wyborach.
Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze