Homoseksualizm a Biblia.

rozaniec
Ciekawy głos w sprawie związków partnerskich oraz stanowiska Kościoła Katolickiego wobec nich zabrał Internauta D-Dur, który podesłał  mi swój tekst
Ostatnio często poruszaną kwestią jest sprawa związków osób homoseksualnych i tzw. związków partnerskich. Koronnymi argumentami wysuwanymi przez osoby wierzące są zapiski biblijne, które potępiają związek dwóch osób tej samej płci.
 
Moja znajomość Biblii nie jest doskonała, ale chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że próżno w niej szukać choćby zdania, w którym Bóg potępiałby miłość. Miłość jest najpiękniejszym darem danym od Stwórcy. Większość najwspanialszych dzieł człowieka powstaje na skutek działania tego uczucia. Oczywiście, mamy różne rodzaje miłości: do ojczyzny, do drugiej osoby, do idei, niemniej jeśli jest to prawdziwe uczucie, to zawsze prowadzi nas do czynienia dobra.

Dlaczego zatem potępiamy, powołując się na Biblię, miłość dwóch osób tej samej płci? Czyż to uczucie jest gorsze od miłości mężczyzny do kobiety? Nie wydaje mi się. Jestem nawet w stanie stwierdzić, że niczym się nie różni.
W debacie na temat związków osób homoseksualnych pomija się kompletnie aspekt miłości. Cały ciężar kładziemy na stosunek seksualny, który jest „bezowocny”, ponieważ z biologicznego punktu widzenia nie może dać potomka. Dodatkowo, seks pomiędzy osobami tej samej płci jest tym, co jest wymienione literalnie w Biblii jako naganne. Dobrze, ale czy Pismo Święte, a zatem Bóg, nie jest również przeciwne cudzołożeniu, które według nauki Kościoła Katolickiego objawia się także poprzez współżycie osób niebędących w stałym związku małżeńskim? Tak, Kościół traktuje takie postępowanie jako grzech, a przecież nikt nie wpadłby na pomysł, żeby zakazać osobom przeciwnych płci bycia w związku albo nie nakazuje natychmiastowego ożenku z kimś, do kogo prawdopodobnie coś czujemy. Dlaczego więc pozwalamy takim osobom na grzeszenie, a dwóm kochającym się mężczyznom albo kobietom nie dajemy szansy grzechu, tylko ze stanowiska sędziego zakazujemy im w ogóle łączenia się w pary w świetle prawa? Ostatnią rzeczą, którą może zrobić człowiek w stosunku do drugiego człowieka, to orzec o jego grzechu. Ta kwestia jest wyłączną sprawą relacji osoby popełniającej grzech i Boga. Żadna z osób trzecich nie ma prawa ingerować w ten stosunek, a tym bardziej decydować, czy coś jest grzechem, a jeśli tak, to co powinno się zrobić z grzesznikiem.
Wracając do kwestii „bezowocności” związku dwóch osób tej samej płci. Jest to najgłupszy argument, jaki jestem w stanie sobie wyobrazić. Idąc tym tropem, należałoby wprowadzić prawo, które nakazuje każdej osobie posiadanie potomka. Jest to tak bezsensowna droga, że nawet nie chcę tracić na poruszanie jej więcej czasu.
Interesującym argumentem jest postrzeganie legalizacji związków homoseksualnych jako zaakceptowanie sytuacji niezgodnej z naturą. Ponieważ normalną sytuacją w przyrodzie jest to, że każdy gatunek dąży do przedłużenia swojego istnienia. Jest to zasadny argument, jednak w momencie, kiedy wysuwają go ludzie związani z Kościołem Katolickim, który od wieków działa wbrew naturze i zakazuje duchownym posiadania żon i dzieci, jest to kuriozalne. To najbardziej niezrozumiałe dla mnie postanowienie w historii Kościoła. W Piśmie Świętym próżno szukać wprost wyrażonej opinii o celibacie. Ta instytucja narodziła się poprzez dobrowolne odstępowanie niektórych duchownych od życia w związku, a z czasem (głównie za sprawą topniejącego majątku Kościoła, który musiał zaspokajać roszczenia potomków księży) przerodziła się w usankcjonowane prawo. Uważam, że jest to najbardziej niedorzeczny nakaz, jaki istnieje w ramach Kościoła. Nie widzę nic złego w dobrowolnym oddaniu się celibatowi przez duchownych, ale wolałbym, żeby była to ich autonomiczna decyzja, tak jak każdej osoby niezwiązanej z Kościołem, która wybiera życie w samotności.
Argumenty zaczerpnięte rzekomo z Biblii, mówiące o nakazie potępiania homoseksualistów, są niczym więcej jak nadinterpretacją. Nigdzie na kartach Pisma Świętego Bóg nie zabrania miłości, co więcej nawołuje do niej niemal w każdym słowie. Skoro tak, pozwólmy dwóm kochającym się osobom być razem. To co dzieje się wewnątrz związku – nieważne czy heteroseksualnego, czy homoseksualnego – jest wyłącznie sprawą osób, które w nim uczestniczą. Każdy ma prawo do grzechu, a jedynym istnieniem, które może decydować o postępowaniu z grzesznikiem jest Bóg. Żadna osoba na ziemi nie ma prawa potępiać innej istoty, ponieważ sama jest grzeszna.

 

Przeczytaj jeszcze

  • Bardzo dobry artykuł i trafiający w samo sedno. Od siebie dodam jeszcze, że skoro katolicy, którzy sprzeciw wobec związków partnerskich argumentują, poprzez powoływanie się na zasady biblijne, powinni być bardziej konsekwentni w tym, co mówią. Mianowicie mam na myśli to, że skoro powinniśmy potępiać stosunki seksualne pomiędzy osobami tej samej płci, to należy pamiętać, że Biblia mówi także o takich sprawach, jak: noszenie długich włosów przez mężczyzn jest niegodne, jedzenie wieprzowiny nie przystoi człowiekowi, spożywanie owoców morza jest grzechem ciężkim, a stawianie świątyń i obiektów, które mają nam przypominać Boga, jest sprzeczne z fundamentalnymi przykazaniami naszej wiary.