Geje niech się wałesają za murem.

a1
Jakiś czas temu w TVN24 Lech Wałęsa dość zdecydowanie wypowiedział się o miejscu dla homoseksualistów w Sejmie. Zapytany, czy jeśli homoseksualista zostaje wybrany do parlamentu, to powinien siedzieć w ostatniej ławie, Wałęsa odpowiedział: Oczywiście, że tak, jak sprawiedliwość, to sprawiedliwość.

Prezydent RP uważa, że homoseksualiści to cywilizacyjny hamulec. I żeby nie było niejasności: nie ma nic przeciwko gejom, pod warunkiem, że nie wchodzą oni na głowę większości. Ciekawe, co laureat Pokojowej Nagrody Nobla uważa za wchodzenie na głowę. Prawa wyborcze – nie tylko bierne, ale także czynne – są prawem człowieka wynikającymi z demokracji. Jak widać, różne są interpretacje sprawiedliwości.

Oczywiście, można przyjąć, że pytanie dziennikarza było tendencyjne i wskazywało na odpowiedź. Taka jest jednak misja dziennikarstwa: w nieskomplikowany sposób wydobyć z adwersarza to, co ma do przekazania. Lech Wałęsa chciał przekazać, że homoseksualista powinien w Sejmie zajmować tyle miejsca, ile reprezentuje. 
Wypowiedź prezydenta wzbudziła dyskusję w mediach. Monika Olejnik uważa, że zhańbił on Nagrodę Nobla słowami o getcie ławkowym dla homoseksualistów. Osoba, która ma tak wielkie zasługi dla robotnikówktóra walnie przyczyniła się do upadku komunizmu w Polsce i niejednokrotnie manifestowała swoją solidarność (i przy okazji jest jednym z założycieli tworu politycznego o tej wiele znaczącej nazwie) z tymi, którzy są w różny sposób dyskryminowani, teraz sama stawia się na pozycji sędziego i próbuje ustawiać posłów w Sejmie według swojego planu: Oni muszą wiedzieć, że są mniejszością i muszą się do mniejszych rzeczy przystosować. A nie wchodzić na największe szczyty. Czy prezydent zapomniał, jak w ubiegłym wieku sam piął się na szczyty? Oczywiście nie mam na myśli szczytu słynnego płotu, a jedynie szczyt kariery politycznej i prestiż międzynarodowy nie tylko jego, ale nowej Polski, którą stwarzał w latach dziewięćdziesiątych.
Rozczarowania tymi słowami nie kryje także syn noblisty, Jarosław Wałęsa. Na antenie RMF FM przyznał, że złapał się za głowę słysząc co ojciec mówi o homoseksualistach. Zadeklarował też, że porozmawia z ojcem na ten temat i przyznaje, że byłoby dobrze, gdyby ojciec w związku ze swoją wypowiedzią miał problemy na Zachodzie. Powiem mu że to już inny świat. Tak jak kiedyś on walczył o wolność, tak my teraz walczmy o równouprawnienie – dodaje syn (marnotrawny?)
Nie bez znaczenia dla tej sprawy jest także najnowsza okładka Newsweeka oraz materiał poświęcony prezydentowi zamieszczony w gazecie. Mnie już nic nie trzeba. Powoli się pakuję i przechodzę do wieczności. Tęsknię do niej, chcę ją zobaczyć – powiedział. Czy to ma być metaforyczne zejście ze sceny? Czy ars bene moriendi w groteskowym wydaniu: wykrzyczeć swoje bezkompromisowe poglądy i po prostu odejść. A może jest to próba ocieplenia wizerunku? Coraz mniej mu się chce. Stroni od ludzi, jest rozgoryczony. Zrobiło się wokół niego pusto. Szczerze mówiąc, na własne życzenie – twierdzi Krzysztof Pusz, dawny współpracownik i bliski znajomy cytowany przez NEWSWEEK. Nic dziwnego, skoro całą swoją energię próbuje skatalizować poprzez atak. A co, jeśli miejsce w wieczności jest zarezerwowane tylko dla pokornych? Z pewnością nie znajdą się w niej wówczas ani atakujący homoseksualistów, ani też agresywnie wojująca część rzeczonej mniejszości. Żadna z tych dwóch stron nie znalazła jeszcze złotego środka w dyskursie o związkach partnerskich. Na szczęście, nie mi oceniać dla kogo jest miejsce w Niebie, głos w tej sprawie oddaję Jezusowi, który powiedział: W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. (J 14, 1 – 12)
 
Najnowsza okładka Newsweeka
Z Sądów Niebiańskich przejdźmy do sądownictwa ziemskiego. Gdańska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie wypowiedzi Lecha Wałęsy.  Po analizie zawiadomienia stwierdziliśmy, że publiczne prezentowanie określonego rodzaju poglądów, które odnoszą się do osób ze względu na ich preferencje seksualne, nie może stanowić nawoływania do nienawiści – powiedziała przedstawicielka prokuratury. Konsekwencji za swoje wystąpienia nie poniesie także posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz. Warszawska prokuratura nie rozpocznie śledztwa z zawiadomienia Ruchu Palikota. O przestępstwie prokuraturę zawiadomił w styczniu br. poseł RP Artur Dębski. Zastrzeżenie partii Palikota budziły wypowiedzi posłanki na temat homoseksualistów oraz transseksualnej członkini Ruchu Palikota Anny Grodzkiej.
 
Może dobrze, że prokuratorzy umywają ręce w myśl zasady, że tylko Bóg może nas sądzić. Pojawia się jednak pytanie, czy życie w kraju demokratycznym sprzyja Polakom, skoro definicja wolności słowa dla każdego oznacza coś innego, a w związku z tym jest przekraczana niemalże na każdym kroku.
Na lewo i na prawo – co nowego?

Przeczytaj jeszcze