Gdy zabija się „pedzio”

DD

Dominik z Bieżunia popełnił samobójstwo. Dla środowisk mniejszościowych stał się postacią-symbolem na miarę Janka Wiśniewskiego czy Romka Strzałkowskiego. W każdym z tych wypadków życie stracił człowiek, nie emblemat.

Czternastolatek był dobrym uczniem, jednak po rozpoczęciu nauki w gimnazjum zaczęły się problemy. Chłopak miał doświadczać przemocy ze strony kolegów, a grono osób poniżających miała zasilać także jedna z nauczycielek publicznie nazywając go „głąbem”. Jakiś czas temu doszło do incydentu, w którym Dominik został obrzucony kamieniami przez rówieśników. Nie akceptowali jego wyglądu – nosił rurki, starannie układał włosy i przejawiał artystyczne zainteresowania. To wystarczało, aby zakwalifikować go do kategorii „pedziów” i „ciotek”.

Dyrektor szkoły uważa, że nic nie wiedział o problemach chłopca. Tragiczny finał przemocy wzbudził lawinę komentarzy w Internecie i innych mediach. Głos zabrały osoby ze świata show-biznesu oraz politycy. Jak zwykle wdroży się nowy program, przywiedzie ekspertów do szkół, zaś Internauci z refleksem szachisty prześcigają się we wskazywaniu winnych całej sytuacji. Wśród organów i podmiotów obciążonych wyrokiem wymienić można Kościół Katolicki, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Romana Giertycha oraz byłego premiera Rzeczypospolitej, jako że – co by się nie działo – wina Tuska.

Dramat Dominika i jego rodziny rzuca jednak światło na zupełnie inny problem. Śmierć ta nie jest – jak chciałoby wielu – symbolem ciemiężenia LGBT przez heteronormatywną większość. Dostrzec możemy bowiem głębokie zaniedbania ze strony szkoły, w której uczył się nastolatek. Z pewnością nie jest to jedyna placówka oświatowa, w której dochodzi do aktów przemocy, której finałem jest samobójcza śmierć. Takich Dominików jest więcej. Ofiara złego traktowana przez rówieśników nie musi być gejem. Może być nią rudy, okularnik, osoba z nadwagą, z piegami, a także każda inna, która odbiega od kanonu bliżej nieokreślonej „normalności”.

U podstaw stygmatyzowania odmienności z pewnością leży wychowanie, nie tylko wyniesione z domu, ale przede wszystkim wynikające z wtórnej socjalizacji odbywającej się w nowym – rówieśniczym – środowisku. U coraz młodszych dzieci dostrzec można mechanizmy typowe dla osób dorosłych: rywalizacja, owczy pęd, zabieganie o prestiż i popularność oraz wiele innych. Wyznacznikiem wartości młodego człowieka jest podążanie za wyborami większości. Można pokusić się o stwierdzenie, że oprawcą Dominika początkowo była jedna osoba, do której – w obawie przed odrzuceniem – dołączyły kolejne. Ofensywa od zawsze była łatwiejszym wyborem.

Gdy zabija się „pedzio” (to jedno z określeń, którym uraczyli nastolatka jego szkolni koledzy) zwaśnione środowiska obserwują sytuację ze wzmożoną uwagą. To doskonała okazja ku temu, aby na sztandar wznieść swoje hasła uderzające w ideologicznego przeciwnika. W ferworze walki zanika najważniejsza wiadomość: młody człowiek odebrał sobie życie, bo nikt nie zareagował na sytuacje, które pozwalały przewidzieć tragiczny przebieg wydarzeń. Dla środowiska LGBT odszedł gej – ofiara samozwańczych rządów „większości” narzucającej normy. Dla tej drugiej zaś strony odszedł gej – pewnie sam sobie winien, bo „obnosił się”. Czy istnieje jakieś środowisko pośrednie?

To nieistotne. Ważne jest „promieniowanie”, czyli splot wydarzeń będących następstwem samobójczej śmierci Dominika. Komentarze Internautów dowodzą temu, jak bardzo podzielone jest społeczeństwo: z jednej strony pojawiają się te szkalujące dobre imię zmarłego, z drugiej zaś różne wypowiedzi i inicjatywy solidaryzujące się z młodymi ludźmi w podobnej sytuacji, a także wyrażające kondolencje rodzinie nastolatka. W akcji naprawczej należy jednak sięgnąć po inny klucz. Kluczem tym jest uwrażliwienie – już na etapie życia rodzinnego – na różnorodność. Szkoła jest miejscem, w którym eksponują się wartości wyniesione z domu.

W liście pożegnalnym samobójca przeprosił swoją matkę. Wyznał, że zabrakło mu sił, aby dalej znosić szykany ze strony kolegów, którzy niedawno obrzucili go kamieniami. Wymienił także imiona i nazwiska osób ze swojego otoczenia dzieląc ich na wrogów i przyjaciół. Niestety, z goryczą należy stwierdzić, że była to śmierć, jakich wiele, która niewiele zmieni w polskim prawodawstwie. Nie chodzi tutaj o inwazyjne przyznawanie praw mniejszości, gdyż okoliczności tak tragicznie, jak ta opisywana w moim tekście, dowodzą temu, iż społeczeństwo nie jest gotowe. Zmianom ulec powinien system edukacji. Nie ulega wątpliwości, że w szkołach coraz mniej jest specjalistów, pedagogów z powołania, którzy z wyczuciem uwrażliwią pełzających ku dorosłości ludzi, że przemoc jest zła – a przede wszystkim – bezcelowa. Coraz szersza jest natomiast skala nepotyzmu i zatrudniania nauczycieli „po znajomości”, nierzadko bez adekwatnego wykształcenia i doświadczenia. Ci zaś – co dostrzegamy poprzez dramatyczną sytuację nastolatka – nie potrafią zareagować, gdy któremuś z powierzonych przez rodziców dzieci, dzieje się krzywda.

Kurtyna opadła. Śmierć Dominika ukazuje nam, że problemem współczesnego szkolnictwa nie są liczne wypierające się krótkotrwałe reformy. Źródłem problemu jest aspekt pedagogiczny; lekcje w nawet najmniejszym stopniu nieprzygotowujące do życia w różnorodnym społeczeństwie. Gdy zabija się „pedzio”, niestety nic się zmienia, bowiem na pierwszy plan w dalszym ciągu wysuwają się pełne nienawistnej retoryki hasła wykrzykiwane po obu stronach.

Przeczytaj jeszcze