Dziękuję, ja nie filtruję!

flirt

Filtrowanie zrobiło się modne. Filtruje nas coraz więcej. Filtrują dziewczyny, chłopcy, dzieci, nastolatki, dojrzali, dojrzałe, osoby starsze. A ja nie zamierzam filtrować, bo mam to gdzieś. 

Jeżeli zamiast „filtrowanie” przeczytaliście „flirtowanie” to najwyższa pora wyłączyć komputer i dać odpocząć oczom. Pewnie sama przeczytałabym podobnie, gdyby nie fakt, że jest to mój tekst i doskonale wiem, co mam na myśli.

A mam na myśli, a raczej na sercu, jedną tylko sprawę. Wśród użytkowników Facebooka zaobserwowałam tendencję do ustawiania sobie zdjęć profilowych z filtrem flagi francuskiej. „Dziś wszyscy jesteśmy Francuzami” mamy ochotę powiedzieć popijąc piwo przy wieczornych wiadomościach, w których prezenter smutnym głosem obwieszcza, że liczba ofiar zamachów w Paryżu wzrosła do 130. Ten sam smutny prezenter zmęczony po pracy wróci do domu, wrzuci lasagne do piekarnika i otworzy piwo zliczając na fejsie kolejne trójkolorowe profilowe.

Tak naprawdę wyraz solidarności prezentowany w mediach społecznościowych niczemu nie służy. Do przekonania tego doszłam, gdy dowiedziałam się, że wśród tych, którzy wrzucają na swoją tablicę hashtag #prayforparis są i tacy, którzy myślą, że Paris Hilton uległa jakiemuś nieszczęśliwemu wypadkowi i potrzebuje modlitwy. W sieci nie brakowało i takich, którzy myśleli, że jest to wezwanie kibicowskie na cześć przyszłorocznych mistrzostw świata we Francji. Jak łatwo się domyślić, zawody te stoją pod ogromnym znakiem zapytania, podobnie jak Światowe Dni Młodzieży. A może wcale nie stoją pod znakiem zapytania, tylko media sieją nieuzasadnioną panikę?

Nieważne. Ja się tylko denerwuję, bo odkąd Facebook wymyślił funkcję wsuwanego w pasek boczny czata (po kiego czorta?!) mam problem z odróżnieniem zacnych oblicz moich znajomych. Ja potrzebuję imienia i nazwiska. Teraz, kiedy wszyscy filtrują, mój problem jest jeszcze większy, bo na liście mam albo postaci tęczowe, albo biało-czerwone, albo trójkolorwe. Bardzo się cieszę, że w moim gronie jest cała gama orientacji światopoglądowych, ale wolałabym, gdyby eksponowały się one w mowie i w piśmie. Nie po to ludzkość poczyniła taki krok od piktogramów, aby współcześni redukowali swoje poglądy i solidaryzacje do filtrów nałożonych na zdjęcie profilowe.

Mam nadzieję, że ten post wzbudził uśmiech przynajmniej na kilku twarzach w obliczu atmosfery strachu, jaką wywołały zamachy terroryustyczne w Paryżu.

Przeczytaj jeszcze

  • Benia

    A niech sobie filtrują! Ja też nie widzę w tym celu, ale skoro oni czują się przez to lepiej – uśmiecham się do każdego z osobna i idę dalej. To miło, że chcą wykazać się solidaryzmem albo chociaż brakiem ignorancji wobec spraw międzynarodowych czy społecznych. Może taki jest właśnie sens filtrów: poprawa własnego samopoczucia, wzbudzanie poczucia międzyludzkich więzi – nawet jeśli mają charakter głęboko wirtualny. Lepiej taki niż żaden, nie? Celowo akcentuję „poczucie”. Ono może spełniać wyjątkowo silną rolę w świecie, który rozpada się pod względem realności, namacalności, życia i śmierci.

    Pozdrawiam Cię serdecznie! 🙂

  • Sama mam biało-czerwony filtr, ale widząc akcję z Francją byłam nieco zdegustowana.
    W Demokratycznej Republice Kinga co 48s dochodzi do gwałtu, w Niemczech doszło do stu przypadków molestowania w Sylwestra. I ja rozumiem, że w Niemczech ma się rodzinę, a kraju nie trzeba szukać na mapie, ale zachodocentryzm współczucia posunął się moim zdaniem za daleko – zarówno gdy była mowa o Francji jak i o Niemczech.

    Pozdrawiam.