Czy ksiądz może mieć depresję?

W ostatnim czasie media obiegła informacja o zaginięciu księdza Przemysława ze znanej poznańskiej parafii świętego Wojciecha. Duchowny odnalazł się i tłumaczył mediom, że przechodzi kryzys, a swoją ucieczkę argumentował koniecznością poukładania sobie pewnych rzeczy.

To tłumaczenie – w moim odczuciu bardzo logiczne i przekonujące – znalazło podatny grunt na forach internetowych. Niestety, nie dla wszystkich argumentacja księdza Węgrzyna okazała się przekonująca i wylano na niego wiadro nienawistnych, a niekiedy dość wulgarnych pomyj. W sprawie „dezercji” poznańskiego proboszcza rodzi się wiele pytań o wartość posługi kapłańskiej oraz o wynikającą z niej szeroko pojmowaną odpowiedzialność. Dla mnie jest to przede wszystkim okazja to zastanowienia się nad tym, skąd w nas tyle jadu, zwłaszcza, gdy chodzi o komentowanie postaw ludzi, których nie znamy.

Ksiądz Węgrzyn objął urząd 1 lipca. Podczas swojej powitalnej mszy wygłosił kazanie-exposé, w którym przedstawił swój plan gospodarowania parafią. Chciał być duchownym, do którego przychodzą utrudzeni i osłabieni, tak, jak zapraszał swoich uczniów Jezus w Ewangelii świętego Mateusza. Miał również konkretną wizję związaną z „przyziemnym” funkcjonowaniem świątyni. Zapowiadał, że chce odnowić na wpół zdziczały ogród, z własnych pieniędzy wymienić okna na probostwie oraz poprawić warunki parkingowe wokół kościoła. Jego zniknięcie tym bardziej zaskoczyło parafian, zwłaszcza, że nikt nie zauważył niczego niepokojącego. Proboszcz nie pożegnał się z nikim, nie zostawił żadnego listu, zmienił numer telefonu. Zgodnie z doniesieniami „Gazety Wyborczej” zostawił jedynie klucze w skrzynce na listy, które wkrótce znalazła gosposia.

Parafia świętego Wojciecha w Poznaniu. Fot. Głos Wielkopolski

Parafianie oraz osoby komentujące sprawę są podzieleni co do nagłego zniknięcia. Czynem tym była zaskoczona również sama rodzina księdza. Wielu za oficjalny powód uznaje problemy finansowe, które miała przechodzić parafia. Objęcie urzędu w takich warunkach mogło zwyczajnie przerosnąć duchownego. Są jednak i tacy, którzy jako naczelną przyczynę wysuwają problemy osobiste księdza. Pojawiły się pogłoski o jego depresji. Ten 42-letni mężczyzna nie dawał jednak nic po sobie poznać. Cieszył się ogólnym poważaniem, a jego bliscy współpracownicy wysoko cenili sobie wzajemne relacje z nim.

Szybko pojawił nowy trop. Ksiądz Przemysław Węgrzyn miał poznać kobietę, o czym prawdopodobnie wiedzieli jego przełożeni. Rodzina oraz znajomi zaprzeczają jednak takim plotkom stanowczo ucinając podobne spekulacje. Uważają, że jest to zwyczajny kryzys wieku średniego natury egzystencjalnej.

Niezależnie od powodów „niedyspozycji” księdza, uważam, że jest to doskonała lekcja dla społeczeństwa, którą to większość komentujących oblała już w pierwszym terminie. Ocenę niedostateczną wystawiłabym w pierwszej kolejności księżom stojącym wyżej w kościelnej hierarchii. Kiedy bowiem sprawa wyszła na jaw, ksiądz Węgrzyn został niezwłocznie skreślony z archidiecezjalnego spisu księży przez kurię. Wydano także nakaz, aby usunąć wszystkie jego zdjęcia ze strony internetowej parafii świętego Wojciecha. Taki obrót rzeczy sprawił, że rzecznik kurii poinformował, iż decyzja, jaką podjął ks. Węgrzyn, skutkuje przeprowadzeniem postępowania kanonicznego, w skutek którego może dojść do zawieszenia go w czynnościach kapłańskich, czyli do nałożenia tak zwanej suspensy.

Na czerwoną kartkę zasługują także osoby komentujące sprawę na forum oraz za pośrednictwem Facebooka. Najmodniejszym wątkiem jest, jak łatwo się domyśleć, wątek kobiety, którą miał poznać duchowny. Inni wysuwają natomiast parabolę ewangeliczną o synu marnotrawnym. Ksiądz Przemysław wrócił bowiem do Poznania i oczekuje na dalsze kroki natury formalnej. Nie brakuje również głosów, że do powrotu namówiły go wysokie zarobki oraz liczne ulgi podatkowe związane z piastowanym urzędem kapłańskim.

Kiedy dorosły człowiek, którego dosięgają przyziemne problemy, a hasło „Nie dam rady” powraca w myślach jak mantra, wielu stojących obok doradców wygłasza: „wyjedź, zdystansuj się, spójrz na to z boku”. Sama wyznaję podobną zasadę: czasem odcięcie się od problemów oraz spojrzenie na nie z innej, dostatecznie odległej perspektywy pozwala obrać słuszną drogę i podjąć właściwe decyzje. Pozostając w kręgu osób publicznych, na które są zwrócone oczy wielu obserwatorów, zastanówmy się, jakie są reakcje, gdy podobne zajścia dotyczą sceny politycznej. Kiedy polityk splami swój honor dowolnym skandalem, często słychać głosy, że powinien podać się do dymisji, zejść ze sceny. „Kończ, waść, wstydu oszczędź”.

Ksiądz Węgrzyn politykiem jednak nie jest, choć, niestety, funkcjonowanie niektórych parafii w wielu przypadkach przypomina raczej działalność Urzędu Skarbowego. Niemniej, ciągle wierzę w dobrych księży, którzy taką a nie inną drogę życiową wybierają z powołania, a nie ze względu na profity jawiące się na horyzoncie. Nie jest to jednak temat, któremu pragnę poświęcić niniejszą publikację. W dalszym ciągu bowiem próbuję odpowiedzieć na pytanie o to, czy ksiądz może mieć depresję.

Oczywiście, że może! Ksiądz to normalny facet, chociaż wielu osobom mistyczno-sakralna otoczka spoczywająca nad osobami stanu konsekrowanego, przeszkadza, by dostrzec w nich przede wszystkim człowieka. Dodajmy, że celibat nie jest żadnym wymogiem nadanym w czasach powstawania pierwszych wspólnot chrześcijańskich, a jedynie postanowieniem, które formowało się na przestrzeni wieków za pośrednictwem kolejnych soborów. Nawet, jeśli ksiądz Węgrzyn poznał jakąś kobietę, wypada uznać, że stan zauroczenia jest tym, co zostało wpisane w Plan Boży. Pojawiły się głosy, że ksiądz nie ma prawa do takich słabości. Pytam zatem, kto jest autorem tak dziwnie skonstruowanego prawa? Kto uzurpuje sobie tego typu dominację, aby wyrokować, co komu wolno, a czego nie?

Ucieczka z parafii być może jest czarnym akcentem na kartach polskiego Kościoła, jednak czy nie jest to wyraz swego rodzaju pokory? Nie daję rady, więc usuwam się z pola bitwy. Ukazuję swoją małość przed obliczem tego, co mnie przerasta. Dla księdza Węgrzyna było to rozwiązanie tymczasowe i powinniśmy uszanować czas, który wyznaczył sobie na poukładanie spraw, które, de facto, rozgrywają się między nim a Bogiem.

Jedną z najwspanialszych rzeczy, którą zawdzięczam Ewangelii jest zdolność odczuwania empatii, którą wypracowałam w sobie zwłaszcza za sprawą Łukasza Ewangelisty. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Jest to zdanie, któremu starałam się podporządkować większość swoich ostatnich decyzji, ocen i refleksji. Serdecznie polecam.

Przeczytaj jeszcze

  • Pingback: Czy warto zostać księdzem? | ValcomTech()

  • ????

    Nikt nie jest wolny od chorób czy słabości, niezależnie od tego, co robi, jaką drogę wybrał w życiu. Ale zasada „wyjedź, zdystansuj się, spójrz na to z boku” niestety nie jest właściwym podejściem, bo pozostaje zadać pytanie czy mąż czy tez żona ma zostawić rodzinę i wyjechać, aby się zdystansować?. Niestety każda dorosła osoba powinna brać odpowiedzialność za swoje czyny, jeśli oczywiście nie ma problemów natury psychiczno-umysłowej.
    I zapewne tak będzie w opisanym przypadku, więc nie rozumiem, dlaczego tyle szumu wokół tej osoby i tego tematu.
    Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni ……… to jest zasada którą warto wpisać w własne życie.

  • Benia

    Skoro już tak często zagląda się pod sutanny (sic!), warto dostrzec tam coś innego niż skandale, słabości, przekręty finansowe czy inną pedofilię. Przecież, uwaga, wow, tam jest człowiek! 😉 Duchowieństwo to zawód; co prawda – o dosyć szczególnej specyfice, ale jednak zawód. Skoro nie polujemy na, powiedzmy, historie rezygnacji ze stanowisk produkcyjnych ze względu na kłopoty osobiste pracowników, to po co pod takim kątem patrzeć na księży? Ok, teoretycznie kierują się oni powołaniem, mają misję do spełnienia, chcą być dla ludzi, prowadzić ich – a więc dawać przykład. Problem w tym, że sami są ludźmi. Kapłaństwo to jeszcze nie świętość. Bądźmy wyrozumiali, omijajmy wzrokiem koloratkę, jeśli jest mowa o depresji czy o miłości. Wszyscy jesteśmy skazani na możliwe wystąpienie tych przypadłości (hah!), bez względu na profesję.

    A zniknięcie bez śladu… Czasami tak trzeba, nawet (szczególnie?) jeśli wiadomo, że ktoś będzie nas szukał.