Czarny protest po mojemu

pregnancy-466129_1280

Atmosfera wokół projektu ustawy zaostrzającej przepisy aborcyjne już dawno doprowadziła do przekroczenia temperatury pokojowej. Bo nie można mówić o pokoju w sytuacji, kiedy w miejsce merytorycznej dyskusji wkrada się straszenie piekłem, więzieniem czy inną karą.

Nie podoba mi się to, że w roli ekspertów występują osoby niemające szans na zapłodnienie, chociażby z uwagi na swoją płeć. I o ile toleruję księży wypowiadających się w sprawie aborcji, bo wynika to z nauki Kościoła, którego naukę reprezentują, o tyle podobne słowa wypowiadane przez polityków, są dla mnie nie do przyjęcia. Nie akceptuję wycierania się religią tych plugawych twarzy, które wykorzystują 10 przykazań do celów politycznych, a za plecami forsują projekty nowych ustaw. W kampanii do wyborów parlamentarnych w 2015 roku posłowie Prawa i Sprawiedliwości obiecali przywrócenie stawek podatku VAT do normalnego poziomu od stycznia 2017 roku. Tym czasem po cichu na stronach Rządowego Centrum Legislacji umieszczono projekt ustawy przewidujący utrzymanie wyższych (8% i 23%) stawek podatku VAT do końca 2018 roku. Zdziwieni?

Nie rozumiem, dlaczego wiodącym tematem w polskim życiu publicznym, stała się tak intymna kwestia. Nowe prawo stanowi potężny regres, a przede wszystkim jest wtargnięciem w sferę, za którą każda kobieta powinna brać odpowiedzialność osobistą powołując się na moralność, a nie na prawo. Większym heroizmem – parafrazując słowa mojego kolegi, prawnika – jest zaniechanie aborcji w warunkach, kiedy jest ona legalna. Jeśli państwo chce świętych kobiet, niech pozostawia im prawo wyboru. Świętość jest przecież wyrazem czynów ponadprzeciętnych, a nie takich, które wynikają po prostu z przestrzegania prawa.

Nie jestem zagorzałą zwolenniczką aborcji i nie chciałabym nigdy stawać przed tak potężnym dylematem. Protestuję jednak przeciwko pozostawianiu kobiet bez wyboru w okoliczności, kiedy ich życie lub zdrowie jest zagrożone. Mówiąc o obronie życia należy pamiętać, że powinna obejmować ona również – jeśli nie przede wszystkim – kobietę w ciąży. Jeśli wymaga się od innych poświęcenia, należy najpierw spojrzeć wgłąb w siebie i ustalić, ile samemu jest się w stanie poświęcić.

Najbardziej bulwersują mnie wypowiedzi mężczyzn, którzy wiedzą, co czuje zgwałcona kobieta. Przeczytałam wiele „mądrości”, zgodnie z którymi aborcja pogłębia dramat zgwałconej. Dzisiaj biskup Hoser powiedział, że stres związany z przymusowym współżyciem utrudnia zapłodnienie, przez co ciąża z gwałtu jest zjawiskiem nieczęstym. Dla mnie takie przedstawianie sprawy jest stawaniem po stronie gwałciciela. Czy ci, którzy tak chętnie deklarują obronę życia, zdają sobie sprawę, jakim piekłem staje się ono dla kobiety zmuszonej do obcowania płciowego? Zostawiam bez odpowiedzi.

Czarny protest przeszedł do historii, choć jestem pewna, że to jeszcze nie koniec. Większość moich znajomych zgadza się z postulatami strajkujących kobiet, a znaczna część z nich aktywnie zaangażowała się w demonstrację lub w inny sposób wyrażała niezadowolenie z projektu ustawy. Są wśród moich bliskich również i tacy, którzy sprzeciwiają się aborcji biorąc udział w alternatywnym – białym proteście. Wszyscy znaczycie dla mnie dużo i nie pozwolę, by różnice światopoglądowe były wyznacznikiem pogorszenia lub polepszenia naszej relacji.

Na kilka dni przed planowanym protestem w Internecie można było utopić się w wodospadach jadu wylewanego na zwolenników i zwolenniczki utrzymania bieżącego porządku prawnego lub liberalizacji przepisów. Ci zaś nie pozostawali dłużni, co sprawiło, że logowanie do mediów społecznościowych przypominało wejście na plac boju. Podobnie wczoraj, kiedy ulice Poznania były zablokowane. – Święte krowy. – Dziwki. – Satanistki. – takie i inne epitety padały w tramwaju, którym jechałam, a który przez protest poruszał się bardzo wolno. Nic dziwnego. Ludzie chcą wrócić domu, są zmęczeni po całym dniu pracy. Proszę jednak nie winić kobiet, że zablokowały ulice. Proszę obwiniać siły, które sprawiły, że musiały na te ulice wyjść. Oczywiście, za chwilę jakiś cyniczny śmiałek powie mi, że nikt ich do tego nie zmuszał. Odpowiem wtedy, że każdy, któremu odbierane są prawa, powinien wyrażać swój sprzeciw, póki jest taka możliwość. Moim zdaniem ustrój tego państwa zmierza w kierunku totalitaryzmu i wkrótce prawo o zgromadzeniach publicznych również może ulec zaostrzeniu.

Wczorajszy dzień był znamienny. Biskupi widzieli w nim festiwal diabła, a ja widziałam wielką żałobę. Wojciech Cejrowski uznał ironicznie, że czerń to odpowiedni kolor, bo po zamordowaniu dziecka powinno nosić się żałobę właśnie. Ja widziałam w tym dniu solidarność i ogromną determinację. W moim mieście przez cały czas utrzymywały się potężne opady deszczu, co nie przeszkodziło kobietom w strajku. Kobiety wyszły na ulice, przez co ruch w centrum miasta został niemal całkowicie sparaliżowany. Pod siedzibą Prawa i Sprawiedliwości doszło do zamieszek, interweniowało wiele zastępów policji. Te sceny przypomniały mi czasy, których nie mam prawa pamiętać. Znam je jedynie z filmów oglądanych na lekcjach historii. W dyskursie aborcyjnym wzięły udział ważne osoby zarówno z lewej, jak i z prawej strony. Bądźmy wdzięczni za wszystkie świadectwa: za opowieści matek, które były zmuszone przerwać ciążę, aby nie osierocić pozostałych dzieci. Dziękujmy również za piękne historie kobiet, które urodziły, choć mogły przypłacić to życiem. Dziękujmy i nie oceniajmy sytuacji, które nas nie dotyczą. To jest sprawa TEJ kobiety.

Przeczytaj jeszcze