Co poszło nie tak?

Zamiast „babci klozetowej” siedzącej na zydelku zamontowano skrzynki z wrzutnią na monety, a minibary z kanapkami i kawą zastąpiono automatami z przekąskami. Stopa bezrobocia w Polsce wynosi prawie 8%, a nas nadal obsługują maszyny.

Dworzec w Bydgoszczy został zburzony już jakiś czas temu. Na jego miejscu ma stanąć nowy, w pełni dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych. Inwestycja o wartości blisko 200 milionów złotych ma zostać ukończona i oddana do użytku jeszcze w tym roku. Obecnie na podróżujących koleją czeka dworzec tymczasowy znajdujący się w przystosowanym do tego celu kontenerze. Kondycję państwa najlepiej oceniać w czasie budowy obserwując jej postęp oraz zgodność z projektem. Pnący się ku górze budynek nowego dworca wygląda naprawdę imponująco, a wokół przywieszonej tablicy z napisem „Szanuj życie” pracują robotnicy w kaskach i uniformach roboczych. Grafiki prezentujące finalny efekt modernizacji rozwieszone w przejściach podziemnych pozwalają wierzyć, że już wkrótce Bydgoszcz będzie mogła pochwalić się imponującą stacją.

Tymczasem w naszym kontenerze toczy się kolejowe życie. Jest czwartek, dziewiąta rano, więc ruch w kolejkach nie jest zbyt duży, a podróżni udają się przeważnie do nieodległych miejscowości. Rozmowę grupy nastolatków o alkoholowych urokach minionej majówki przerywa komunikat nadany w trzech językach. Z powodu strajku na niemieckiej kolei, na trasie Gdynia Główna-Berlin Hauptbahnhof wprowadzono autobusową komunikację zastępczą. – To na bogatym zachodzie też muszą strajkować?! – dziwi się stojący za mną mężczyzna. Nastolatki wracają do rozmowy wyśmiewając słaby angielski kobiety wygłaszającej komunikat o strajku niemieckich kolejarzy. Chwilę później dziewczyna z grupy dzieli się z otoczeniem dramatyczną refleksją:  – Kurwa, nie zdam tej matmy za rok, popierdoliło ich z tą maturą.

Po chwili oczekiwania w kolejce kupuję bilet ze zniżką studencką do Poznania. Czynne są zaledwie dwie ze wszystkich dostępnych kas, jednak w takie dni, jak ten, nie robi to większej różnicy. Gorzej, gdy w okresie wzmożonej aktywności podróżniczej dochodzi do podobnej sytuacji. Przed weekendem majowym na dworcu w Poznaniu ruch był taki, że nie wszystkim pasażerom udało się kupić bilety. Musieli uczynić to dopiero w pociągu, co wiąże się z koniecznością uiszczenia dodatkowej opłaty. Są i tacy, którzy w ogóle nie kupili biletu nie mogąc przecisnąć się na czas do konduktora stojąc w zatłoczonym wagonie…

Planowy odjazd pociągu o 10:46. Mam jeszcze trochę czasu. Kupuję gazetę w kiosku znajdującym się nieopodal dworca tymczasowego. W międzyczasie zaczepia mnie nietrzeźwy mężczyzna. – Szefowo! Niech Pani da dwa złote dla pijaka! – Dobra szefowa nie obsługuje nietrzeźwych, właściwie to ich wywala – odpowiadam i kieruję się z powrotem do kontenera. Zasiadam na drewnianej ławce przystępując do lektury przerywanej co jakiś czas spojrzeniem na zegar oraz pojawiających się w pobliżu ludzi. Siedzę przy jednym z okien, które zaraz zostanie umyte przez szczupłą około pięćdziesięcioletnią kobietę w swetrze, dżinsach i chodakach z kory, za które dziewczyny dałyby się pokroić pod koniec minionego wieku. Swoją pracę wykonuje ze skupieniem, powoli. Nie rozumiem celu, dla którego zmywa niezamiecioną wcześniej podłogę, ale być może na dworcach podłogi się nie czyści, tylko odświeża. Dojeżdża mokrym mopem tylko do pewnego obszaru, następnie depcze po zamoczonej powierzchni, by umyć kolejne okno. – Zaraz mnie poprosi o zmianę miejsca – pomyślałam sobie. Przerywa. Zadzwonił jej telefon. Korzystam z tego i pozostaję na ławce.

Do akcji dołączają się dwie kobiety. Tylko jedna ma fartuch. Każda bierze się za zmywanie jednego okna, co z pewnością umożliwi wcześniejsze zakończenie pracy. Z przyniesionego przez jedną z nich wiadra biorą ścierki i papierowe ręczniki. Szczupła pięćdziesięciolatka w chodakach zakończyła rozmowę telefoniczną. Wita się z koleżankami, ucinają krótką pogawędkę. Zgodnie z prognozami zostałam poproszona o zmianę miejsca. Po chwili telefon zadzwonił do kobiety w fartuchu. Przerywa na chwilę pracę, by wyjść z kontenera i podczas rozmowy myć szybę z drugiej strony. Uśmiecha się, macha ścierką, spod pachy dobywa kawałek papierowego ręcznika. Zostawia smugi, ale nie kończy rozmowy. W tym samym czasie pięćdziesięciolatka w chodakach zbliża się do porzuconej przez nią szyby przyglądając się niedokończonej pracy. – Ta szyba była zmywana? – pyta trzeciej, niewymienionej jeszcze w mojej opowieści. – Zaczęła ją zmywać, ale zadzwonił jej telefon, wyszła i nie dokończyła.

Po powrocie pani w fartuchu, pytanie pada ponownie, tym razem skierowane bezpośrednio:

Ania, Ty myłaś to okno?

– Nie wiem… Tak, chyba…

– No chyba tak nie bardzo.

W ich rozmowie nie ma jednak żadnej złośliwości. Wszystkie trzy zgodnie śmieją się z niefrasobliwości koleżanki. Jej praca jest właśnie poprawiana przez szczupłą w chodakach. Pani Ania postanowiła więc pomóc trzeciej koleżance z ostatnim oknem. Otwiera je, lecz ku jej zaskoczeniu wypada ono z jednego zawiasu trzymając się na przysłowiowym włosku. – Tego okna nie otwieraj, trzeba będzie wyjść na zewnątrz, żeby zmyć je z drugiej strony. Ono tak od zawsze. Raz, jak mi pierdolnęło na podłogę, to obudziłam bezdomnego. Ha, ha, ha…

Okna już błyszczały, a po drobnej korekcie szczupłej w chodakach, nie było na nich żadnej smugi. W międzyczasie jedna z nich umyła kawałek podłogi, kończąc na linii automatów i płatnej toalety. Dwa złote za „usługę”. Porządki nie zostały jeszcze ukończone. Nad oknami powieszone są podłużne lampy, dość zakurzone. – To też machniemy, nie? – A dawaj, to jest pięć minut.

Przysunęły ławkę pod samo okno, aby jedna z nich wdrapała się na oparcie. Padło na szczupłą, bo jednocześnie jest najwyższa. Sprawnymi pociągnięciami szmaty oczyszczała lampę z kurzu. Jego drobiny opadały na przed chwilą umyte, miejscami jeszcze wilgotne szyby. – To jest pięć minut – uśmiechnęłam się w duchu. Pięć minut, które przekreśla piętnaście minut wcześniejszej pracy rozparcelowanej na trzy osoby. – Dobra, zostaw to! – rozkazuje jedna z nich. Wychodzą.

granice

Do kontenera wpada starszy podróżny z biletem w dłoni. Podenerwowany, zapewne spóźniony. Nie odróżnia okienka firmy ochroniarskiej od okienka informacji. Tutaj nie ma okienka z informacją. Nie jest potrzebne. W obiekcie znajduje się kilka dużych ekranów z rozpiską przyjazdów i odjazdów pociągów przejeżdżających przez Bydgoszcz lub odjeżdżających z niej w przeciągu najbliższych trzech godzin. Jeśli kogoś nie interesuje dany przedział czasowy, ma do dyspozycji dwa guziki. Dotykając ich może cofnąć tablicę lub poznać godzinę odjazdu następnych pociągów. Starszy pan rzuca kilka przekleństw, bo nie uzyskał od mięśniaka w żółtej kamizelce wyposażonego w pałkę i krótkofalówkę informacji o godzinie odjazdu pociągu. Zrezygnowany sięga po okulary. – Ja tu jestem ochroniarzem obiektu – słyszy na do widzenia od mięśniaka z „Solidu”.

Umięśniony ochroniarz przechadza się po kontenerze trzymając dłonie na torsie, dumnie napina mięśnie. Trudno ustalić, co dokładnie ochrania. Przekracza granice mojej wyobraźni myśli o złodzieju napadającym na automat z kawą i przekąskami albo rozkręcającego automat na monety przy płatnej toalecie. Jedyne pieniądze znajdują się w kasach biletowych, jednak pracownik agencji ochrony nie porusza się w tym obszarze. Znudzony spaceruje po obiekcie zerkając co jakiś czas przez umyte i ubrudzone wtórnie okna.

*

W niedzielę wybory prezydenckie. Kandydaci powtarzają w swoich kampaniach puste hasła o nowych miejscach pracy. Gdzie? Kiedy patrzę na taką Polskę, mam wrażenie, że coś poszło nie tak, a bydgoski kontener jest jedynie symbolicznym odzwierciedleniem sytuacji państwowej. Niewielkich rozmiarów obiekt sprzątany jednocześnie przez trzy pozostające na jednej zmianie kobiety, których praca jest raczej wątpliwej jakości. A wystarczało po prostu najpierw umyć lampę, a potem szybę. Pomyśleć. Człowiek przestaje być wystarczalny, potrzebuje wspomożenia maszyn lub ostatecznie przegrywa i zostaje przez nie wyparty. Automat nakarmi, napoi i wyda resztę. A miejsca pracy znikają jak kolejne pociągi z rozkładu. Ja na szczęście mam jeszcze bezpośrednie połączenie z Bydgoszczy do Poznania. 10:30. Zbieram się już na peron piąty, bo z racji remontu trzeba przejść nieco dłuższą trasę.

Przeczytaj jeszcze