Napici w butelkę. Piją, nagrywają i wyzywają.

Być może zauważyliście, że ostatnimi czasy poświęciłam trochę uwagi dziwnym trendom pojawiającym się na portalach społecznościowych. Były żyrafy na zdjęciach profilowych, fala spotterów, konkursy z iPhone’ami i wiele innych akcji, które wciągały wielkie rzesze użytkowników. Teraz nastała kolejna zaskakująca moda. Facebookowicze wyzywają się na pojedynki w piciu piwa. Mechanizm jest prosty: otrzymujesz nominację, pijesz duszkiem całe piwo i typujesz trzy kolejne osoby, które muszą zrobić to samo. 
Continue Reading

Chwila dla pedofila

Mariusz Trynkiewicz właśnie opuścił zakład karny w Rzeszowie – informują od paru minut media. O tym wyjątkowo okrutnym pedofilu zrobiło się głośno już w styczniu, kiedy jego wyrok dobiegał końca. Napisał wówczas list do dziennikarki Polsat News, w którym żalił się na sposób, w jaki przedstawiają go media. To się dzisiaj w ogóle nie liczy, że siedziałem przez 25 lat i nie zbijałem bąków, ale jednak robiłem wszystko, by okres mojego siedzenia spędzić aktywnie, pracując nad sobą? Jakoś nikt tego nie przedstawia od tej strony, prawda? Dlaczego? – zastanawiał się osadzony w 1989 roku „Szatan z Piotrkowa”.
 
Trynkiewicz był nauczycielem wychowania fizycznego. Został zatrzymany za to, że zamordował czterech chłopców, jednego z nich zgwałcił, to samo zrobił swojemu uczniowi. Biegli ustalili, że w chwili dokonywania każdej ze zbrodni był poczytalny. Nie chcę przedstawiać całej historii tego zwyrodnialca, bo kto chce, ten sobie wygoogluje albo doczyta na wikipedii. Odsłaniając jednak kurtynę nieco szerzej (bo sprawa zaczyna przypominać teatr w wydaniu komediowym) dostrzegamy, że makabryczne zdarzenia sprzed lat przenikają się z groteskową grą mediów, które wyraźnie zaczęły robić sobie jaja.
Continue Reading

Spotted: Idioted

fot. mamcin.com
Dawno temu na Facebooku i innych portalach społecznościowych pojawiła się moda na poszukiwanie osób, które wpadły nam w oko lub w jakiś inny szczególny sposób zwróciły uwagę, lecz kontakt się urwał. Z pomocą wychodzą strony typu Spotted. Zaczęło się od rozglądania za tajemniczym nieznajomym z uczelni, który przemknął przed nami w bibliotece lub nieznajomej, która wkuwając łacinę zajadała się spaghetti w stołówce. Obszar poszukiwań szybko rozszerzył się na komunikację miejską, kluby, a nawet całe ulice. Ogarnęła nas mania poszukiwania. 

Standardowo najwięcej ogłoszeń typu: Szukam pani, która w minioną sobotę przechodziła na pasach obok Biedronki pojawia się po weekendach. Jest to czas poimprezowego kaca i przypominania sobie, jak minęły dwa ostatnie dni tygodnia. Często oprócz nieznajomych z dyskoteki poszukuje się także zagubionych telefonów, portfeli i tabletów. Skupię się jednak wyłącznie na przedziwnym pierwiastku ludzkim.

Przeglądanie tego typu stron sprawia, że zaczynam wątpić w możliwości człowieka, który z definicji jest istotą społeczną. O ile jestem w stanie pojąć barierę nieśmiałości, która przyczynia się do publikowania postów rozpoczynających akcję poszukiwawczą, o tyle nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu tego typu postów:
„Cześć. Mam do Was wszystkich pytanko, znacie bardzo przystojnego fryzjera z salonu XXX na ulicy Bukowskiej? Ma na imię Szymon. Pomóżcie mi się z nim skontaktować ;p jest taki słodki ;p piszcie w komentarzach jeśli ktoś zna Wielkie dzieki za pomoc. Pozdro”

Czego chcieć więcej? Znasz miejsce pracy z dokładnością co do ulicy, znasz imię, profesję. Cholera, idź do niego i po prostu skorzystaj z usług! Fryzjerskich, oczywiście…
Może żyję w nieco wyidealizowanym świecie, ale wychodzę z założenia, że jeśli ktoś się komuś podoba, to wystarczy podejść, użyć aparatu gębowego i zapytać. O godzinę, numer sali, wykładowcę lub przystanek, w przypadku Spotted z komunikacji miejskiej. Znam sytuacje, w których numer telefonu, GG albo innego tworu komunikacyjnego zapisywano na serwetkach lub chusteczkach. Nie, nie było to w filmie, a w autobusie. Nie pojmuję, jak można przetańczyć z kimś pięć piosenek, spić kilka piwek, w międzyczasie zapytać o imię i nie wziąć numeru. A może wziąłeś numer, ale zgubiłeś telefon i na Spotted do zapisu Szukam Pani, wysokiej blondynki w ciemnej kurtce dodasz: przy okazji, gdyby ktoś znalazł niebieską Nokię Lumię czekam na kontakt. Lajkujcie, komentujcie, udostępniajcie.

Na szczęście, dla równowagi pojawiają się strony typu Hejted. Jeśli nie jest to Twój pierwszy raz w Internecie, z pewnością wiesz, że każdy szanujący się Internauta musi czasem rzucić jakimś hejtem, aby ulżyć sobie w codziennym życiu. Obiektów hejtowania jest mnóstwo: można hejtować cały żywot, jego miłosną odsłonę, relacje damsko-męskie oraz tak trywialne sprawy jak obsługa w McDonald’s, automaty z kawą czy sygnalizacje świetlne. Ja dla odmiany hejtuję jasne fonty na jasnym tle używane przez trzynastoletnie blogerki oraz wykładowców, którzy przychodzą na konsultacje spóźnieni. I rzeczywistość od razu staje się łatwiejsza.

Miałam rozbudowany pomysł na tego posta, ale chyba nie dam rady dłużej rozważać nad anty-fenomenami zachowań człowieka. Doceniam sieć jako alternatywę dla budowania relacji międzyludzkich, ale z niepokojem przyglądam się temu, jak staje się ona pierwszym, jeśli nie jedynym miejscem spotkania. Dajcie spokój z tymi internetowymi poszukiwaniami i zagadujcie nieznajomych. Nawet nie wiecie, ile jest prawdy w poznawaniu nowych ludzi. A Spotted? Naprawdę wierzycie, że odnajdziecie nieznajomego z imprezy, na której było 300 osób? 
Na lewo i na prawo – co nowego?
Continue Reading