Bój się i rób to!

Zbliża się Wielki Post. Dla wierzących jest to czas wewnętrznej naprawy, refleksji nad sobą oraz atrakcyjna okazja, aby uzyskać harmonię między duszą i ciałem. Dla osób niewierzących lub poszukujących te czterdzieści dni może być po prostu nie lada pretekstem, aby zmienić coś w swoim życiu. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Do wszelkiego rodzaju postanowień podchodzę z umiarkowanym entuzjazmem. Sylwester czy Nowy rok to dla mnie takie same dni, jak każdy inny w kalendarzu. Wielki Post jest jednak czasem szczególnym, bo wieńczy go zwycięstwo ze śmiercią.
Jestem osobą wierzącą i mam świadomość, że pobudki religijne nie dla każdego są dostatecznym pretekstem do wielkich rewolucji. Śmierć Chrystusa, a ostatecznie Jego zwycięstwo nad nią mogą być jednak traktowane nie tylko jako wielki religijny event, ale przede wszystkim jako symbol nieograniczonej mocy człowieka, niepokładanych zasobów możliwości i bycia ponad miarę przeciętności. Dopiero tak pojmowane zmartwychwstanie zyskuje sens, nie jest zaś niewiarygodnym i podważalnym artefaktem.
Ten czas bardzo często jest kojarzony ze smutkiem, umartwieniem i gorzką powagą. W związku z tym, często pojawiają kontrargumenty: jestem szczęśliwy, ustatkowany i pewny siebie. Nie będę na siłę szukał powodów do smutku.
 
W tych słowach jest bardzo wiele słuszności. Przecież nie chodzi o to, byśmy z pełnych życiowej werwy ludzi stali się posępnymi bucami w rozdartych na czas postu ciemnych pokutnych szatach. Wielu odmawia sobie słodyczy, mięsa, fajek, piwa – tylko po to, by na Wielkanoc rzucić się na nie ze zdwojoną mocą. To droga donikąd. Tu chodzi o to by zacząć żyć na nowo, odrodzić się z miłością do siebie. Postanowienia, owszem, są bardzo ważne w walce ze sobą o siebie, ale czy tak samo podeszlibyśmy do innych spraw? Kocham Cię, ale tylko na czterdzieści dni. Pomogę Ci, ale nasza umowa ma charakter tymczasowy i po czterdziestu dniach przestaje obowiązywać. Wybaczę Ci, ale gwarantuję, że po czterdziestu dniach nadal nie będę umiała chować urazy. Czy taka postawa ma sens?
Kiedy chcemy dokonać wielkich przemian w swoim życiu, bardzo często towarzyszy nam strach i brak wiary. Stajemy ze swoim życiem i celujemy w niego kolejne pociski jak na strzelnicy, bojąc się, że codzienność znowu nam dokopie. To bardzo dobrze. Dopiero strach przed drogą ukazuje nam cel tej drogi. Jednak czy chcielibyście udać się w pieszą podróż w bardzo odległe miejsce tylko po to, by po czterdziestu dniach drogi zawrócić? Bój się i rób to! Twórz, zmieniaj, pokonuj.
Jeśli więc możesz coś zmienić, zmień wyraz twarzy. Uśmiechnij się i uwierz, że możesz to zrobić!

Przeczytaj jeszcze