Arcybiskupie, jesteś na gościnie!

Jestem u siebie. Tak arcybiskup Paetz miał odpowiedzieć na pojawiające się w opinii publicznej wątpliwości dotyczące koncelebracji przez niego Mszy świętej z okazji 1050 rocznicy chrztu Polski. Niepokorny duchowny otrzymał od Stolicy Apostolskiej oficjalny zakaz sprawowania uroczystości w asyście innych biskupów seniorów. Watykan zaleca mu większą skruchę, a ja zastanawiam się, gdzie leży granica przyzwoitości.

Nie miałbyś władzy nade mną, gdyby ci jej nie dano z góry, czytamy w 19 rozdziale Ewangelii Jana. Są to słowa Jezusa wypowiadane do Piłata. Wydźwięk nauki Kościoła wskazuje na to, że ziemia jest tylko przystankiem w drodze do życia wiecznego, a my jesteśmy tylko przechodniami. Słowa „Jestem u siebie” z ust duchownego, któremu w 2002 roku postawiono zarzuty molestowania seksualnego poznańskich kleryków bolą, denerwują i otwierają w kieszeni przysłowiowy nóż.

Jesteśmy w miejscu, w którym Unia Europejska musi ingerować w wewnętrzne sprawy polityczne, bo nie radzimy sobie z Trybunałem Konstytucyjnym. Jesteśmy w miejscu, w którym Watykan musi ingerować w wewnętrzne sprawy Kościoła, bo z kurii wypływają informacje, zgodnie z którymi zaproszenie do udziału w ważnej dla całego kraju chwili otrzymują osoby niegodne. Aż w końcu: jesteśmy – albo przynajmniej zaraz będziemy – w miejscu, w którym znowu obrazimy się na cały świat, że ustawia nam lalki w teatrzyku.

To nie jest teatrzyk. To jest szopka. Zdumiewający brak konsekwencji w najważniejszych obszarach życia publicznego sprawia, że tracimy w oczach świata i przestajemy liczyć się jako partner strategiczny. Można oburzać się na to, że ktoś niezależny „wtrąca się” w sprawy Polski. Wolą narodu i jego przedstawicieli był konkordat oraz wstąpienie do Unii Europejskiej. Nie dziwi więc fakt, że skoro sami nie radzimy sobie z utrzymaniem porządku na własnym podwórku, to musi pojawić się ktoś, kto ten porządek zaprowadzi.

O zamiataniu w Kościele pedofilii i innych afer seksualnych pod dywan mówi się od dawna. Można by uznać, że jest to atak liberalnych środowisk na dobre imię Kościoła. Ja się jednak dłużej zwodzić nie dam. Proces arcybiskupa Wesołowskiego nie ruszył na dobre, bo duchowny zmarł. Sprawa księdza Gila utknęła w toku proceduralnym. Paetza zaprasza się do najbardziej hucznych – poza Światowymi Dniami Młodzieży – uroczystości religijnych w tym roku. W przypadkach „ciszej nagłaśnianych”, ale jednak znanych opinii publicznej, najczęściej dochodzi do przeniesienia księdza do innej parafii. Stolica Apostolska zaprosiła Paetza do życia w odosobnieniu.

Mam rozumieć, że innych przestępców będzie się „zapraszać” do celi, aby żyli w odosobnieniu i nikogo więcej już nie krzywdzili? Rzecz nie dotyczy wyłącznie Kościoła. Dzisiaj w mediach pojawiła się informacja, że w telefonie i komputerze Trynkiewicza znaleziono materiały pornograficzne z udziałem osoby poniżej 15. roku życia. Taki to wymiar kary – z Internetem, pornografią i zachętą do dalszych przestępstw.

Jakie jest prawdopodobieństwo, że w nowej parafii ksiądz nie będzie popełniał dawnych błędów? Nie odpowiem, bo nikt tego nie zbadał. Jest to jednak jakiś krok dyscyplinarny, a w przypadku najwyższych ogniw hierarchii można mówić tylko o bierności. Wysoce naganne jest przyznawanie honorów złym ludziom. I nie oceniam tego tylko pod kątem moralnym. Jest to plucie na pontyfikat Jana Pawła II, który wobec Paetza zastosował uprawomocnione środki odsuwające go od uroczystości publicznych. Arcybiskupie, jesteś tu tylko przechodniem – jesteś na gościnie, nie u siebie.

Przeczytaj jeszcze