Najgorszy dzień w roku, czujecie to?

Fot. Fotolia
Bywa, że każdy poniedziałek z powodzeniem mógłby zostać nazwany najgorszym dniem w roku. Humor psuje się już w niedzielny wieczór, kiedy z przerażeniem myślę o nadchodzącym tygodniu, akademickich obowiązkach, nadciągającej sesji i obronie. Można doszukiwać się tutaj przesady? Żadna z moich poprzednich sesji mnie nie zaskoczyła, choć panika była zawsze, a obrona obecnie ma charakter raczej formalności, niż rzetelnej pracy naukowej. Jakkolwiek by nie było, wszelkie obawy, które najdą Was dzisiaj są w pełni uzasadnione, a przyzwolenie na narzekanie, zwątpienie i niechęć do wszechrzeczy dają sami naukowcy. Dziś Blue Monday, najbardziej depresyjny dzień w ciągu całego roku.

Pojęcie zostało wprowadzone stosunkowo niedawno, bo w 2004 roku przez brytyjskiego psychologa Cliffa Arnalla związanego z Cardiff University. Blue Monday, czyli przygnębiający poniedziałek przypada zawsze w ostatni pełny tydzień stycznia. Jak sobie radzić z tym dniem?

Sam fakt, że do wyznaczenia najgorszego dnia tygodnia posłużył wzór matematyczny, budzi moje zastrzeżenia. Nie każdego człowieka można sprowadzić do kategorii cyfr, liczb i dziwnych znaczków. Protestuję i zamierzam przeżyć dziś dzień bardzo dobry. Okoliczność, że dla mnie zaczął się on dopiero przed chwilą (obudziłam się punkt 12:00) już sprawia, że mam lepszy humor. Po co zrywać się z łóżka w wolny dzień, skoro można podejść do niego z dystansem? Jeśli jednak wstałeś dziś dużo wcześniej ode mnie i w dodatku lewą nogą, to z pewnością przydadzą Ci się poniższe porady.
Wyluzuj. Nie ma takiego zadania, które ucierpiałoby na jednym dniu zwłoki. Dobra, może i jest, ale czy czasem nie wmawiasz sobie, że tylko dziś wykonasz je dobrze i tylko dziś jest optymalny stopień Twojej koncentracji? Jeśli powtarzasz podobne zdania jak mantrę, to znaczy, że się mylisz. Skąd przeświadczenie, że jutro Ci się nie uda? Trochę wiary we własne możliwości!
Nie daj sobie wmówić, że dziś najgorszy dzień w roku. To bzdura, nie ma czegoś takiego, jak masowe święto przygnębienia. To trochę jak z lekami na ból głowy. Budzisz się zdrowy, włączasz telewizor, a Goździkowa wmawia Ci, że boli Cię łeb, ale o tym przeczytacie za jakiś czas w nowym artykule. Wyłącz telewizor albo go przycisz, zamiast wydawać kasę na kolejne środki przeciwbólowe.
Zrób coś dla siebie. Jeśli lubisz czytać książki, otwórz dziś jakąś pozycję, która od dawien dawna czeka na Ciebie na półce, ewentualnie ściągnij jakiegoś e-booka i rozkoszuj się czasem wolnym. Jeśli nie lubisz czytać, obejrzyj ciekawy film albo posłuchaj muzyki. Blue Monday może mieć przyjemniejsze oblicze.
Pij ciepłą herbatę, zjedz jakiś owoc, warzywko. Z lekcji biologii pamiętam w prawdzie mniej, niż bym chciała, jednak kojarzę, że w produktach tych zawarte są minerały, które mają pozytywny wpływ na zdrowie, a przecież ono jest niezwykle istotnym czynnikiem, dzięki któremu mamy lepsze samopoczucie. W dni takie jak ten szczególnie polecam czekoladę w dowolnej postaci, bo rzekomo uwalnia ona hormony szczęścia: endorfiny, serotoniny. Pamiętaj! Raz nie zawsze, dwa razy nie wciąż.
Jeśli nie musisz, nie wychodź dzisiaj z domu, zwłaszcza, gdy jesteś z Poznania. Jakkolwiek doceniam spacery, jako źródło poprawy nastroju, dziś może być to czynność wyjątkowo niebezpieczna. Jest bardzo ślisko, nietrudno o jakąś kontuzję lub przynajmniej nieprzyjemną wywrotkę. Przewietrz pokój, aby dostarczyć sobie świeżego powietrza, ale zostań w nim. 
Nie daj się smutkowi. Masowe wmawianie, że to dziś najgorszy dzień w roku, może przyczynić się do przywoływania smutnych myśli i przykrych wspomnień. Najlepiej nie przeglądaj dziś stron mówiących o Blue Monday. Wyłącz tego bloga!
Na lewo i na prawo – co nowego?
Continue Reading

Pstryczek Boży w pychę?

Niektóre przekazy apokryficzne podają, że obecna formuła Dekalogu jest zmodyfikowana. Według wielu badaczy obecne dziewiąte i dziesiąte przykazanie kiedyś stanowiły jedno zdanie, natomiast drugie, które brzmiało: Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią zostało usunięte. Bogatych świątyni wciąż przybywa, jednak bardziej niepokojącym zjawiskiem jest budowanie monumentalnych posągów upamiętniających Jezusa Chrystusa, Jana Pawła II oraz innych postaci związanych z życiem religijnym. Przypomina to swego rodzaju „rywalizację miast” lub zwykły manifest kogo stać na więcej? Taka postawa sprawiła, że świat raczej pęka ze śmiechu, niż z zachwytu.
Można zadawać pytanie o zasadność stawiania tego typu pomników. Wizerunek Chrystusa Króla ze Świebodzina ma 36 metrów. O dwa metry wyższy jest Chrystus Odkupiciel z Rio de Janeiro. Swój sprzeciw wobec ogromnej imitacji Jezusa wyraziła sama Góra, kiedy to w mijającym tygodniu pycha ludzka oberwała po łapach.


Efektem gniewu Bożego było uszkodzenie figury. Cristo Redentor utracił kciuk prawej dłoni. Statuę wybudowano na szczycie góry Corcovado, przez co jest ona częstym obiektem piorunów. W zeszłym miesiącu wyładowania atmosferyczne zniszczyły środkowy palec tej samej dłoni.

38-metrowy pomnik Chrystusa Odkupiciela powstał w 1931 roku. Ostatni raz remontowano go w 2010 roku. Naprawom uległy zniszczone dłonie oraz twarz Chrystusa. Remont kosztował 4 miliony dolarów. Kolejna renowacja zapowiadana jest na początek lutego. Ojciec Omar Raposo z Archidiecezji w Rio de Janeiro w wywiadzie z lokalną stacją przypomniał, że Kościół do tej pory ma zapasy białego kamienia, z którego zrobiony jest pomnik.
Ten przedziwny twór został wpisany w 2007 roku na listę siedmiu cudów świata sporządzoną przez UNESCO. Szczerze mnie to zadziwia, gdyż myślałam, że cuda są jedynie domeną Jezusa Chrystusa – tego Jedynego i biblijnego, nie marmurowego. Jak widać, kolejny grom z jasnego nieba niczego nie nauczył zachłannej  pysznej ludzkości.
Na lewo i na prawo – co nowego?
Continue Reading

Erotyzacja kultury, satanizm i tańce przy umywalce

Kiedy w sieci pojawił się najnowszy teledysk Donatana, wiele Słowianek mogło czuć się wyróżnionych. Produkcja wychwala bowiem polskie dziewczęta i zachęca mężczyzn, by właśnie wśród nich szukali idealnych żon. Klip doceniono także zagranicą, a reporterka BBC postanowiła zbadać, w czym tkwi fenomen młodych panien tańcujących w narodowych strojach. Odwoływanie się do kultury ludowej w hip hopie jest swego rodzaju nowatorstwem, zwłaszcza, że wszelkie obrzędy słowiańskie dawno odeszły w zapomnienie.

Wypiekanie chleba, swojska śmietana, stroje ludowe, akordeon i skrzypce – zestaw, którego nie powstydziliby się dyrektorzy najsłynniejszych grup związanych z pieśnią i tańcem ludowym. Smaczku dodaje klimat polskiej chaty, strzecha na dachu oraz warkocze białogłów występujących w teledysku. Niech sielskie obrazy nikogo nie mylą! Według niektórych Donatan i Cleo przemycają demoniczne treści.

Kiedy obejrzy (teledysk) wierzący, niewątpliwie niezwłocznie poszuka różańca – twierdzi redaktor katolickiego portalu PCh24 Eugeniusz Kosiński. Dla niego bowiem patriotyzm jest silnie związany z wiarą w Boga, a takiego powiązania zabrakło w klipie. Zamiast tego – według publicysty – mamy znane nam doskonale „narodowe” i „rodzime” pogaństwo, które już raz pokazało na co je stać, produkując niejakiego Adolfa H. i jego wesołą gromadkę.

Boję się, co by było, gdyby Cleo zamiast: wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała, zaśpiewała: wiemy, jak poruszać tym, co Bozia w naturze dała… Do oskarżeń o pogaństwo i satanizm (modelka Donatana wybrała pseudonim Luxuria Astaroth, co oznacza grzech nieczystości oraz imię demona) doszłaby jeszcze profanacja, a takie coś to nawet mi by się nie spodobało w tym teledysku, którego może nie oglądam pasjami, ale uznaję za interesujący wytwór kultury nowoczesnej. Do tej pory nie rozumiem, dlaczego nawet na slawistyce zamiast mitologii słowiańskiej zmuszona jestem czytać grecką czy rzymską.

Uważam, że w polskiej muzyce doszło do czegoś znacznie gorszego, zresztą we wstępie utworu Donatana zawarta jest wyraźna sugestia, że nie należy go traktować całkiem serio. Z niepokojem przyglądam się najnowszemu nagraniu Nataszy Urbańskiej pod tytułem „Rolowanie”. Artystka (hm, była artystka) opowiada o imprezie, która przerodziła się w kolejny melanż (after czy before), a także o tym, że na zapleczu klubu pali marihuanę popijając sodą i dżusem. Od utalentowanej wokalistki teatru Buffo, nie pierwszej już młodości zresztą, oczekiwałabym więcej. Ale nie to jest najgorsze. W teledysku Urbańska tarza się po łazience, myje sanitariaty językiem i z powodzeniem mogłaby zastąpić mop lub szmatę do podłogi.

Natasza, robisz to źle…

Przyjmując, że z łazienki  klubu, w którym melanż poniósł Nataszę, korzysta więcej użytkowników w stanie „podniesionego flow”, widzę w tym teledysku niebezpieczne przesłanie o braku podstawowej umiejętności korzystania z pomieszczenia sanitarnego lub w ogóle wątpliwą znajomość jego przeznaczenia. Co gorsza, wokalistka nie zdaje sobie sprawy z tego, co przekazuje młodym ludziom, bo twierdzi, że jest królową z bajki.

Tak, to Michał Wiśniewski

Na koniec jeszcze jedno zjawisko w polskiej kulturze najnowszej, które nie daje mi spokoju. Jako że wszelkie artystyczne metamorfozy uważam za przebrzmiałe i nieprawdziwe, nie przemówiła do mnie koncepcja na nowego Michała Wiśniewskiego. Jestem wdzięczna, że czerwone lub zielone włosy nie dają mi po oczach, jednak obecny image (także muzyczny) za bardzo mnie jeszcze szokuje, bym mogła powiedzieć o nim coś dobrego. Zwłaszcza, że w parze ze stylizacją idzie dość tandetna muzyka. Gdy pierwszy raz usłyszałam fragment piosenki o filiżance, pomyślałam: O, Wiśniewskiego znowu do reklamy wzięli. Po chwili spostrzegłam, że reklama ciągnie się jakby trochę za długo, więc postanowiłam pogłębić swoją wiedzę za pośrednictwem wyszukiwarki internetowej.

Chociaż wiem, ile radości potrafi przynieść poranna kawa pita w ulubionej filiżance, nie przemawia do mnie to. Teksty kultury, jak i ich odzwierciedlenia w teledyskach mają to do siebie, że wpisują  się w różne konteksty intertekstualne, a co za tym idzie, skrajne mogą być ich interpretacje, więc.. wybacz Michał.

Erotyzacja kultury nie jest zjawiskiem nowym, nagie panie malował już Rubens, a erotyczne liryki Petrarki wskazywały na fascynację nagimi kobietami, zaś nasz staropolski poeta Jan Andrzej Morsztyn popełnił sonet Na krzyżyk na piersiach jednej panny, w których chrześcijański symbol na szyi niewiasty jest tylko pretekstem do gapienia się w jej biust (O święta mego przyczyno zbawienia! Któż cię wniósł na tę jasną Kalwaryją). Dodam, że poeta tworzył w XVII wieku i takich wierszy uczą dziś w liceum, proszę Państwa!

Po obejrzeniu Słowianek nie szukałam natychmiast różańca. Może dlatego, że zawsze wiem, gdzie go mam i zmówiłam go jeszcze przed „seansem” klipu. Nie jest więc on dla mnie „czosnkiem” na satanistyczne wiedźmy Donatana. Wzywałabym raczej do modlitwy intencji nastolatek (i nie tylko, jak widać), które zażywają różnych substancji na bekstejdżu, by potem taplać się w zalanej łazience.

Continue Reading

Znajdź haka na Owsiaka!

Zbliża się XXII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Już w przyszły weekend odbędzie się ogólnopolska zbiórka na zakup specjalistycznego sprzętu dla dziecięcej medycyny ratunkowej i godnej opieki seniorów. W praktyce oznacza to, że wychodząc na ulice będzie można spotkać wolontariuszy kwestujących z puszkami ozdobionymi charakterystycznym czerwonym serduszkiem. Towarzyszyć temu będą interesujące wydarzenia kulturalne, koncerty i ogrom innych atrakcji. 

Continue Reading